facebook RSS # #

04.12.2019 23:23

Polska Agencja Prasowa Serwis Samorządowy
 
2019-11-21 23:25       aktualizacja: 2019-11-22 12:47       WIADOMOŚCI
  A A A

Zdaniem prezydenta. Paweł Osiewała: Wielu samorządowców daje z siebie wszystko

Zdaniem prezydenta. Paweł Osiewała: Wielu samorządowców daje z siebie wszystko
Fot. UM Sieradz
- Zarobki w samorządzie w porównaniu do średniej krajowej znacząco spadły, choć praca urzędników w zmieniającym się ciągle otoczeniu prawnym jest bardzo trudną pracą, bardzo odpowiedzialną – mówi w wywiadzie dla Samorzad.pap.pl Paweł Osiewała, prezydent Sieradza i wiceprezes Związku Miast Polskich.

- Dlatego chciałbym, by większość pracowników naszego urzędu miasta zarabiała co najmniej średnią krajową - dodaje. - Duża część tyle zarabia, ale powinna to być większa część.

Wywiad z Pawłem Osiewałą, prezydentem Sieradza i wiceprezesem Związku Miast Polskich

Samorzad.pap.pl: - Coraz więcej samorządów sygnalizuje, że ma problem z pozyskaniem pracowników, że brakuje chętnych do pracy w urzędzie. Kiedyś było to nie do pomyślenia, bo praca w samorządzie wydawało się bardzo atrakcyjna. Dlaczego to się zmieniło?

Paweł Osiewała, prezydent Sieradza i wiceprezes Związku Miast Polskich
: - Jeszcze niedawno praca w urzędzie miasta była nobilitacją – i pod względem finansowym, i pod względem organizacyjnym. Dzisiaj wciąż tą nobilitacją jest, bo udaje się nam pozyskiwać naprawdę fantastycznych, wartościowych młodych ludzi, którzy mają energię i zapał do pracy. Jednak zarobki w samorządzie w porównaniu do średniej krajowej znacząco spadły. Najbardziej dobitnie o tym świadczy wysokość emerytury tych, którzy na nią odchodzą. Emeryturę ustala się w oparciu o relację między tym, co zarabialiśmy - bierze się pod uwagę 10 lat, w których najwięcej zarabialiśmy - a ówczesną średnią krajową. I bywały u nas takie przypadki, że ktoś otrzymywał wyższą emeryturę niż jego ostatnia pensja w urzędzie.

Mam pełną świadomość, że praca urzędników w zmieniającym się ciągle otoczeniu prawnym jest bardzo trudną pracą, bardzo odpowiedzialną. Dlatego chciałbym, by większość pracowników naszego urzędu miasta zarabiała co najmniej średnią krajową. Duża część tyle zarabia, ale powinna to być większa część. W naszym urzędzie staramy się, by podwyżki były. Jeśli uda się nam wypracować jako samorządowi większe przychody z podatków, jeśli w danym roku uda się zaoszczędzić, to dzielimy się tymi oszczędnościami z pracownikami urzędu. Co roku dajemy im kilkuprocentowe podwyżki, oni absolutnie na to zasługują. Tak jest u nas od kilku lat - odkąd jestem prezydentem.

- Dlaczego zarobki w samorządzie przestały być atrakcyjne, dlaczego tak zmniejszyła się różnica między nimi a średnią krajową? Samorządów nie stać na większe pensje?

- Trudno powiedzieć, że samorządów na to nie stać. To są dwie strony medalu. Po jednej stronie są urzędnicy, a po drugiej mieszkańcy, którzy oczekują, że urząd będzie funkcjonował bardzo sprawnie, ale jednocześnie nie będzie generował zbyt dużych kosztów. Przecież żyjemy z podatków mieszkańców i każda ich złotówka musi być wydawana racjonalnie.

Kiedyś pensje urzędników ustalało państwo, określało, ile urzędnik na danym stanowisku ma zarabiać. Dziś musimy funkcjonować w otoczeniu rynkowym. I to ono decyduje, ile płacimy naszym pracownikom. Np. specjaliści od księgowości, finansów są rozchwytywani, co oznacza, że trzeba im zapłacić więcej. Często jest jednak tak, że specjaliści z tych samych dziedzin zarabiają dużo więcej w sektorze prywatnym niż w samorządzie. Ale my traktujemy tę pracę także jako rodzaj misji, służby, polegającej na tym, żeby nam wszystkim lepiej się żyło.

- Bo w biznesie chodzi tylko o biznes.

- Tak, a w samorządzie jest jeszcze misja. Prezydenci nawet dużych miast zarabiają z dodatkami 12 tys. zł. Gdyby porównać ich do menedżerów, a miasto do przedsiębiorstwa, to zarządzają strukturą zatrudniającą po kilkanaście, kilkadziesiąt tysięcy pracowników. Menedżer niższego szczebla w koncernie zarabia w Polsce 2-3 razy tyle. Przy dużo mniejszej odpowiedzialności i ryzyku związanym z wykonywaną pracą. Nie mówiąc o tym, że porównywalne pensje ma wielu wójtów czy burmistrzów małych miast.

W mojej ocenie powinna być wprowadzona gradacja wynagrodzeń włodarzy samorządowych: im większe miasto i jego budżet, tym większe wynagrodzenia wójtów, burmistrzów czy prezydentów. Czyli większa odpowiedzialność i ryzyko to także większa pensja.

Sprawowanie funkcji prezydenta miasta wiąże się z ogromną odpowiedzialnością. Jako prezydent miasta odpowiadam za powierzone mi środki, za majątek miasta, za pracowników urzędu i podległych naszemu samorządowi jednostek. To są setki osób. Bardzo wielu samorządowców daje z siebie wszystko.

- Prawo i Sprawiedliwość wygrało po raz drugi wybory parlamentarne i po raz drugi ma większość w Sejmie, co oznacza kolejną kadencję rządów PiS. Co to oznacza dla polskich samorządów? Jakie będą te kolejne cztery lata dla nich? Pytam o to, bo część polskich samorządowców bardzo się upolityczniła i bardzo krytykuje rząd PiS, twierdząc, że szkodzi on samorządom.

- Mam nadzieję, że to będą cztery dobre lata dla samorządów. Tak to oceniam. Są samorządowcy, wśród nich bardzo dobrzy włodarze, którzy ostro krytykują rząd PiS, mimo, że rząd realizuje w ich miastach inwestycje za setki milionów złotych. Inwestycje bardzo potrzebne tym miastom.

Życie polityczne kieruje się swoimi prawami, a życie samorządowe swoimi. I trzeba jedno od drugiego oddzielać, także w ocenach. Nie jest w interesie ani rządu ani samorządów konflikt na poziomie tego, czego oczekują nasi mieszkańcy. Możemy się spierać politycznie, możemy mieć inne poglądy, np. w kwestii podejścia do Kościoła, ale tak naprawdę, jeśli chodzi o pojedynczego obywatela, mieszkańca, to i rząd, i samorząd, są po tej samej stronie: interesu mieszkańców.

Patrząc na obecną sytuację, to jeśli rząd uszczelnia system podatkowy, generuje dzięki temu dodatkowe środki, zapewnia rozwój gospodarczy, to my odbieramy to jako ogromną szansę także dla Sieradza. Dla mnie jako prezydenta miasta priorytetem jest gospodarka, zasobność portfela naszych mieszkańców. Po wyniku wyborów parlamentarnych widać, że Polacy tego oczekiwali: podzielenia się z nimi tym, co przez 30 lat jako państwo i społeczeństwo wypracowaliśmy.

- Jakie największe wyzwania stoją dziś przed polskimi samorządami?

- Samorządy, szczególnie te małe, są organizmami, które doskonale sobie radzą w obecnym otoczeniu rynkowym. Największym wyzwaniem dla nich na najbliższe lata będzie dostosowanie się do zmieniających się przepisów prawnych, które dotyczą finansów publicznych.

Podczas jednej z ostatnich sesji, na której podwyższaliśmy lokalne podatki, mówiłem o tym, że Sieradz rozwija się, jest ciekawym miejscem do życia, ma walory kulturalne, historyczne itd. Jednak każdy wydatek majątkowy, każda inwestycja, prowadzi do zwiększenia wydatków bieżących. Za przykład niech posłuży rewelacyjnie odebrany przez mieszkańców pumptrack. Jego budowa kosztowała 700 tys. zł, ale w przyszłym roku musimy zaplanować w budżecie kilkadziesiąt tysięcy złotych, żeby go utrzymać.

Gdy budujemy place zabaw, parki, baseny, to na ich utrzymanie musimy zarobić. Ważne więc, żeby nasze dochody rosły przynajmniej w takim samym tempie, jak wydatki bieżące. Dla samorządów to będzie ogromne wyzwanie: żeby zbilansować wydatki z dochodami.

Podczas prezentacji programu Miasto Plus w Sejmie pewien wójt z Warmińsko-Mazurskiego mówił: „Co z tego, że mój poprzednik zostawił mi przepiękną bibliotekę na miarę XXI wieku, gminny ośrodek kultury, basen, świetną infrastrukturę sportową, jeśli ja dziś przy 20 mln zł dochodów w budżecie nie mam pieniędzy na to, żeby to utrzymać; wolałbym, żebyśmy wybudowali jakiś obiekt turystyczny, na którym moglibyśmy zarabiać”. I to jest ta racjonalność, która jest dziś bardzo potrzebna w samorządzie.

Prof. Hausner powiedział, że samorząd powinniśmy potraktować także w kategoriach biznesu. Są wprawdzie działania niemierzalne pod tym kątem, nie może przynieść zysku budowa drogi czy chodnika, bo nie możemy pobierać opłaty za ich użytkowanie. Jednak w wielu obszarach powinniśmy patrzeć na inwestycje jako biznes, na to, jaką będą mieć one stopę zwrotu. Nie po to, żeby miasto stało się maszynką do zarabiania pieniędzy, ale po to, żeby miało środki na utrzymanie wybudowanej infrastruktury i na kolejne inwestycje. Renta z inwestycji jest bardzo ważna.

Dotyczy to m.in. inwestycji sportowych, np. w hale sportowe. Bo lepiej wybudować mniejszą, żeby później mniej wydawać na jej utrzymanie i łatwiej ją zapełnić.

W Sieradzu postawiliśmy na przedsiębiorczość, na rozwój. I dzięki temu wpływy z podatku PIT są u nas proporcjonalnie większe niż w innych miastach i gminach naszego regionu. Wynoszą one 43 mln zł rocznie. Mimo to i tak mamy problem ze spięciem budżetu, musimy dokonywać cięć. To są takie wybory: czy kosimy trawę sześć razy w roku czy cztery, czy kosze na śmieci myjemy dwa razy czy sześć razy w ciągu roku, czy na promocję i imprezy kulturalne wydajemy milion złotych czy 600 tys. zł, czy wspieramy sport lokalny milionem złotych czy przeznaczamy na to 600 tys. zł. To będą w mojej ocenie największe wyzwania dla samorządowców. I nie mówimy tutaj o aglomeracjach, które mają bez porównania bardziej komfortowe warunki. Dla przykładu: Amazon buduje hale magazynowe w Łodzi na 40 hektarach, z towarzyszącą infrastrukturą to 60 ha, za co płaci miastu z tytułu podatku od nieruchomości kilkadziesiąt milionów złotych rocznie.

Warszawie, Poznaniowi czy Wrocławiowi jest dużo łatwiej niż nam – mniejszym miejscowościom. W powiecie sieradzkim jest gmina Klonowa, której dochody z PIT to 1,1 mln zł. Z tego trzeba sfinansować oświatę, część pomocy społecznej, część opieki zdrowotnej, inwestycje, rozwój. To są ogromne wyzwania. My nie mamy możliwości planowania długookresowego – w przeciwieństwie do dużych miast.

Samorządy będą miały bardzo duży problem ze skorzystaniem z pozostałej części środków unijnych na lata 2014-2020 i funduszy UE na kolejne lata, bo będzie im brakować pieniędzy na wkład własny. Są bowiem na pograniczu możliwości finansowych w wydatkach majątkowych, ale i bieżących. To będzie ogromne wyzwanie dla polskich samorządów. Chyba, że strona rządowa wysłucha głosu samorządowców i w niektórych obszarach trochę poluzuje rygory dotyczące finansów samorządowych, np. wskaźnika zadłużenia czy możliwości bilansowania dochodów z wydatkami.

Nie można budować opinii o samorządach, o ich gospodarce finansowej i tworzyć przepisów w tej dziedzinie na podstawie kilku samorządów, które zachowywały się patologicznie, pożyczały pieniądze w parabankach. Takie samorządy to promil wszystkich polskich jednostek samorządowych. Zdecydowana większość polskich samorządowców zachowuje się bardzo odpowiedzialnie, myśli o rozwoju swoich miast i gmin, a nie skupia się tym, żeby budować sobie przewagę polityczną czy wizerunkową.

Decydując w sprawach związanych z inwestycjami i zadłużeniem samorządu, nie możemy myśleć w perspektywie roku, dwóch, ale przynajmniej dekady, wchodząc w ten sposób na poziom planowania strategicznego.

- W Polsce po 1989 r. bardzo szybko rozwijało się kilka największych aglomeracji i pojedyncze nieliczne mniejsze ośrodki, a dużo wolniej od nich pozostałe miasta i gminy. To coraz bardziej się rozjeżdżało i dziś ponosimy tego konsekwencje.

- Zgadzam się z tą diagnozą. Ale to na szczęście zaczyna się już zmieniać. Młode osoby, które wyjechały z Sieradza, często myślą o tym, żeby do niego wracać. Chcą wrócić do Sieradza dwie moje córki. Bo to jest już ciekawe miejsce do życia. Infrastruktura, która powstała w ciągu ostatnich lat, daje nam ogromną szansę. Dzięki drogom szybkiego ruchu, które zostały wybudowane, w ciągu 40 minut jesteśmy w Łodzi, w nieco ponad godzinę - we Wrocławiu, w dwie godziny - w Warszawie. Jeśli chcemy pójść do opery czy filharmonii – których nie mamy w Sieradzu - to dziś dla mieszkańca Sieradza nie jest to problem. Kiedyś wybranie się z Sieradza do Łodzi to była wyprawa, nie wspominając o Warszawie czy pojechaniu nad Bałtyk. Dziś jest to dużo łatwiejsze i szybsze, dzięki czemu takie miasta, jak Sieradz, wracają do gry – takiego swobodnego życia. Bo mają one taki sam dostęp do tego, co zapewnia rozwój osobisty w obszarze kulturalnym, sportowym itd. Przejawem tego jest chociażby taki fakt, że na meczu na Stadionie Narodowym w Warszawie prędzej spotkamy mieszkańca Sieradza, Tarnowa czy Rzeszowa niż stolicy. Bardzo cieszę się z tego, że mieszkańcy małych i średnich miast, ale i mniejszych miejscowości, zaczęli z tego korzystać, z dorobku naszego kraju z ostatnich trzydziestu lat.

- Według analiz prof. Przemysława Śleszyńskiego z PAN bardzo wiele średnich miast w Polsce, a wśród nich Sieradz, jest w trudnej sytuacji, wyludniają się one, grozi im regres społeczno-gospodarczy. Czy zgadza się Pan z tą oceną? Jeśli tak, to jak można by zmienić tę sytuację? Co zrobić, żeby rozwój Polski był bardziej zrównoważony terytorialnie, żeby mniejsze, w tym średnie, miasta rozwijały się równie szybko, co największe aglomeracje miejskie i pozostałe nieliczne pojedyncze „wyspy bogactwa” w naszym kraju, takie, jak np. Zagłębie Miedziowe na Dolnym Śląsku czy najpopularniejsze kurorty nadbałtyckie?

- Rozpatrywałbym tę kwestię w kilku kategoriach. Pierwsza jest czysto demograficzna. Polsce ubywa mieszkańców, starzejemy się jako społeczeństwo, mamy wciąż zbyt niską dzietność, więcej nas umiera niż się rodzi. To jest tendencja ogólnokrajowa. Jeśli popatrzymy na statystyki Sieradza ostatnich kilkunastu lat, to ubywało nam kilkuset mieszkańców rocznie.

To pochodna wyjazdów młodych ludzi do aglomeracji, którzy tam układają sobie życie, zakładają rodziny, rodzą dzieci. Tych wyjazdów całkowicie nie wyeliminujemy, bo niektórzy po prostu chcą mieszkać w dużym mieście. Inny istotny aspekt to fakt, że wiele takich miast, jak Sieradz, jest otoczonych gminami obwarzankowymi. Sieradzowi ubyło mieszkańców, ale naszej gminie obwarzankowej przybyło ich w ostatniej dekadzie ponad 1000. Ci ludzie nadal pracują w Sieradzu, prowadzą w naszym mieście firmy, ale kupują działkę w gminie obwarzankowej, bo tam metr kwadratowy kosztuje nie 120 zł jak w mieście Sieradzu, ale 20 zł. To ma duży wpływ na to, ile uzyskujemy z podatku PIT. Według naszych analiz w gminie wiejskiej Sieradz wpływy z tego podatku wzrosły w ostatniej dekadzie 3-krotnie, a w mieście Sieradz o 30 proc. To pokazuje skalę tych strat. Dlatego dziś walczymy o każdego mieszkańca, który zgłasza w urzędzie skarbowym właściwość miejsca zamieszkania. Każdy z nich to dla nas średnio 1,5 tys. zł rocznie z tytułu podatku PIT.

- Czy gminy obwarzankowe należałoby więc zlikwidować?

- One według mnie nie mają żadnego uzasadnienia. Powinny być włączone do miast, które okalają. Dla Sieradza oznaczałoby to zupełnie inne możliwości. Budżet naszego miasta to 180 mln zł, gminy wiejskiej Sieradz około 50 mln zł. Mielibyśmy wówczas pięćdziesiąt parę tysięcy mieszkańców, zamiast 43 tys., budżet w wysokości 230 mln zł oraz uregulowaną sytuację w systemie oświaty. Bo dziś jest u nas taka paradoksalna sytuacja, że w centrum miasta mamy szkołę gminy wiejskiej Sieradz, która „zabiera” dzieci z centrum miasta, a wraz z nimi subwencję.
W naszej gminie obwarzankowej są wyższe - niż w mieście Sieradz - koszty sieci wodociągowo-kanalizacyjnej, co też pokazuje, że jej istnienie nie ma uzasadnienia. Włączenie jej do naszego miasta obniżyłoby też koszty administracji, bo w niewielkim stopniu zwiększając zatrudnienie, obsługiwalibyśmy także dotychczasową gminę obwarzankową, mającą dziś osobną administrację. Dla przykładu: gminne urzędu stanu cywilnego wykonują czynności administracyjne kilkanaście do kilkudziesięciu w ciągu tygodnia, a u nas są to tysiące.

Ja bym poszedł jeszcze dalej. Sieradz kiedyś zrezygnował z grodzkości, więc ja bym włączył nie tylko gminę obwarzankową, ale też utworzył powiat grodzki. To pozwoliłoby nam funkcjonować jako samorządowi na bardzo wysokim poziomie jakościowym. Np. w oświacie mielibyśmy zarówno żłobki, przedszkola, szkoły podstawowe oraz szkoły ponadpodstawowe. Dziś jako włodarz nie mam wpływu na to, jak wygląda edukacja w sieradzkich szkołach ponadpodstawowych. Choć wiem, w jakich zawodach brakuje w Sieradzu pracowników i zależy mi na tym, żeby w tych zawodach kształcić w naszych szkołach ponadpodstawowych. To np. glazurnicy, informatycy i mechatronicy.
Przywrócenie powiatu grodzkiego uporządkowałoby też kwestię dróg. Dziś mamy w naszym mieście czterech zarządców dróg: gminnych, powiatowych, wojewódzkich i krajowych. A mieszkańcy i tak uważają, że za te wszystkie drogi odpowiada prezydent miasta.

W naszym kraju były trzy samorządy, które kiedyś zrezygnowały z grodzkości: Sieradz, Piła i Ciechanów. Bardzo nad tym ubolewam.

- Likwidacja gmin obwarzankowych wymagałaby zmian systemowych, na poziomie centralnym. Jest na to szansa?

- Myślę, że za jakiś czas taka wola polityczna będzie. Po 30 latach funkcjonowania systemu samorządowego, czyli ustawy o samorządzie gminnym, i jej dużej nowelizacji w 1998 r., wprowadzającej powiaty, jest dobry czas, żeby zastanowić się, czy w tym systemie nie należałoby wprowadzić zmian, czy ten obecny model funkcjonowania i struktura samorządów w Polsce jest najbardziej efektywna i pożądana przez mieszkańców. To są trudne politycznie decyzje, ale moim zdaniem trzeba nad tym się pochylić, przeanalizować różne możliwe rozwiązania. Nie upieram się przy tym, żeby wszystkie gminy obwarzankowe były obowiązkowo włączane do miast, które okalają. Są jednak takie miasta, które mają niedużą powierzchnię i już teraz brakuje im terenów inwestycyjnych. Nie mają jak ściągać większych inwestorów.

To jest pole do dyskusji. Można to – włączanie gmin obwarzankowych - najpierw zrobić pilotażowo, np. w Sieradzu, Pile i Ciechanowie, gdzie jednocześnie przywrócono by powiaty grodzkie. I przed kolejnymi wyborami samorządowymi mielibyśmy materiał do analiz i moglibyśmy powiedzieć, że warto to robić na większą skalę, w całym kraju. Jesteśmy do tego gotowi, żeby taki pilotaż przeprowadzić.

- Co należałoby jeszcze zrobić, żeby rozwój kraju był bardziej zrównoważony terytorialnie?

- W przyszłej perspektywie budżetowej UE na lata 2021-2027 bardzo premiowane będą obszary funkcjonalne. To oznacza, że na funkcjonowanie miasta czy gminy trzeba będzie spojrzeć szerzej, wychodząc poza ich granice. Dlatego mówię o włączaniu gmin obwarzankowych do miast, które okalają, dlatego mówię o powiecie grodzkim, o współpracy z innymi samorządami.

Przyjdzie taki czas, że takie miasta jak Sieradz będą liderami rynków lokalnych. Dla mnie ważne jest, żeby przeprowadzanie się mieszkańców naszego miasta do większych miast było równoważone przez napływ nowych mieszkańców do Sieradza z sąsiadujących z nim miejscowości. Żeby te osoby chciały przenosić się do Sieradza. Cały czas mówimy o Sieradzu jako o liderze południowo-zachodniej części województwa łódzkiego. By tę funkcję lepiej pełnić, powinniśmy wchodzić we współpracę z innymi samorządami z tego obszaru.

Do zrównoważonego terytorialnie rozwoju kraju potrzebne są mini ZIT-y, dla mniejszych miast. W Łódzkiem w obecnej perspektywie budżetowej UE dopuszczono do utworzenia tylko jednego ZIT, który obejmował Łódź i sąsiadujące z nim gminy. Dlatego Sieradz nie mógł utworzyć kolejnego. Choć poszczególne województwa różnie do tego podchodziły. Np. w Wielkopolskim dopuszczono utworzenie dodatkowych ZIT-ów wokół Leszna i Piły. W Pile w ramach tamtejszego ZIT samorządy miały do dyspozycji, na inwestycje infrastrukturalne, sto kilkadziesiąt milionów złotych.

Chciałbym więc, żeby w przyszłej perspektywie takie mniejsze ZIT-y mogły powstawać w całej Polsce, a nie tylko wokół największych aglomeracji. Dziś brakuje mi w zarządzaniu miastem warunków do długofalowego i strategicznego działania. Odnoszę wrażenie, że w różnych konkursach na dotacje z UE Sieradz musi czekać na okazje, trudno jest w takich warunkach planować. Mamy fantastyczne projekty dotyczące rozwoju infrastruktury technicznej i społecznej, np. Sieradzkie Centrum Kultury czy Bulwary Nadwarciańskie. Mając jednak takie pomysły, muszę czekać, aż gdzieś znajdą się na to środki, bo nasze miasto nie jest w stanie samo tego sfinansować.

- Często było tak, że samorządy tworzyły projekty pod programy dotacyjne.

- I tak nie powinno być. Bo nie robi się tego, co w danym mieście czy gminie najbardziej potrzebne, najpilniejsze, ale to, na co można pozyskać zewnętrzne środki. Gdybyśmy mieli własny ZIT, wiedzielibyśmy, ile w jego ramach możemy wydać przez kilka lat, to moglibyśmy pewne inwestycje zaplanować. Dziś część samorządów rezygnuje z niektórych przedsięwzięć, bo nie mają na to pieniędzy.

- Co sądzi Pan o koncepcji deglomeracji, która polega m.in. na przenoszeniu siedzib instytucji centralnych i regionalnych do mniejszych miast?

- Jej zaczątek już mamy, bo udało się nam przekonać Ministerstwo Środowiska, żeby w Sieradzu umiejscowić administrację zlewni rzeki Warty, czyli oddział Wód Polskich. Pracuje w nim kilkadziesiąt osób.

Trudno byłoby tutaj przenieść ministerstwo, ale są jednostki, które mogłyby z powodzeniem w naszym mieście funkcjonować. Mamy odpowiednich fachowców.

Myślę, że deglomeracja to jest dobry kierunek. Choć nie przeceniałbym jej znaczenia. Większą rolę odgrywa rynek: jeśli w mniejszych miastach będą atrakcyjne miejsca pracy i atrakcyjne warunki do życia, to ludzie sami tam przyjadą.

- W Polsce jednak upowszechniło się przekonanie, że to lepsze życie jest albo na Zachodzie albo w największych polskich miastach. Z drugiej strony wyższe zarobki w polskich metropoliach niwelują wyższe koszty życia, i dużo droższe koszty zakupu i wynajmu nieruchomości czy prowadzenia biznesu. Poza tym te mniejsze miasta są bardziej ludzkie, kameralne, lepiej pod wieloma względami w nich się żyje. Chociażby dlatego, że są tam mniejsze korki, jest bliżej do pracy, szkoły itd. Przykładem takiego dobrego miejsca do życia jest też Sieradz. Jest ładnym miastem, z ładną starówką i atrakcyjnymi terenami rekreacyjnymi nad Wartą. Jest też dobrze położony, w centrum Polski, przy drodze ekspresowej S8, co pozwoliło mu ściągnąć dużych inwestorów. To jednak może nie wystarczyć, żeby zatrzymać w Sieradzu mieszkańców i ściągać do niego nowych. Bardzo duży wpływ ma na to rynek pracy. Jak on dziś w Państwa mieście wygląda?

- W Sieradzu już praktycznie nie ma bezrobocia, brakuje pracowników. Gdy dziś przychodzą do mnie inwestorzy, to staramy się skupiać na tych najlepszych, którzy zapewnią i dużą liczbę miejsc pracy, i dobre wynagrodzenia, i duże wpływy z podatków dla miasta.

- Już mogą sobie Państwo pozwolić na to, żeby przebierać w inwestorach?

- Tak, co zawdzięczamy m.in. korzystnemu położeniu Sieradza. Koło naszego miasta nie tylko przechodzi trasa ekspresowa S8, ale w przyszłości planowana jest także budowa innej trasy ekspresowej – S12.
Jednak nie tylko w tym tkwi potencjał naszego miasta. Mamy piękne tereny nad Wartą, ciekawą historię, wybitne postaci związane z Sieradzem. Nasze miasto już jest postrzegane jako atrakcyjne miejsce do życia.

Gdy jeden z największych inwestorów w naszym mieście, firma Medana, należąca do grupy Polpharma, prowadziła rekrutację na wolne stanowiska, zaczęli odzywać się Polacy mieszkający w Wielkiej Brytanii, którzy chcą wracać do kraju, układać sobie tutaj życie.

Dlatego naszym absolutnym priorytetem dla nas jest stworzenie jak najlepszych warunków do życia i zamieszkania w Sieradzu. Deweloperzy prywatni budują w Sieradzu kilkaset mieszkań. My jako miasto chcielibyśmy wybudować blok komunalny plus dwa bloki na wynajem długoterminowy. Czyli w najbliższych 3-4 latach przybędzie w naszym mieście 500-700 mieszkań. To jest kilkaset rodzin. Nowe mieszkania w Sieradzu schodzą jak ciepłe bułeczki, co też potwierdza, że jest oceniane jako atrakcyjne miejsce do życia.

Marzy mi się, żeby nasze miasto było dobrym, bezpiecznym miejscem do szczęśliwego układania sobie życia. I żeby tak też było odbierane. To już się zaczyna się ziszczać, bo w ostatnich pięciu latach udało nam się wytworzyć w wielu mieszkańcach dumę z tego, że są sieradzanami, ludzie przestali się wstydzić, że są z Sieradza. Choć wciąż jest oczywiście też duża grupa malkontentów.

- Jak w to wszystko wpisuje się Państwa projekt geotermalny? Sieradz jest jednym z pierwszych polskich miast, które zainwestują w geotermię. Co to da Państwa miastu?

- W Sieradzu mamy już całkiem przyzwoitą infrastrukturę, mamy też przyzwoity rynek pracy, całkiem nieźle funkcjonuje oświata i kultura. Co powinniśmy jeszcze zmienić? Dla naszych mieszkańców trzy rzeczy są dziś najważniejsze: czyste powietrze, animacja czasu wolnego ludzi młodych i starszych. Geotermia w to się wpisuje. Zapotrzebowanie miasta na energię cieplną będzie zaspokajane w 85 proc. z czystych, odnawialnych źródeł energii: geotermii i biomasy. To nam się opłaci – w związku z tym, że produkcja energii z węgla jest już dziś dużo droższa, m.in. w związku z gwałtownym wzrostem cen uprawnień do emisji dwutlenku węgla. Dziś nasza ciepłownia płaci za nie 5-6 mln zł rocznie, więc gdy przejdziemy w 85 proc. na odnawialne źródła, to ten koszt spadnie nam do miliona złotych.

Oprócz tego będziemy, wykorzystując wody geotermalne, produkować prąd na potrzeby firmy. Poza tym mając tak duży udział źródeł odnawialnych, będziemy mieć większe możliwości pozyskania środków zewnętrznych na rozwój sieci ciepłowniczej. Część z nich można łatwiej otrzymać, jeśli przynajmniej 50 proc. energii cieplnej produkuje się ze źródeł odnawialnych.

Koszty geotermalnego odwiertu badawczego Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska pokrył nam w 100 proc., a w przypadku kolejnych inwestycji związanych z naszą geotermią dofinansowanie NFOŚ jest na poziomie 55 proc.
Pomysłów na to, żeby w Sieradzu żyło się lepiej, mamy mnóstwo. Potrzebne są nam jednak do tego właśnie zewnętrzne środki.

Rozmawiał: Jacek Krzemiński
TAGI:
 
KOMENTARZE: 8 PRZEJDŹ NA FORUM

DODAJ SWÓJ KOMENTARZ

 
2019-11-27 17:58:05
Ela: Lepiej żebyś nie przypominał swojej osoby mieszkańcom Sieradza ,bo to tylko uderzy ciebie w następnych wyborach ,po tym co zrobiłeś ,tak może mieszkańcy zapomną
 
2019-11-26 09:45:05
Stanisław P: Pis-ek i jest dobrze (jemu)
 
2019-11-23 09:06:28
Adam: A jak przejechał kobietę ,to co musiał uciec ,to świadczy o człowieku
 
2019-11-22 13:29:17
Dwa: Jak ja lubię posłuchać ile to się w urzędzie zarabia. Co dziwne praktycznie każdy kto przychodzi na rozmowę o pracę zarobkami jest bardzo zadziwiony że jednak milionów to tu się nie dorobi. Urząd ma działać szybko i sprawnie, pracownicy mają być wykształceni i douczeni a wszystko najlepiej za minimalną pensję. Myślę że za 5 lat braknie ludzi do pracy w urzędach albo będą przychodzić na chwilę głodni wiedzy w trakcie lub świeżo po studiach. Wtedy się okaże jak się dbało o samorząd. Każdy kto myśli że w urzędzie zarabia się kokosy za to że pije się kawkę zatrzymał się chyba w latach 90. Na szeregowych stanowiskach często płaca jest mniejsza niż w markecie. Odpowiedzialność i wymagana wiedza, nieporównywalna.
 
2019-11-22 08:46:45
om: Zgoda, że gminy obwarzankowe do likwidacji.
 
2019-11-22 08:40:45
janina gos: Prawda jest taka, że pomiędzy szeregowymi pracownikami samorządu a wierchuszką jest ogromna przepaść. Gros pracowników otrzymuje głodowe pensje, uwłaczające ludzkiej godności.
 
2019-11-21 20:08:20
Tom: W Kutnie PIT prawie 50 milionów a budżet 250 milionów. A to ten sam okręg, wielkość miasta w zasadzie identyczna.
 
2019-11-21 16:53:25
Wola: Pasuje jemu PiS on tez PiS i korzysta ,np na drogi rolnicze swoi czyli PiS maja 60% z Marszałkowa a inne gminy 1% i ani nik ,prokuratura tym się nie interesuje a przecież to są publiczne pieniądze ,taka jest sprawiedliwość a sprawdzić tych co rozdają na prawo i lewo nasza kasę swoim
 
newsletter

TAGI

PARTNERZY 


  Związek Gmin Wiejskich  

KONTAKT
Polska Agencja Prasowa SA
ul. Bracka 6/8, 00-502 Warszawa
Tel.: (+48 22) 509 22 22
Faks: (+48 22) 509 22 34
REDAKCJA SERWISU SAMORZĄDOWEGO PAP
ul. Bracka 6/8, 00-502 Warszawa
Tel.: (22) 509 29 25
Faks: (22) 509 23 72, (22) 509 22 20
e-mail: samorzad@pap.pl
e-mail klubowy: klub@pap.pl
DZIAŁ SPRZEDAŻY I OBSŁUGI KLIENTA
Rafał Szafrański
Tel.: (22) 509 27 03
Kom.: 722 202 428
r.szafranski@pap.pl
PAP Copyright © PAP SA 2013 .
Redakcja  |  O portalu  |  Licencje  |  Polityka Prywatności  |  v 1.4.25