facebook RSS # #

22.10.2017 23:07

Polska Agencja Prasowa Serwis Samorządowy
 
2017-10-06 13:06       aktualizacja: 2017-10-06 13:38       Wiadomości PAP
  A A A

Unijne finanse. M.Woźniak: Komitet Regionów będzie bronił polityki spójności

Unijne finanse. M.Woźniak: Komitet Regionów będzie bronił polityki spójności
Fot.PAP/J.Kaczmarczyk
Marszałek woj. wielkopolskiego Marek Woźniak w rozmowie z Serwisem Samorządowym PAP zapowiada, że Komitet Regionów będzie bronił polityki spójności i środków na rozwój obszarów wiejskich.

PAP: - Przygotowuje pan opinię Komitetu Regionów na temat przyszłości unijnych finansów. To jedno z serii stanowisk tej instytucji na temat Unii po 2020 r. Czy istnieje wizja Europy wspólna dla samorządów unijnych?

Marek Woźniak: - Oczywiści istnieje, to jest postawienie na pomocniczość, decentralizację, wielopoziomowe zarządzanie. Ten model w Polsce jest moim zdaniem zagrożony, choć nadal funkcjonujemy w systemie, który został przyjęty w poprzednich latach, jednak pewne wyłomy są już w nim dokonywane.

Natomiast są państwa, w których - choćby z racji ich wielkości - wszystkie procesy, w tym wdrażanie funduszy Unii Europejskiej, są bardziej scentralizowane niż w Polsce. Dotyczy to Słowenii, Chorwacji, Węgier, Rumunii czy Bułgarii, choć nie jest to najbardziej skuteczne.

Nasz zdecentralizowany system się sprawdzał, był bardziej efektywny i do dzisiaj taki jest. W skali europejskiej nadal jesteśmy liderem, mamy największe pieniądze, ale mamy też dobre wyniki. Nadganiamy opóźnienia i w gronie tych, którzy gonią, jesteśmy naprawdę na dobrej pozycji. To jest też efekt decentralizacji. Niezależnie od tego, jakie krytyczne słowa czasami padają ze stronu rządu, to wdrażanie na poziomie regionalnym jest prowadzone dobrze, może z wyjątkiem niektórych miejsc, gdzie widoczne są problemy.

- Dane, które cyklicznie publikuje resort rozwoju, pokazują wyraźne różnice w wykorzystaniu alokacji przez poszczególne regiony. Z czego to wynika?

- Nie chcę oceniać struktur, bo nie mam o nich wiedzy. Podwyższono poprzeczkę wymagań, dlatego myślę, że po stronie beneficjentów jest większa trudność z aplikowaniem o środki. Być może po stronie instytucji zarządzającej, może w wyniku zmian kadrowych, może jakiegoś zaniedbania szkoleniowego też są problemy. Podwyższona poprzeczka odbija się na wskaźnikach. Poza tym czekaliśmy na ustawy, choćby dotyczące gospodarki odpadami, gospodarki wodnej czy kwestie transportowe, dopiero teraz te projekty ruszają.

- Czy opóźnienia są już na tyle niebezpieczne, by zagrażać alokacji?

- Jak oceni się dynamikę, która nastąpiła, myślę że w większości miejsc nie ma zagrożenia, natomiast trudno oceniać, jaka będzie sytuacja tych najsłabszych, bo nie mamy wiedzy, czy są to przejściowe kłopoty. Sądzę, że Unia nie będzie aż tak restrykcyjna. Nie dotyczy to tylko naszego kraju, a może należałoby wręcz powiedzieć, że Polski dotyczy to w mniejszym stopniu niż innych. To jest problem Europy. On może nie istnieje tylko w krajach bardziej rozwiniętych cywilizacyjnie, gdzie realizowane są głównie projekty społeczne, które można szybko rozliczyć. Natomiast struktura naszych projektów jest wieloletnia. Nie powinniśmy stracić tych pieniędzy, aczkolwiek teoretycznie takie decyzje decydenci w Unii mogą podjąć. Natomiast opóźnienia odbijają się na pewno na dyskusji o przyszłym budżecie UE.

- Obok pomysłów na budżet po Brexicie, takich jak nowe wpływy z podatków czy zwiększenie składniki członkowskiej, pojawiają się  głosy, aby poszukać oszczędności. Czy fundusze unijne są zagrożone, skoro wciąż są krytykowane?

- Kiedy przyjrzymy się jak oceniana jest polityka spójności, to tendencyjnie złe oceny nie wynikają z rzeczywistych dowodów na niewłaściwie wydawanie pieniędzy, ale z chęci przejęcia tych pieniędzy. Można się zgodzić, że fundusze wydawane są za wolno, ale wina nie leży po stronie wydających. Do tej złożonej sytuacji przyczynili się również krytycy polityki spójności, politycy z krajów członkowskich i instytucji unijnych, którzy tak długo negocjowali budżet i kształt dokumentów potrzebnych, by rozpocząć wdrażanie. Teraz szuka się winnych tego, że wydawanie środków idzie tak wolno, ale jak ma to iść, skoro wszystko jest przeregulowane. Pod presją krytyków stworzono dokumenty, które stały się karykaturą.

- Jak przeregulowanie, o którym pan mówi, wygląda na etapie wdrażania?

- Temat uproszczeń wraca cały czas. Powiązanie wieloma wymogami procesu absorbcji środków odbija się zarówno na administracji, która tym zarządza, jak i beneficjentach, bezradnych wobec nagromadzonych przeszkód. Z punktu widzenia praktyków, którzy wdrażają fundusze unijne, spotykamy się ze zjawiskiem, które nie powinno występować. Po ogłoszeniu konkursu połowa projektów odpada z powodów formalnych. W związku z tym pieniądze pozostają w puli i trzeba rozpisywać następny konkurs. To pokazuje, że tracimy czas.

Prawidłowa sytuacja jest wtedy, gdy wszystkie pieniądze w jednym konkursie są wydawane, dobrych projektów jest jeszcze więcej, a pieniędzy nie starcza. Tak było w poprzedniej perspektywie. Natomiast w tej chwili z powodów formalnych, a nie z powodu złej jakości, projekty odpadają.

- Czy pana zdaniem prawdopodobna jest podwyżka składki członkowskiej do budżetu unijnego po 2020 r., o którą zabiega unijny komisarz ds. budżetu i zasobów ludzkich Gunther Oettinger?

- Przyszły budżet unijny to równanie z wieloma niewiadomymi. Przy takiej liczbie niepewnych elementów zbudowanie budżetu wydaje się dzisiaj dość abstrakcyjne. Oczywiście musimy o tym dyskutować, trzeba podjąć jakieś zdecydowane kroki w celu wyklarowania się stanowisk kluczowych graczy, zwłaszcza państw członkowskich.

Przewodniczący KE Jean-Claude Juncker zdaje się coraz bardziej forsować zasadę głosowania większościowego w Radzie Europejskiej. Uważa, że w traktacie są wystarczające zapisy, które na takie pomostowe działania pozwalają, ale nie wiem, czy takie rozwiązanie w przypadku budżetu zostanie przyjęte. Jeżeli będzie obowiązywała jednomyślność wszystkich państw, to obawiam się, że osiągnięcie kompromisu, zwłaszcza jeżeli miałby on oznaczać zwiększone składki państw, może być trudne. Chociaż taki prosty element, do którego moim zdaniem należałoby się odwołać, to zasada, że jak jest więcej zadań, które wykonuje Unia Europejska, to pieniędzy powinno być więcej.

- Jakie jest w tej sytuacji stanowisko Komitetu Regionów ws. przyszłości budżetu UE?

- Komitet Regionów na pewno będzie bronił przyszłej polityki spójności. Założenie minimum jest takie, że po odjęciu pieniędzy, których będzie mniej w wyniku Brexitu, polityka spójności nie straci już nic więcej, a być może uda się zawalczyć, by pieniądze nie były dużo mniejsze niż obecnie. Ten głos będzie jednolity, będzie mówił, że środków na politykę spójności nie należy ograniczać, czyli żeby nie było żadnych cięć. Po drugie, wsparcie ma dotyczyć wszystkich regionów, nie tylko wybranych grup.

Drugi problem to wspólna polityka rolna. Mówi się, że dopłaty bezpośrednie, zwłaszcza dla rolników mogą paść ofiarą tego nowego budżetu. W Komitecie Regionów będzie natomiast liczne grono członków, o ile nie wszyscy, którzy opowiedzą się za nienaruszalnością pieniędzy na drugi filar polityki rolnej, dotyczący rozwoju obszarów wiejskich.

Myślę, że na budżet powinniśmy spojrzeć jednak szerzej, przyjrzeć się kwestii bezpieczeństwa, wspólnej polityki obronnej czy migracji.

- Komisarz Oettinger utrzymuje, że z inwestycji unijnych np. w Polsce w dużym stopniu korzysta niemiecki, szwedzki i austriacki przemysł. Czy ten argument trudno będzie zbić w negocjacjach?

- To wielokrotnie było już powtarzane. Swego czasu minister rozwoju regionalnego Elżbieta Bieńkowska mówiła, że na jedno zainwestowane euro, 89 centów wraca do krajów, które przekazują te pieniądze. To jest korzystne dla obu stron. To na pewno jest to argument, którego nie można pomijać, mając wiarygodne dane statystyczne, ale czasami pomija się go celowo, bo jest to niewygodne politycznie.

Pytanie o budżet Unii jest naprawdę pytaniem o to, jak sobie wyobrażamy jej przyszłość. Co z kompetencjami, np. dbaniem o wspólne bezpieczeństwo? Potrzebna jest wizja Europy. Wizja Junckera jest optymistyczna i śmiała. Pojawiła się tez wizja prezydenta Francji Emmanuela Macrona, zdecydowanie bardziej groźna, zakładająca budowę twardego jądra UE. Jak widać, ta dyskusja jest gorąca i to od niej - o ile zdąży się zakończyć - będzie ostatecznie zależeć przyszły budżet.

Rozmawiał: Mateusz Kicka

kic/woj/
TAGI:
 
KOMENTARZE: 0 PRZEJDŹ NA FORUM

DODAJ SWÓJ KOMENTARZ

newsletter

TAGI

PARTNERZY 


  Związek Gmin Wiejskich     Związek Powiatów Polskich

KONTAKT
Polska Agencja Prasowa SA
ul. Bracka 6/8, 00-502 Warszawa
Tel.: (+48 22) 509 22 22
Faks: (+48 22) 509 22 34
REDAKCJA SERWISU SAMORZĄDOWEGO PAP
ul. Bracka 6/8, 00-502 Warszawa
Tel.: (22) 509 23 67
Faks: (22) 509 23 72, (22) 509 22 20
e-mail: samorzad@pap.pl
e-mail klubowy: klub@pap.pl
DZIAŁ SPRZEDAŻY I OBSŁUGI KLIENTA
Tel.: (22) 509 22 25
Faks: (22) 509 22 72
pap@pap.pl
PAP Copyright © PAP SA 2013 .
Redakcja  |  O portalu  |  Licencje  |  Polityka Prywatności  |  v 1.4.25