facebook RSS # #

22.04.2019 18:44

Polska Agencja Prasowa Serwis Samorządowy
 
2019-04-10 12:00       aktualizacja: 2019-04-11 09:57       JAK ROBIĄ TO INNI
  A A A

Fenomen Pelplina. Wywiad z Mirosławem Chyłą, burmistrzem miast i gminy Pelplin

Fenomen Pelplina. Wywiad z Mirosławem Chyłą, burmistrzem miast i gminy Pelplin
Fot. UMiG Pelplin
- Dużym hamulcem rozwoju dla samorządów są zależności polityczne. Niezależnie od tego, jaka partia rządzi – mówi w wywiadzie dla PAP Mirosław Chyła, burmistrz Pelplina.

Wywiad z Mirosławem Chyłą, burmistrzem miasta i gminy Pelplin

PAP: - Większość gmin w Polsce zmaga się z kryzysem demograficznym, spadkiem liczby mieszkańców, ze starzeniem się społeczeństwa. Jak Pan chce się z tym zmierzyć, jaką ma Pan wizję rozwoju Państwa miasta i gminy?

Mirosław Chyła, burmistrz miasta i gminy Pelplin: - Podróż autostradą z Pelplina do Trójmiasta zajmuje zaledwie pół godziny. Ceny mieszkań w Trójmieście zaczynają się od 6 tys. zł za metr, a u nas to tylko nieco ponad 4 tys. zł. Ta różnica i dobry, krótki dojazd są dla naszej gminy ogromną szansą. Za tę samą cenę, za którą kupi się w Gdańsku 50-metrowe mieszkanie, u nas można kupić 80-metrowe. Chciałbym, aby mieszkańcy pomorskiej Metropolii sprowadzili się do Pelplina. Chciałbym sprawić, by nasza Gmina stała się trójmiejską sypialnią, której główne tereny inwestycyjne, nowe zakłady pracy, skupiają się przy obwodnicy Trójmiasta, do której wielu mieszkańców Gdańska jedzie dłużej niż dociera się do niej z Pelplina.

Posiadamy też magistralę kolejową, dzięki której można szybko dojechać, przesiadając się do trójmiejskiej kolei metropolitarnej, w każde miejsce w Trójmieście.

Chcemy ten potencjał wykorzystać. Tym bardziej, że w ostatnich latach mieszkańców trochę nam ubyło.
W wykorzystaniu tego potencjału przeszkadzał nam dotąd brak nowych mieszkań, nie budowało się ich w Pelplinie. Sytuacja diametralnie się zmienia. Udało się nam sprzedać deweloperowi – naszemu, lokalnemu - dużą działkę, który ma tam wybudować 130 mieszkań. Inwestycja już rusza, a pod koniec 2020 r. pierwsze mieszkania mają zostać oddane do użytku. Na skalę Pelplina to bardzo duża inwestycja, duży zastrzyk mieszkaniowy. Na pewno będziemy starać się pomóc temu deweloperowi pozyskać klientów z zewnątrz, bo w naszym wspólnym interesie jest, żeby mieszkańców Pelplinowi przybywało.

- A co z programem Mieszkanie Plus, do którego swego czasu Pelplin przystąpił?

- Założenia były piękne, ale rzeczywistość szybko je zweryfikowała. Czynsze, które trzeba by płacić w budynkach wzniesionych w Pelplinie w ramach programu Mieszkanie Plus, byłyby zbyt wysokie.

Ten program ma sens w dużych miastach, w których ceny nieruchomości i ich wynajmu są ogromne. Tam czynsz na poziomie 20 zł, nieakceptowalny w Pelplinie, byłby atrakcyjny. O wysokości czynszu decyduje w Mieszkaniu Plus koszt budowy, bo ma on zwrócić się właśnie z czynszów. Koszty budowy wszędzie są te same.

Początkowo mówiło się o czynszu rzędu 8-12 zł za metr. Dziś według mnie nie mógłby on być niższy niż te 20 zł. To zaś więcej niż gdyby u nas wynająć mieszkanie na rynku prywatnym. W Pelplinie w ramach programu Mieszkanie Plus miało powstać 170 mieszkań – dla mniej zamożnych osób. Ale te mniej zamożne osoby mają u nas często problemy z płaceniem dużo niższego czynszu – w mieszkaniach komunalnych. Jeśli chcemy się pozbyć kogoś, bo od lat nie płaci czynszu, to musimy mu zapewnić lokal zastępczy. Z tych powodów Mieszkanie Plus zamiast sukcesu mieszkaniowego mogłoby w przypadku naszej gminy skończyć się większymi problemami niż dziś.

- Wróćmy jeszcze do Pańskiego pomysłu na Pelplin.

- Tak, jak już mówiłem, mam wizję Pelplina, które będzie sypialnią Trójmiasta. Będzie miastem przyjaznym, czystym, bez wielkiego przemysłu, bezpiecznym, mającym dobre warunki do wypoczynku i rekreacji. Gdzie żyje się wolniej, spokojniej i przyjemniej niż w dużym mieście. Gdzie nie ma też korków, w których dusi się Trójmiasto, gdzie jest czystsze powietrze niż tam.

A jeśli ktoś ma chęć skorzystania z rozrywek wielkiego miasta, to zawsze może to zrobić, wybierając się właśnie do Trójmiasta. Na całym świecie jest dziś taki trend, że ludzie uciekają z dużych aglomeracji, szukają przyjaźniejszego, bardziej kameralnego miejsca do życia.

- To dobrze widać w Warszawie. Mnóstwo warszawiaków marzy, żeby przeprowadzić się z niej na wieś, i to często nie pod stolicę, ale gdzieś w głąb Polski, gdzie o Warszawie będzie można zapomnieć. Ceny nieruchomości w dużych miastach są bardzo wysokie i ciągle rosną, co niweluje tamtejsze wyższe zarobki, bo trzeba więcej zapłacić za kupno mieszkania i domu, zaciągnąć dużo większy kredyt. W Stanach Zjednoczonych głównie z powodu zbyt wysokich cen nieruchomości zaczyna umierać słynna Dolina Krzemowa. Nie mówiąc o korkach, brudnym powietrzu, hałasie i o tym, że w dużych miastach jest po prostu ciasno, brakuje wolnych przestrzeni, terenów zielonych, rekreacyjnych, na nowych osiedlach takich terenów często jest bardzo mało lub ich tam nie ma, bo deweloperzy chcą z tych działek jak najwięcej wycisnąć.

- W Trójmieście też widać ten trend. Dlatego moim zdaniem skończy się to, że ludzie z mniejszych miejscowości masowo przeprowadzają się do aglomeracji. To już zresztą się dzieje. Obecnie wielu studentów z Pelplina mieszka tutaj i dojeżdża codziennie na uczelnię do Trójmiasta. Kiedyś mieszkali podczas studiów w miejscu, w którym znajdowała się uczelnia. To zmieniło się dzięki lepszemu dojazdowi i innemu rozkładowi zajęć niż kiedyś.

- Dużo mieszkańców Pelplina pracuje w Trójmieście?

- Bardzo dużo, choć też sporo pracuje wprawdzie poza naszą gminą, ale bliżej, w połowie drogi do Gdańska, np. w Tczewie. W samym Pelplinie nie mamy dużych zakładów pracy i większość mieszkańców musi szukać zatrudnienia poza naszą gminą. Mimo to jednak nie wyprowadzają się stąd, bo u nas przyjemnie i wygodnie się żyje. W przeciwieństwie do dużych miast nie ma u nas problemów chociażby z miejscami w szkoła i przedszkolach.
Musimy stawiać na jakość życia i w ten sposób przyciągać nowych mieszkańców. Budżety takich gmin jak nasza bardzo zależą od wpływów z PIT. A im więcej mieszkańców, tym większe wpływy z tego podatku. To także pełniejsze szkoły, przedszkola, żłobki, dzięki czemu łatwiej je utrzymać. Nie ma samorządu w Polsce, który utrzymywałby swoje szkoły tylko z subwencji oświatowej. Mimo to w naszej gminie trzymamy się zasady, żeby w każdym większym sołectwie była szkoła. Wokół nich życie tych miejscowości się ogniskuje, szkoły integrują ich społeczności, podtrzymują jedność.

Jeśli zamyka się w jakiejś wsi szkołę, to jest początek jej końca. Jeśli chce się, żeby jakieś sołectwo umierało, to trzeba zacząć od zamknięcia w niej szkoły. To samo dotyczy świetlic wiejskich, które odgrywają podobną rolę. My takie świetlice w naszych sołectwach otwieramy, powstają kluby seniora, czyli dzienne domy pobytu dla osób starszych, także na terenie sołectw. Mamy już cztery takie kluby, cieszą się wielkim zainteresowaniem, ludzie pytają o kolejne. Oczywiście, to kosztuje, ale w to powinniśmy inwestować. Tym bardziej, że ludzi starszych jest coraz więcej. Jednym z moich haseł wyborczych było utworzenie rady senioralnej.

- Taka rada już w gminie Pelplin powstaje?

- Mieliśmy już jej pierwsze spotkanie organizacyjne. A to, że seniorów przybywa, jest też szansą dla naszej gminy. Bo jeśli będą tu się dobrze czuć, to też będą do nas się przenosić, będzie powstawało zaplecze medyczne z myślą o nich, domy spokojnej starości. U nas nie tylko mieszkania są dużo tańsze niż w Trójmieście, ale mamy też niższe koszty życia. Do tego czyste powietrze, które zawdzięczamy obwodnicy Pelplina. Byliśmy jedną z pierwszych miejscowości w woj. pomorskim z własną obwodnicą.

Zawdzięczamy to śp. księdzu biskupowi Janowi Szladze, któremu do tak małej miejscowości jak Pelplin udało się, w 1999 r., skutecznie zaprosić św. Jana Pawła II. Ta wizyta była silnym impulsem do rozwoju naszego miasta, jego nowego otwarcia. W szybkim czasie odnowiono wiele ulic, ludzie zobaczyli, że Pelplin może być innym miastem: ładniejszym, bardziej kolorowym, że możemy wspólnie być jego gospodarzami i dbać o jego wizerunek.
Na pamiątkę wizyty Jana Pawła II każdego roku odbywa się święto naszego miasta „Dni Pelplina” właśnie w czasie, w którym wypada rocznica tego wydarzenia.

- Pelplin jest siedzibą diecezji, co też nasuwa myśl, że dużo mówi się o koncepcji deglomeracji, a jej wzorcem w Polsce mógłby być dziś Kościół katolicki. Bo jego wiele diecezji ma swoje siedziby w mniejszych miastach: obok Pelplina w Drohiczynie, Świdnicy, Ełku, Łowiczu czy Gnieźnie.

- Stolica diecezji została przeniesiona do Pelplina w 1835 r. Kiedyś ta diecezja była o wiele większa, sięgała od Helu i Trójmiasta aż po Toruń i Działdowo. Dziś jest znacznie mniejsza, liczy około miliona mieszkańców. Mamy też w Pelplinie Wyższe Seminarium Duchowne, które kształci księży. Często żartuję, że wszyscy wybitni Kaszubi przyjeżdżają do Pelplina po naukę. Wielu kaszubskich biskupów właśnie tu się kształciło. Ksiądz Arkadiusz Okrój, też Kaszub, który otrzymał niedawno sakrę biskupią, powiedział, że w Pelplinie spotyka go to, co najpiękniejsze.
Jedną z wybitnych osobowości związanych z naszym miastem jest ks. Janusz Stanisław Pasierb, historyk sztuki, znawca architektury, który mawiał, że gdzieś trzeba mieszkać i jego umiłowanym miejscem był właśnie Pelplin. Mówił też, że żaden kościół na świecie nie przyćmi blasku i splendoru pelplińskiej katedry.

- Mieszkańcy są z niej dumni? Mając taki zabytek, łatwiej utożsamiać się z miejscowością, w której się mieszka, pozostać w niej.

- Oczywiście, że są dumni i utożsamiają się z Pelplinem. Staramy się odnaleźć w nowej rzeczywistości przy jednoczesnym zachowaniu tego, co w Pelplinie tego, co najcenniejsze. Naszym hasłem było zawsze: „Pelplin miasto z duszą”. Mamy ogromną spuściznę w postaci kompleksu zabudowań pocysterskich, doskonale zachowanego. To jest perełka Pomorza. Do tego posiadamy muzeum, w którym m. in. przechowywany jest jedyny w Polsce egzemplarz Biblii Gutenberga.

Pelplin był też zawsze takim środowiskiem intelektualnym, które bardzo przyczyniło się do zachowania polskości na Pomorzu. W naszym mieście jest najstarsza w regionie szkoła, w której uczono w języku polskim, szkoła z ogromnymi tradycjami historycznymi – Collegium Marianum.

Jednak za PRL, Pelplin, mimo tych tradycji, poprzez swoje silne więzi z Kościołem, był przez władze komunistyczne bardzo źle traktowany, wręcz zwalczany. Collegium Marianum po II wojnie zamknięto i przekształcono w Dom Pomocy Społecznej dla niepełnosprawnych, choć budynek był do tego zupełnie niedostosowany. Chodziło o to, żeby zdewastować go i obniżyć rangę kościelnej części Pelplina.

- Collegium Marianum udało się reaktywować?

- Tak, w 2000 r. Komuniści nie tylko w ten sposób starali się zaszkodzić Pelplinowi. Kraków dostał Nową Hutę, a w Pelplinie za PRL, w pobliżu katedry, w centrum miasta, przy cukrowni wybudowano jedyny w kraju zakład produkcji kwasku cytrynowego. Z tą produkcją wiążą się bardzo duże uciążliwości odorowe, z czego Pelplin, niestety, był znany w całej okolicy. Dziś już ten zakład nie istnieje, bo cały rynek przejęli Chińczycy. Upadła też cukrownia – mimo wykupienia jej przez brytyjskiego inwestora – koncern British Sugar, który kupił ten zakład z myślą o przysługujących mu limitach produkcji cukru, a nie o jego rozwoju. Ludzie z branży mówili, że w tej lokalizacji cukrownia nie miała racji bytu.

- Dziś w jednym z budynków po cukrowni jest ładna galeria handlowa, ale chcą Państwo rewitalizować cały obszar po tym zakładzie.

- Obok galerii, na terenie po cukrowni, powstanie pierwsze deweloperskie osiedle, o którym wcześniej mówiłem. Ten teren straszył przez wiele lat, a teraz staje się wizytówką Pelplina, chcemy, żeby stało się nowym centrum naszego miasta.

Część terenów po cukrowni, za torami, będziemy teraz poddawać rekultywacji i powstaną na nich tereny rekreacyjne, z boiskami. To mają być „zielone płuca” Pelplina.

- Panie Burmistrzu, wrócę jeszcze do tematyki mieszkaniowej. Zrezygnowali Państwo z udziału w programie Mieszkanie Plus. Ale przecież na pewno są w Państwa gminie osoby, których nie stać na zakup mieszkania na kredyt, od dewelopera, czy wynajęcie go po rynkowej stawce?

- Oczywiście, są takie osoby. Dlatego moim planem jest, żeby teren, który mieliśmy zarezerwowany pod Mieszkanie Plus, sprzedać deweloperom, a za uzyskane w ten sposób środki wykupić na rynku mieszkania na potrzeby komunalne. Rozważam też taką opcję, by na części tego terenu wybudować mieszkania komunalne w ramach partnerstwa publiczno-prywatnego. Chętnie zrealizowałbym tę inwestycję samodzielnie, ale zadłużenie gminy jest dziś tak wysokie, że to nie wchodzi w grę. Tym bardziej, że chciałbym to zadłużenie zredukować, zamierzamy je zacząć obniżać już w tym roku. Choć nie jest to cel sam w sobie. I jeśli np. będziemy mogli uzyskać spore środki zewnętrzne, unijne, na ważną dla gminy inwestycję, ale będzie to wymagało naszego wkładu własnego, to, oczywiście, sięgniemy po te środki. Także dlatego, że tych środków zewnętrznych będzie coraz mniej i coraz trudniej będzie je zdobywać. Trzeba więc korzystać maksymalnie z tych środków, póki jeszcze są.

Niestety, w ostatnich latach władze Pelplina nie mogły się zdecydować, czy iść w stronę rozwoju gospodarczego, ściągania inwestycji produkcyjnych czy zachowania charakteru miasta turystycznego, przyjaznego mieszkańcom, budującego swe dochody w oparciu o wpływy z podatku PIT. Moim zdaniem w naszym przypadku lepszy jest ten drugi kierunek. W Pelplinie po 1989 r. upadły trzy zakłady i dlatego wiemy, że ściągając inwestycje produkcyjne, uzależniając od nich byt miasta, bardziej ryzykujemy niż skupiając się na tworzeniu dobrych warunków do życia, a przez to zatrzymując mieszkańców i ściągając nowych.

Największą bolączką Pelplina jest to, że mimo sporego ruchu turystycznego prawie nie mamy bazy noclegowej i gastronomicznej. To jest nasz ogromny potencjał, który powinniśmy wykorzystać. Trwa właśnie renowacja katedry, obiektów pocysterskich, przebudowa ogrodów biskupich. To będą kolejne atrakcje, które będą przyciągać turystów i nowych mieszkańców do Pelplina.

Jest jeszcze jeden element rozwoju gminy, o którym dotąd nie mówiłem: to jest przyszłość energetyczna. Pelplin okalają farmy wiatrowe, są planowane kolejne. Jest też inwestor, który będzie u nas budował elektrownię fotowoltaiczną. To czysta energia, która nie kłóci się z wizją przyjaznego dla mieszkańców miasta, gdzie warto zamieszkać, gdzie można poczuć się komfortowo.

Swoją szansę widzimy też w rozwoju współpracy z sąsiadującymi z nami gminami, np. z Gniewem oraz z Kwidzynem, który bardzo przybliżył się do nas poprzez powstanie nowego mostu na Wiśle. Do budowania tych związków, łączenia naszych rynków pracy, potrzebny jest transport zbiorowy, linie autobusowe, łączące nasze miasta. Dziś między Pelplinem i Gniewem a Kwidzynem ich nie ma.

- Chcieliby Państwo z Kwidzynem i Gniewem taką linię uruchomić?

- W przyszłym miesiącu odbędzie się spotkanie przedstawicieli naszej gminy, Gniewa i Kwidzyna, m.in. w tej sprawie. Nigdy takiego spotkania dotąd nie było.

- Często jest tak, że takie sąsiadujące ze sobą gminy się uzupełniają i poprzez współpracę mogą uzyskać efekt synergii.

- Rzeczywiście jest wiele płaszczyzn, na których taki efekt synergii można by uzyskać. To np. gospodarka odpadami, z która wielu gminom w pojedynkę dużo trudniej się uporać niż we współpracy z innymi samorządami. W naszym powiecie nie ma podmiotu, który świadczyłby kompleksowe usługi z tego zakresu. Korzystamy więc z usług podmiotów z sąsiednich powiatów. Bardzo mnie to, jako samorządowca, dziwi. Samorząd, jak wskazuje jego nazwa, powinien sam szukać rozwiązań, sam rozwiązywać problemy, które przed nim stoją, otwierając się na współpracę z innymi samorządami. Dotąd było tak, że wiele samorządów próbowało ze sobą konkurować, rywalizować. Szczególnie było to widoczne na rynku pracy, gdzie każdy chciał ściągnąć inwestora, rywalizował o niego z innymi samorządami. Dziś na szczęście to już nie ma miejsca. I mam nadzieję, że taka sytuacja nie powróci. Obecnie bardziej kluczowe niż inwestorzy są zasoby ludzkie, bo to ich teraz brakuje. I inwestorzy pójdą tam, gdzie łatwiej będzie im o pracowników.

- Jak chciałby zatrzymać w Pelplinie ludzi młodych? Młodzi, wyjeżdżając na studia z małej miejscowości do dużego miasta, często już nie wracają, zostają tam.

- Po pierwsze chciałbym z nimi rozmawiać. Planuję powołać trzy rady: przedsiębiorców, seniorów i młodzieżową. Chciałbym stworzyć otwarty klub młodzieżowy, gdzie młodzież będzie gospodarzem, sama będzie decydować, co tam się dzieje. By zatrzymać młodych ludzi w takich miejscowościach jak Pelplin, trzeba sprawić, żeby oni też czuli się w nich gospodarzami. Pomimo młodego wieku oni mają wspaniałe pomysły. Jeśli nie będziemy tych pomysłów realizować, rozmawiać z nimi na ten temat, to oni będą szukać tego dialogu w innych środowiskach.

- Czy ten klub ma też tych młodych integrować? Pytam o to, bo jeśli młody człowiek jest zintegrowany ze swoim lokalnym środowiskiem, to trudniej mu je opuścić.

- Oczywiście, że chcemy tej integracji. Pelplin jest w o tyle trudnej sytuacji, że zdecydowana większość naszej młodzieży po ukończeniu szkoły podstawowej uczy się dalej poza naszą gminą: w Starogardzie czy Tczewie. To dlatego, że stamtąd jest bliżej do Trójmiasta, którego ofercie, klubom, koncertom Pelplin nigdy nie dorówna. Ale gdy ci młodzi ludzie założą rodziny, mogą wracać do Pelplina. Bo dla rodzin nasze miasto jest lepszym miejscem do życia niż Trójmiasto. Dlatego chciałbym, żeby ci młodzi ludzie związali się emocjonalnie z Pelplinem, mieli do niego sentyment.

- A co z Radą Przedsiębiorców, która też chce Pan powołać?

- Obawiałem się o frekwencję na pierwszym spotkaniu w tej sprawie. I ku mojemu zaskoczeniu przyszło bardzo wiele osób, bo prawie 60. Dla mnie to był podwójny sygnał. Raz, że jest u nas duże zapotrzebowanie na tego typu ciało, a dwa, że mam pewien mandat zaufania ze strony przedsiębiorców, którego nie powinienem zmarnować. Mówiłem w kampanii wyborczej, że są dla mnie bardzo ważną grupą społeczną, że chciałbym z nimi konsultować wizję i kierunki rozwoju gminy, jej politykę gospodarczą, planistyczną, wsłuchiwać się w ich głos, w to, czego oni oczekują ode mnie. Chcę wychodzić do przedsiębiorców nie tylko wtedy, gdy ja będę od nich czegoś potrzebował, ale chcę także być do ich dyspozycji, kiedy oni będą czegoś potrzebować od samorządu.

- I temu ma służyć ta rada?

- Tak jest. Do pracy w niej zgłosiło się 19 osób. Chcę z mieszkańcami rozmawiać, wspólnie z nimi decydować o przyszłości Pelplina. Według mnie burmistrz nie może być postrzegany jako osoba rządząca gminą, ale jako ktoś, kto służy jej mieszkańcom. Odwróćmy role. Nie może być tak, że w gminie burmistrz jednoosobowo realizuje swoją wizję, bo ta wizja powinna być korygowana. Oczywiście, burmistrz powinien mieć swoją wizję rozwoju miasta, ale nie jest powiedziane, że ta wizja jest jedyną słuszną i że nie może ona podlegać modyfikacjom. Co więcej, ja mogę być przeświadczony, że moja wizja jest słuszna, ale jeśli mieszkańcy wymagają innej drogi, to ja powinienem to uwzględnić. Idea samorządności polega na tym, że nie decyduje jedna osoba, ale grupa osób, która ją na to stanowisko wybrała. Człowiek, który ma jakąś wizję, ale nie potrafi rozmawiać z mieszkańcami, nie jest w stanie zrobić nic. Mądry burmistrz tak modeluje współpracę z radnymi i mieszkańcami, żeby oni czuli, iż jego pomysły są także ich pomysłami.

Mądrość włodarzy polega też na tym, żeby mówić nie tylko o sukcesach, ale także o problemach, o tym, co nas czeka, jakie są zagrożenia. Nie można tego chować dywan i udawać, że wszystko jest pięknie.

- Czego potrzeba takim miasteczkom jak Pelplin, jakie rozwiązania systemowe, na poziomie polityki państwa, mogłyby im pomóc, co im przeszkadza?

- Dużym hamulcem rozwoju dla samorządów, szczególnie tego niższego stopnia, gminnego i powiatowego, są zależności polityczne. Niezależnie od tego, jaka partia rządzi. Ja nie należę do żadnej partii, choć oczywiście mam swoje poglądy polityczne, bo każdy powinien je mieć. Uważam jednak, że samorząd, przynajmniej do szczebla powiatowego, powinien być wolny od wpływów partyjnych. Jeśli nie jest, to jest to duże zagrożenie i hamulec rozwoju.

- Czy ma Pan na myśli np. pojawiające się zarzuty, że państwowe czy unijne dotacje rozdzielane na regionalnym i rządowym szczeblu często dzieli się według partyjnego klucza?

- Nas to teraz nie dotyka, co nie znaczy, że takiego zagrożenia nie ma. Na Pomorzu wojewoda jest z jednej opcji, a marszałek z drugiej. I trwa przepychanka o to, kto będzie miał więcej władzy, kto będzie dzielił pieniądze z państwowych i unijnych funduszy. Czego przykładem są ODR-y czy wojewódzkie fundusze ochrony środowiska. Apartyjność jest bardzo ważna na każdym szczeblu samorządu.

- Chce Pan powiedzieć, że trudniej jest samorządom, które mają bezpartyjnych włodarzy?

- Tak, bez wątpienia jest im trudniej. Bo dzieleniu unijnych i państwowych funduszy często towarzyszy takie myślenie, że najpierw „trzeba nakarmić swoich”. Czyli „ten samorządowiec jest ode mnie, to jemu najpierw dam”, a dopiero w drugiej kolejności dostają pozostali. Koszula bliższa ciału.

Powinno być inaczej. Pieniądze publiczne powinny iść w pierwszej kolejności na najbardziej uzasadnione, najbardziej potrzebne i najpilniejsze inwestycje, a nie dla swoich. Nadrzędne powinno być dobro mieszkańców, a nie partykularny interes danej grupy politycznej.

To jest największe zagrożenie dla samorządów i póki to się nie zmieni, to rozwój wielu gmin będzie hamowany. Oczywiście, tego zjawiska nie da się w całości wyeliminować, ale powinniśmy je minimalizować.

Rozmawiał Jacek Krzemiński
TAGI:
 
KOMENTARZE: 3 PRZEJDŹ NA FORUM

DODAJ SWÓJ KOMENTARZ

 
2019-04-11 09:45:08
polonistka: A dlaczego Droga Redakcja nie odmienia nazwiska Pana Chyły?
Z Panem Chyłą...
 
2019-04-11 08:02:32
polonistka: A dlaczego Droga Redakcja nie odmienia nazwiska Pana Chyły?
Z Panem Chyłą...
 
2019-04-10 21:26:08
Kosecji Mieczysław: Panie Burmistrzu....Mirosławie....tak trzymać....cała naprzód....nie oglądać się do tyłu....bardzo dobre pomysły z powołaniem Rad..np. Rada Przedsiębiorców Nasza mądrość.....wzbogacona o mądrość innych osób....tylko trzeba się wsłuchać......co mają inni do powiedzenia......wybrać to co najlepsze.....po konsultacjach....akceptacji.....ku zadowoleniu Mieszkańców.......Pozdrawiam serdecznie......życzę dużo zapału i realizacji przemyślanych koncepcji.......Jeszcze raz pozdrawiam ...

 
newsletter

TAGI

PARTNERZY 


  Związek Gmin Wiejskich  

KONTAKT
Polska Agencja Prasowa SA
ul. Bracka 6/8, 00-502 Warszawa
Tel.: (+48 22) 509 22 22
Faks: (+48 22) 509 22 34
REDAKCJA SERWISU SAMORZĄDOWEGO PAP
ul. Bracka 6/8, 00-502 Warszawa
Tel.: (22) 509 23 67
Faks: (22) 509 23 72, (22) 509 22 20
e-mail: samorzad@pap.pl
e-mail klubowy: klub@pap.pl
DZIAŁ SPRZEDAŻY I OBSŁUGI KLIENTA
Rafał Szafrański
Tel.: (22) 509 27 03
Kom.: 722 202 428
r.szafranski@pap.pl
PAP Copyright © PAP SA 2013 .
Redakcja  |  O portalu  |  Licencje  |  Polityka Prywatności  |  v 1.4.25