facebook RSS # #

23.06.2018 19:39

Polska Agencja Prasowa Serwis Samorządowy
 
2018-05-29 23:36       aktualizacja: 2018-05-30 15:19       JAK ROBIĄ TO INNI
  A A A

Trzeba łączyć. Wywiad z Piotrem Romanem, prezydentem Bolesławca

Trzeba łączyć. Wywiad z Piotrem Romanem, prezydentem Bolesławca
Fot. UM Bolesławiec
- Niemcy radykalnie zmniejszyły liczbę powiatów, Czesi w ogóle je zlikwidowali, Duńczycy doszli do wniosku, że istnieje coś takiego jak minimalny próg wydolności gmin i że ten próg wynosi kilkanaście tysięcy mieszkańców – mówi w wywiadzie dla PAP Piotr Roman, prezydent Bolesławca.
- U nas też z tą kwestią musimy się zmierzyć, bo w obecnej strukturze administracyjnej w naszym kraju tkwią ogromne rezerwy – dodaje.

Wywiad z Piotrem Romanem, prezydentem Bolesławca, szefem Stowarzyszenia Gmin Polskich Euroregionu Nysa i działaczem Ruchu Samorządowego „Bezpartyjni”

PAP: - Po 1989 r. Bolesławiec przeżył katastrofę gospodarczą. Prawie wszystkie zakłady poupadały. Bezrobocie w Państwa mieście przekraczało 20 proc. Wydawało się, że miasto jest przegrane, że będzie się zwijać. Dziś kwitnie, bezrobocia w Bolesławcu w zasadzie nie ma, należy do najniższych w kraju, są inwestorzy, mnóstwo nowych miejsc pracy, miasto ma pięknie odrestaurowany, pełen ogródków i tętniący życiem rynek. Jak to się udało?

Piotr Roman, prezydent Bolesławca: - Sytuacja Bolesławca była rzeczywiście bardzo trudna. Po 1989 r. upadły zakłady aparatury próżniowej, tzw. Elektronika. Zbankrutowały, bo produkował na rynek radziecki. Upadły fabryki „Bolesławieckie Przedsiębiorstwo Budowlane”, Famago, zakłady tekstylne. Zamknięto pobliską kopalnię miedzi. Straciliśmy w ten sposób tysiące miejsc pracy. 20 lat temu Bolesławiec i powiat bolesławiecki były uznawane za powiat strukturalnego bezrobocia, czyli takiego, z którego nie można w prosty sposób wyjść.

Byłem pierwszym starostą bolesławieckim i wtedy, w 2000 r., w strategii rozwoju powiatu założyliśmy sobie ambitny plan, że obniżymy bezrobocie do 10 proc. Nikt wtedy w to nie wierzył.

Dziś bezrobocie w naszym powiecie to mniej niż 5 proc., a w mieście – poniżej 3 proc. To jeden z najlepszych wyników na Dolnym Śląsku, nawet bogaty powiat lubiński, z zagłębiem miedziowym, ma wyższe bezrobocie niż nasz. Potroiliśmy budżet naszego miasta.

To wszystko jest efektem m.in. tego, że postawiliśmy na przygotowanie terenów pod inwestorów. Udało się nam doprowadzić do tego, że w grudniu 2006 r. powstała bolesławiecka podstrefa Wałbrzyskiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej. W tej podstrefie kończą się nam już działki, obecnie budują się w niej trzy hale. Powstało tam sporo zakładów, głównie motoryzacyjnych, ale są też centra logistyczne. Nowych miejsc pracy jest tyle, że w mieście brakuje już nam pracowników i dajemy pracę regionowi. Największą firmą w Bolesławcu jest Bader Polska, która produkuje tapicerkę do foteli i kierownic najwyższej klasy aut europejskich. Ta firma zatrudniała u nas w porywach do 2 tys. osób, z czego tylko 500 było z Bolesławca. Każdego dnia przyjeżdża do nas kilka tysięcy osób do pracy spoza naszego miasta.

- Zakłady są tylko w strefie ekonomicznej?

- Nie tylko. Bardzo dobrze rozwinęła się u nas ceramika. Za PRL wytwarzały ją u nas tylko dwa zakłady, a jeden z nich produkował głównie kominy i rury ceramiczne. Ceramika artystyczna pojawiła się później. Dziś zakładów, wytwarzających ceramikę, jest w naszym mieście i okolicach ponad 20. Zatrudniają one łącznie grubo ponad 1000 osób, a największy 500. Bolesławiecka ceramika jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych polskich produktów na świecie. Sprzedaje się bardzo dobrze, w większości na eksport, m.in. na rynku amerykańskim, japońskim, koreańskim, w Emiratach Arabskich. Reklamował naszą ceramikę Robert Redford, a niedawno luksusowy japoński magazyn lifestyle’owy poświęcił jej artykuł na 18 stron.

To też jest sukces naszego miasta, że nawiązując do tradycji późnego średniowiecza, tradycji niemieckich, dzięki pomocy artystów, naukowców, udało się je u nas odtworzyć. Do tego stopnia, że Bolesławiec to dziś stolica polskiej ceramiki. Jesteśmy zaangażowani w międzynarodowy związek miast ceramicznych. Nasze targi ceramiczne zaczynają dorównywać tym największym w Europie. Mamy już około 100 wystawców, z całego kontynentu. Organizujemy międzynarodowe plenery ceramiczne.

- Czy to wszystko przekłada się na ruch turystyczny w Państwa mieście?

- Zdecydowanie tak. Przyjeżdżają autokary, które przywożą do nas turystów praktycznie tylko na zakupy. To głównie Japończycy i Amerykanie. Na święto ceramiki w Bolesławcu, które odbywa się w sierpniu i trwa pięć dni, przyjeżdża grubo ponad 100 tys. osób. I już teraz miałby pan problem zarezerwowaniem w naszym mieście noclegu na ten czas. Ale obserwujemy też turystów, którzy chcą zwiedzić nasze piękne miasto.

- Wracając do pytania, jak Państwu udało się dźwignąć miasto. Bolesławiec na mapie Polski to peryferie kraju. Wiele polskich miast na zachodnim pograniczu, mimo bogatego sąsiada, robi wrażenie biednych, pogrążonych w zastoju.

- U nas było i jest nieźle z kapitałem ludzkim. Mamy dużo przedsiębiorczych ludzi, którzy potrafili się odnaleźć. W różny sposób. Przybyło dużo małych firm, ale i organizacji pozarządowych. W strefie ekonomicznej mamy nie tylko dużych inwestorów, ale i małe lokalne firmy.

- A jak udało się Państwu pozyskać tych dużych? Pytam o to, bo w wielu położonych z dala od wielkich miast podstref specjalnych stref ekonomicznych brakuje inwestorów, duża ich część jest wciąż niezagospodarowana.

- Nie zapomnę rozmowy z szefem amerykańskiej firmy Guardian SRG, który przyjechał do Bolesławca, jako jednego z wielu miejsc, mając za zadanie wybrać lokalizację dla inwestycji w Europie. Dla niego bardzo ważne było, czy ludzie chcą mieszkać w miejscu, w którym jego firma zainwestuje. Powiedział nam coś takiego: „Działki to mają wszyscy, często przygotowane, uzbrojone. Nas interesuje coś więcej. Nas interesuje, czy nasi przyszli pracownicy chcą tu mieszkać, czy mają gdzie spędzić wolny czas, czy są sklepy, kino, basen, jakie tu są szkoły”.
 
Wszystkie te standardy nie kojarzą się nam z łowieniem inwestorów. My w tym samym czasie prowadziliśmy akcję pod hasłem „Przeprowadź się do Bolesławca”. Okazało się więc, że nam zależało na tym samym, co temu inwestorowi.

My od lat robimy bowiem wiele, żeby ludzie chcieli tu mieszkać, żeby podnieść jakość życia w mieście. Wybudowaliśmy aquapark, wiele placów zabaw, ścieżek rowerowych, odrestaurowaliśmy termy solankowe, urządzaliśmy parki, stworzyliśmy nowoczesne kino, dom dziennego pobytu dla seniorów. Wybudowaliśmy centrum ceramiki, z którego można korzystać bezpłatnie.

Niedawno odbierałem nagrodę czasopisma Wspólnota i Narodowego Centrum Kultury za piąte miejsce w Polce w rankingu samorządów pod względem wydatków na kulturę. W samym bolesławieckim ośrodku kultury, w jednym budynku, co tydzień tysiąc osób uczestniczy w bezpłatnych zajęciach. A mamy obiektów związanych z kulturą kilka. Dopełnieniem naszej oferty kulturalnej będzie budowane przez nas Centrum Wiedzy, z biblioteką multimedialną, salami wystawowymi, kawiarenką. Ciągle jednak szukamy kolejnych pomysłów na to, by Bolesławiec był jeszcze bardziej atrakcyjnym miejscem do życia.

Najlepszym potwierdzeniem, że ludzie rzeczywiście chcą tu mieszkać, jest boom mieszkaniowy w naszym mieście. Co roku przybywa nam po 300 nowych mieszkań, które budują głównie deweloperzy. Każda działka się sprzedaje, zaczyna nam już ich brakować i trzeba będzie zbroić nowe tereny pod inwestycje mieszkaniowe.

- Jaka jest na to recepta?

- Nie ma jednej, uniwersalnej. Ważne jest, żeby ludzie mieli gdzie pracować, gdzie mieszkać i gdzie spędzać wolny czas. Najważniejsza jest jednak praca. I to nam się udało. Nie było jeszcze autostrady, a my już budowaliśmy do niej drogę dojazdową, choć krytykowano nas, że budujemy drogę donikąd. Tymczasem pierwszy inwestor w bolesławieckiej podstrefie Wałbrzyskiej SSE powiedział nam, że nie przyszedłby do nas, gdyby tej drogi nie było.
Krytykowano nas też za zbrojenie terenów inwestycyjnych, mówiono, że zwariowaliśmy, bo kładziemy rury w szczerym polu. A my robiliśmy to właśnie z myślą o utworzeniu bolesławieckiej podstrefy Wałbrzyskiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej. Dostosowaliśmy też oczyszczalnię pod potrzeby przyszłych inwestorów.

By to wszystko zrobić, pozyskiwaliśmy bardzo środków zewnętrznych, bo bez nich nie byłoby nas na to stać.
Trzeba było zmienić sposób funkcjonowania miasta po to, by odwrócić bardzo złą sytuację gospodarczą, w której Bolesławiec znalazł się na początku lat 90. Walcząc o mieszkańców, zwolniliśmy ich z podatku od nieruchomości mieszkalnych, co przyczyniło się do boomu mieszkaniowego. Mamy system wspierania nowych inwestycji firm, też polegający na zwolnieniu z podatku od nieruchomości.

- Nadal też inwestują też w Państwo w przedsięwzięcia podwyższające jakość życia w mieście. Teraz np. zagospodarowują Państwo na cele rekreacyjno-sportowe tereny nad rzeką Bóbr. Będzie tam m.in. jeden z największych pumptracków w Polsce.

- Standard, jakość życia są dziś kwestią podstawową, to naprawdę przyciąga ludzi.

- Od czerwca wprowadzają Państwo bezpłatną komunikację miejską. W tym samym celu?

- Tak, walczymy z niską emisją, chcemy, żeby powietrze w mieście było jak najczystsze. Ale chodzi nam też o to, by w mieście nie tworzyły się korki. W Lubinie, gdzie wprowadzono bezpłatną komunikację miejską, ruch samochodowy w centrum spadł dzięki temu o kilkadziesiąt procent. Liczymy, że podobny będzie efekt w Bolesławcu. Dlatego oprócz wprowadzenia bezpłatnych przejazdów dokupiliśmy nowe autobusy, żeby zwiększyć częstotliwość kursowania naszej komunikacji. Planujemy też budowę centrum przesiadkowego.

Poza tym my dziś i tak dopłacamy do komunikacji, jest sporo grup społecznych, które już teraz korzystają z niej za darmo. Więc to zwolnienie z opłat za przejazd tylko poszerzamy na pozostałych. Dopłacaliśmy 4 mln zł, teraz będziemy dopłacać o 2 mln zł więcej. A dzięki temu ulżymy także najuboższym.

Walce z niską emisją posłuży też podłączenie Starego Miasta do sieci ciepłowniczej. Oprócz tego mamy program dopłat dla tych, którzy chcą wymienić stare piece na nowe, ekologiczne. Ten program cieszy się u nas bardzo dużym powodzeniem, w tym roku skorzysta z niego 300 osób.

- Panie Prezydencie, teraz pytanie bardziej ogólne. Polska rozwijała się po 1989 r. bardzo nierównomiernie, co przejawiało się m.in. w tym, że aglomeracje rozwijały się dużo szybciej niż pozostała część kraju. Dziś jesteśmy państwem kontrastów. Są wyspy bogactwa i boomu gospodarczego, a jednocześnie wielu gminom grozi wyludnianie i gospodarczy regres. Czy są jakieś narzędzia, które mogłyby to zmienić?

- Trudno mówić dziś o Polsce A i B czy C, bo duże różnice są często w obrębie jednego regionu. Tak, jak na Dolnym Śląsku, gdzie wciąż najszybciej rozwijają się jego najbogatsze części – Wrocław i zagłębie miedziowe.
Czy jest sposób na to, by to bardziej zrównoważyć? Jestem szefem Euroregionu Nysa, który obchodził w ubiegłym roku swe 25-lecie. Znam dobrze sytuację w niemieckiej Saksonii. Niemcy to bardzo bogate państwo, a wciąż ma bardzo poważny problem ze swoją wschodnią częścią.

Bliżej granicy starzeje się tam społeczeństwo, młodzi ludzie wyjeżdżają, bardzo popularne są radykalne ugrupowania, takie, jak AfD. Graniczne Goerlitz jest piękne, ale puste, w sklepach często widzi się samych emerytów. Kiedyś zapytałem panią z jednego z niemieckich ministerstw, co zamierzają jeszcze zrobić, żeby powstrzymać dalszy odpływ ludzi z Niemiec wschodnich do zachodnich. Odpowiedziała mi, że oni już zrobili wszystko, co mogli.

- Rzeczywiście tak jest. Niemcy wpompowały w dawne NRD setki miliardów euro.

- Z drugiej jednak strony mamy przygraniczne rejony Czech, które całkiem nieźle sobie radzą. Trudno powiedzieć, z czego to wynika. Pewnie z innej mentalności, spokojniejszych zmian, bezpieczniejszej sytuacji społecznej. Jest tam dobra opieka zdrowotna, pakiety socjalne w zakładach pracy. Czesi podbierają nam ludzi. Coraz więcej osób pracuje np. w zakładach Skody, które są po drugiej stronie granicy.

Nie ma prostych patentów. Te wędrówki ludów były i będą. Bolesławiec i gminy powiatu bolesławieckiego sobie poradzą. W skali kraju na pewno jednak poważne problemy będą miały bardzo małe jednostki samorządu terytorialnego. Jeśli gmina ma 1800 mieszkańców, z budżetem 5-6 mln złotych, to ona nigdy nie wyjdzie na prostą, bo tam już budowa chodnika to wielki sukces.

My mamy 10 miast partnerskich, w różnych częściach Europy. Dokładnie przyglądaliśmy się Danii, tamtejszej publicznej debacie i analizom poświęconym tematyce samorządowej. Duńczycy doszli do wniosku, że istnieje coś takiego jak minimalny próg wydolności gmin i że ten próg wynosi kilkanaście tysięcy mieszkańców. Nasza gmina partnerska z Danii musiała połączyć się z dwoma innymi gminami, bo tak zdecydowali rządzący.

U nas też z tą kwestią musimy się zmierzyć. Tu na Dolnym Śląsku mamy pod bokiem Niemcy, które zrobiły reformę samorządową i radykalnie zmniejszyły liczbę powiatów. W naszym sąsiedztwie, przy granicy, z trzech powiatów utworzyły jeden, silny. Czesi w ogóle powiaty zlikwidowali.

W Polsce jest potrzebna poważna dyskusja na ten temat, bo w obecnej strukturze administracyjnej w naszym kraju tkwią ogromne rezerwy. Jednak nie ma gotowych odpowiedzi na pytania, której w tej dyskusji by padły. Łączenie gmin możemy zrobić odgórnie lub postawić na dobrowolną współpracę, choć z tą kooperacją jest u nas różnie.

- Powiaty też powinniśmy łączyć?

- Powiaty w Polsce są słabe. Do tego przydzielono im szpitale, które są niedofinansowane i dlatego stanowią bardzo duże obciążenie dla powiatów. Powiaty, które nie mają szpitali, radzą sobie dużo lepiej.

Zmiany, polegające na łączeniu gmin czy reformie powiatów, prędzej czy później nas czekają. Potrzebne są też inne zmiany systemowe. W wielu miastach w Polsce, także w Bolesławcu, mieszka bardzo wiele osób niezameldowanych w nich. Nie tylko nie płacących w nich podatku dochodowego, ale także nie odprowadzających tam opłaty śmieciowej. Dlaczego my, uczciwi obywatele, mamy płacić za nich? Czy może być tak, że są osoby, które „nigdzie nie mieszkają”? Gdyby liczyć dziś Polskę według deklaracji do opłaty śmieciowej, to okazałoby się, że mieszka w naszym kraju mniej niż 30 mln ludzi. Są sposoby na rozwiązanie tego problemu. W Wielkiej Brytanii, jeśli ktoś nie jest zameldowany w miejscu zamieszkania, to nie może nawet założyć konta w banku.

- I np. podjąć legalnej pracy.

- My, żeby zmniejszyć skalę tego problemu, wprowadzamy od września Kartę Mieszkańca. Ale jeśli np. Wrocław wprowadza loterię z atrakcyjnymi nagrodami, np. autem, dla osób, które zaczną tam odprowadzać PIT, to osoba mieszkająca u nas, ale studiująca we Wrocławiu, tam będzie wolała się rozliczyć z tego podatku. Więc wszyscy mamy te loterie robić? Nie, bo to jest zastępcze działanie gmin, które ratują się przed czymś, co powinno być uregulowane przez przepisy.

- Problemem wielu miast jest też to, że wielu ludzi pracujących w nich i korzystających z ich infrastruktury, usług mieszka w sąsiednich gminach.

- Gminy obwarzankowe też powinno się łączyć z miastami, które okalają. Ale tu również potrzeba decyzji rządu, bo przykład takiego dobrowolnego połączenia mamy tylko jeden: Zieloną Górę. Tymczasem gmin obwarzankowych jest dużo. Możemy także iść w kierunku dzielenia PIT-u: połowa odprowadzana w miejscu zamieszkania, a druga połowa w miejscu pracy.

- Panie Prezydencie, ostatnia kwestia. Samorządy z Państwa subregionu domagają się jak najszybszej budowy autostrady A18. Jest tam już wprawdzie droga dwujezdniowa, ale w złym stanie i nie bezkolizyjna, nie ekspresowa. Na drogę szybkiego ruchu, na autostradę dopiero trzeba ją przebudować. Planuje się to od lat. Dlaczego to takie ważne?

- Ta droga łączy Dolny Śląsk i południową Polskę z Berlinem i dużą częścią Niemiec. Tą drogą wielu cudzoziemców wjeżdża do naszego kraju i potem pokazują ją sobie na YouTube, dając do zrozumienia, że na granicy Niemiec kończy się cywilizacja. To jest wstyd dla Polski, że ta droga tak wygląda. Jej południowa nitka powinna być zamknięta, bo tam już nie da się jechać. Poza tym Bolesławiec jest najlepszym przykładem, jak dobra autostrada sprzyja rozwojowi.

Rozmawiał Jacek Krzemiński
TAGI:
 
KOMENTARZE: 3 PRZEJDŹ NA FORUM

DODAJ SWÓJ KOMENTARZ

 
2018-05-30 08:38:31
bmk: W moim województwie gmin obwarzankowych brak. Będąc na wczasach na pięknym Pomorzu zdumiałem się kiedyś, że w jednym mieście jest siedziba władz miejskich i gminy o tych samych nazwach. Moim zdaniem bez sensu. Drugą rzeczą, która mnie zdumiała, a która funkcjonuje jeszcze w moim województwie to małe szkoły o klasach 1-3 z własną dyrekcją. Na koniec dziwi mnie też to, że są gminy, które nie posiadają planu zagospodarowania przestrzennego, albo mają tylko na swojej części i zabudowę realizują w oparciu o decyzje o warunkach zabudowy, czyli tak naprawdę nie mają wizji swojego rozwoju.
 
2018-05-29 16:22:50
Tomasz Wojtania: - Niemcy radykalnie zmniejszyły liczbę powiatów, Czesi w ogóle je zlikwidowali, Duńczycy doszli do wniosku, że istnieje coś takiego jak minimalny próg wydolności gmin i że ten próg wynosi kilkanaście tysięcy mieszkańców – mówi w wywiadzie dla PAP Piotr Roman, prezydent Bolesławca.

Moim zdaniem w Polsce w pierwszym etapie powinno się zlikwidować tzw. gminy obwarzankowe, czyli należy w trybie pilnym połączyć w danych miejscowościach gminy wiejskie z gminami miejskimi. Po drugie należy zlikwidować powiaty a ich zadania przenieść do gmin, które bez problemu je zrealizują. Urzędy pracy powinny wrócić do administracji rządowej, bo to zadanie państwa. Kolejnym etapem przebudowy państwa powinna byż zmiana zasad zarządzania regionami. Regionem powinien zarządzać Wojewoda ale region powinny stanowić gminy. Byłby to zatem związek komunalny gmin z mocy prawa. Powinno się przedefiniować rolę Rady Ministrów, w której skład oprócz ministrów powinni wchodzić wojewodowie jako przedstawiciele Rządu w regionie. Region czyli województwo powinien mieć swoją radę - sejmik województwa w skład której wchodziliby wybrani radni z gmin tworzących region. Wzmocniło by to samorząd gminny. Miałby on swój głos w regionie a przez wojewodę w rządzie. Ministrowie powinni odpowiadać za konkretne podległw jednostki i służby. Pełniliby rolę jednostek nadrzędnych dla jednostek podległych. Zlikwidowano by wówczas zbędną administrację zespoloną na poziomie województwa. A dawne jednostki powiatowe działały by na obszarze konkretnych gmin stosownie do specyfiki działań. Moim zdaniem usprawniłoby to zarządzanie państwem. W tzw. Planie Morawieckiego nie widzę jednak takich pomysłów....tak jakby zapomniano o sferze budżetowej, która zjada dochody ale bez której Państwo nie może istnieć.

Pozdrawiam
 
2018-05-29 11:18:10
adada: Piękny wywiad. Lubię czytać takich mądrych ludzi.

 
newsletter

TAGI

PARTNERZY 


  Związek Gmin Wiejskich  

KONTAKT
Polska Agencja Prasowa SA
ul. Bracka 6/8, 00-502 Warszawa
Tel.: (+48 22) 509 22 22
Faks: (+48 22) 509 22 34
REDAKCJA SERWISU SAMORZĄDOWEGO PAP
ul. Bracka 6/8, 00-502 Warszawa
Tel.: (22) 509 23 67
Faks: (22) 509 23 72, (22) 509 22 20
e-mail: samorzad@pap.pl
e-mail klubowy: klub@pap.pl
DZIAŁ SPRZEDAŻY I OBSŁUGI KLIENTA
Adam Michrowski
Tel.: (22) 509 29 47
Kom.: 516 363 056
a.michrowski@pap.pl
PAP Copyright © PAP SA 2013 .
Redakcja  |  O portalu  |  Licencje  |  Polityka Prywatności  |  v 1.4.25