facebook RSS # #

16.12.2018 01:26

Polska Agencja Prasowa Serwis Samorządowy
 
2017-12-15 15:45       aktualizacja: 2017-12-15 16:50       WYBORY SAMORZĄDOWE 2018
  A A A

Nie tylko wybory. Wywiad z Marcinem Horałą, posłem Prawa i Sprawiedliwości

Nie tylko wybory. Wywiad z Marcinem Horałą, posłem Prawa i Sprawiedliwości
Fot. horala.pl
- Poszliśmy na kompromis – mówi w wywiadzie dla PAP Marcin Horała (PiS), szef nadzwyczajnej komisji sejmowej do rozpatrzenia nowelizacji ustaw z zakresu prawa wyborczego.

Marcin Horała w rozmowie z serwisem samorządowym PAP przypomina, że uchwalone przez Sejm w czwartek projekty nowelizacji Kodeksu wyborczego i ustaw o samorządzie gminnym, powiatowym i wojewódzkim, miały na celu m.in. zapewnienie większej przejrzystości i uczciwości wyborów samorządowych. Temu służyć ma chociażby wprowadzona przez te projekty obowiązkowa, publicznie dostępna transmisja z lokali wyborczych, utrudnienie unieważnienia głosu czy zwiększenie uprawnień mężów zaufania.

Poseł Horała podkreśla też, że duża część uchwalonych przepisów nie dotyczy samych wyborów, ale zasad funkcjonowania samorządów. Wzmacnia w nich kontrolę społeczną i pozycję radnych oraz mieszkańców. M.in. zwiększając uprawnienia kontrolne radnych, umocowując ustawowo ich interpelacje i zapytania czy dając mieszkańcom możliwość zgłaszania projektów uchwał rad.

PAP: - Panie Przewodniczący, Prawo i Sprawiedliwość wniosło ważne poprawki do zgłoszonych wcześniej przez Państwa partię projektów nowelizacji ustaw z zakresu prawa wyborczego. Te poprawki, przyjęte już przez Sejm, to znaczące ustępstwa ze strony PiS. Jaka jest tego przyczyna?

Marcin Horała (PiS), przewodniczący nadzwyczajnej komisji sejmowej do rozpatrzenia ustaw z zakresu prawa wyborczego:
- Od początku przypisywano nam w odniesieniu do tych projektów niecne intencje. To były fałszywe zarzuty, czego dowodem są chociażby poprawki, które zaproponowaliśmy. Ustąpiliśmy, poszliśmy na kompromis, w przypadku propozycji, które uważaliśmy za słuszne, ale nie kluczowe, a które były bardzo atakowane i wywoływały poważne, choć nie mające pokrycia w rzeczywistości, zarzuty wobec nas.

- Komisja nadzwyczajna miała zbadać kwestię zgodności z konstytucją dwukadencyjności wójtów, burmistrzów i prezydentów.

- Po pierwsze pojawiły się wątpliwości, czy dwukadencyjność zostanie wprowadzona nie od bieżącej, ale od przyszłej kadencji samorządu. To już wyjaśniliśmy i doprecyzowaliśmy. Jeśli chodzi o konstytucyjność, to faktycznie pochyliliśmy się nad tym i nie znaleźliśmy w konstytucji zapisów, które mówiłyby, że nie można tego zrobić. Konstytucja w sposób jasny gwarantuje czynne prawo wyborcze i mówi, w jakich sytuacjach można je ograniczyć. W sprawie biernego prawa wyborczego milczy.

Wywodzenie domniemanej niekonstytucyjności z zasad ogólnych, z artykułu 2 czy z zasady niedyskryminacji, jest wykładnią contra legem, przeciwko prawo, niezgodnie z nim. Jeśli bowiem ustawodawca zawarł w konstytucji gwarancje czynnego prawa wyborczego, to jeśli chciałby ich też dla prawa biernego, to by je tam zawarł. Skoro nie zawarł, to znaczy, że nie ma tam takich gwarancji.

Co więcej w samym kodeksie wyborczym jest wiele pozakonstytucyjnych ograniczeń prawa biernego. Np. ograniczenie wiekowe, 25 lat, dla kandydatów na wójtów, burmistrzów i prezydentów. Sam wymóg zbierania podpisów pod rejestracją list pozbawia biernego prawa wyborczego tych, którzy nie zebrali wystarczającej liczby podpisów.

Reasumując: czynne prawo konstytucja chroni wyraźnie, ale nie ma konstytucyjnej gwarancji biernego prawa wyborczego. I na tym stanowisku stoimy. Wydłużamy kadencje do 5 lat, bo pojawiały się głosy, że 8 lat to za mało, żeby w samorządzie przeprowadzić długofalowe działania, inwestycje, od pomysłu do zakończenia realizacji. Dlatego wydłużyliśmy ten okres.

- Mówili też Państwo o obecnej „supremacji” władzy wykonawczej w samorządach, że jest ona zbyt silna i stąd potrzebne są pewne jej ograniczenia. Potwierdza taką tezę fakt, że według danych PKW dwie trzecie urzędujących obecnie wójtów, burmistrzów i prezydentów sprawuje tę funkcję co najmniej dwie kadencje. To oznacza, że rzeczywiście trudno wygrać z urzędującym włodarzem, że lokalne sceny polityczne się zabetonowały.

- Przewaga instytucjonalna urzędującego wójta, burmistrza czy prezydenta nad pozostałymi kandydatami w wyborach na to stanowisko jest ogromna. My to równoważymy nie tylko zasadą dwukadencyjności, ale i zmianami ustaw samorządowych, dając większe uprawnienia radom, indywidualnym radnym, mieszkańcom.

Jednak nadal pozycja wójta, burmistrza i prezydenta będzie bardzo silna. To tak, jakby w skali kraju ktoś sprawował jednocześnie funkcje premiera, prezydenta i wszystkich ministrów. Wójt czy burmistrz może przyznawać swoją decyzją mieszkania, po uważaniu. Jest często największym pracodawcą, wliczając w to podległe jednostki, w gminie. Dysponuje lwią częścią jej budżetu promocyjnego.

W mniejszych miejscowościach rynek reklamowy jest bardzo mały, co często oznacza uzależnienie lokalnych mediów od umów – na promocję, artykuły sponsorowane, reklamę czy ogłoszenia - z samorządami. Są też branże, które muszą żyć dobrze z samorządami. To np. branża deweloperska. Firmy z takich branż nie będą się ogłaszać czy reklamować w lokalnej gazecie czy portalu, które patrzą tym samorządowym władzom na ręce, potrafią wobec nich być krytyczne.

- Media lokalne są też często słabe finansowo, mało w nich się zarabia.

- I dlatego często mamy przypadki, że krytyczny wobec samorządowych władz dziennikarz czy jakiś działacz lokalny najpierw przestawał być krytyczny, a następnie odnajdywał się na posadzie w urzędzie miasta czy w jakiejś spółce komunalnej. Te mechanizmy działają i nie można ich nie zauważać. Pewnym standardem w demokracji wydaje się, że silna, jednoosobowa władza pochodząca z wyborów bezpośrednim powinna mieć ograniczone kadencje. Do tego wniosku dawno doszli m.in. Amerykanie.

- Niektórzy samorządowcy mówią, że jeśli oni mają mieć ograniczoną liczbę kadencji, powinno to też dotyczyć posłów.

- Zasadnicza różnica jest taka, że poseł jednoosobowo nie ma żadnej władzy, jest jednym z 460 głosów, zatrudnia jedną czy dwie osoby w biurze poselskim, a nie setki czy tysiące, sam nie decyduje o żadnym budżecie. Odpowiednikami posłów są radni w samorządzie, a ograniczenia kadencji radnych nie postulujemy.

Odpowiednikiem wójta, burmistrza i prezydenta na szczeblu władz krajowych jest prezydent Polski, który ma ograniczenie liczby kadencji. Mimo, że posiada znacznie mniejszą władzę niż wójt czy burmistrz, bo dzieli ją z rządem.

- Jeden z samorządowców, z którym rozmawialiśmy, postuluje, żeby wójtowie czy burmistrzowie przechodzący po odbytych dwóch kadencjach do organizacji pozarządowych – co popularne jest np. w Niemczech – mogli otrzymywać minimalne wynagrodzenie. Co Pan o tym sądzi?

- Generalnie jest tak, że każdy powinien liczyć się z tym i zakładać, iż przyszedł na jedną kadencję, na tę, na którą został wybrany. To, że ma realnie niemal pewność reelekcji, jest jednak patologią tego systemu. Każdy powinien wliczyć ryzyko, że na następną kadencję nie zostanie wybrany i będzie musiał sobie radzić na rynku pracy. Doświadczenie wójta czy burmistrza jest pod tym względem znacznie lepsze niż bycie posłem, bo to jest bezpośrednie zarządzanie ludźmi, budżetem. I jeśli ktoś to dobrze robił, to na jakimś stanowisku menedżerskim w biznesie czy w niesamorządowej instytucji powinien się odnaleźć. I dlatego gwarantowanie jakichś zasiłków czy minimalnych wynagrodzeń jest niezasadne.

- Utrzymali Państwo zniesienie głosowania korespondencyjnego. Pojawiały się głosy, że utrudni to głosowanie niepełnosprawnym czy wyborcom mieszkającym za granicą.

- Rzeczywiście będzie to dla nich pewna niedogodność, bo instytucja głosowania przez pełnomocnika może być dla niektórych osób mniej wygodna. Natomiast my stawiamy argument, że to jest dziura w systemie wyborczym, umożliwiająca przede wszystkim proceder skupu głosów. Były takie przypadki w Polsce, w Pyrzycach, afera podkarpacka, w Wałbrzychu, gdzie na dużą skalę skupowano głosy. Te wszystkie przypadki wyszły na jaw dlatego, że ten proceder wymagał fizycznej obecności w lokalu wyborczym. Kartę wyborczą trzeba było z niego wynieść, a potem skupujący wchodził z plikiem kart, co było do zauważenia i wykrycia.

W przypadku głosowania korespondencyjnego ryzyka wpadki przy skupowaniu głosów nie ma. Bo kto jest w stanie sprawdzić, czy tę kartę do głosowania, która przyszła pocztą, wypełnił rzeczywiście ten, kto powinien ją wypełnić? Dlatego zamknięcie tej furtki jest naszym zdaniem zasadne. Poza tym jest przecież też tak, że wielu czynności urzędowych nie da się załatwić korespondencyjnie.

- PiS jeszcze przed ostatnimi wyborami parlamentarnymi zapowiadał, że wprowadzi takie zmiany w prawie wyborczym, które wyeliminują powtórkę z tego, z czym mieliśmy do czynienia w wyborach w 2014 r. Te wybory budziły bardzo poważne wątpliwości, głównie ze względu na bardzo dużo liczbę nieważnych głosów w wyborach do sejmików. Było w nich tych nieważnych głosów dwa razy więcej niż w wyborach do pozostałych szczebli samorządu.

- I przede wszystkim dwa razy więcej niż we wcześniejszych wyborach do sejmików. Bo jeśli w pozostałych szczeblach było takich głosów mniej, jeszcze można to jakoś próbować tłumaczyć.

- Gdy patrzyło się na mapę, pokazującą rozkład głosów nieważnych w skali kraju, to okazywało się, że w niektórych gminach czy powiatach było ich dużo więcej niż w innych, a niejednokrotnie dużo więcej niż w sąsiednich samorządach.

- Czyli w jednej miejscowości ludzie umieją zagłosować w sposób ważny, a w innej – już nie. Głosowanie korespondencyjne z tym akurat się nie wiązało, bo nie było dotąd u nas masowe. Jednak jest to taka furtka, która może być w następnych wyborach wykorzystana.

Trzeba ją zamknąć, żebyśmy nie mieli takich sytuacji, jak np. w Austrii, gdzie wybory prezydenckie powtarzano ze względu na głosowanie korespondencyjne. Po zsumowaniu głosów korespondencyjnych okazało się, że były obwody, w których frekwencja wyniosła nawet po 150 proc., a rekordowa – 600 proc. Znosząc głosowanie korespondencyjne, dmuchamy na zimne.

- Które zaproponowane przez PiS rozwiązania będą służyć temu, żebyśmy nie mieli powtórki z 2014 r., znów ogromnej liczby głosów nieważnych?

- Po pierwsze utrudniamy unieważnienie głosu. Dziś jest tak, że każdy dopisek w obrębie kratki, nawet kropka, kreska czy wykrzyknik, powoduje nieważność głosu. To bardzo ułatwia „rozmnożenie” nieważnych głosów – dopisać coś w obrębie kratki można bardzo szybko. Dlatego my to zmieniamy: taki dopisek nie będzie unieważniał głosu.

Po drugie zwiększamy uprawnienia mężów zaufania. Wprowadzamy też obserwatorów społecznych. Dotąd tylko obserwatorzy organizacji międzynarodowych, np. OBWE, mogli się pojawić, a polskich organizacji – już nie. Teraz i one będą mogły obserwować przebieg głosowania i liczenia głosów.

- Przeźroczyste urny?

- One w przepisach już są. Wprawdzie powinny być półmatowe, w których widoczne są wrzucone karty, ale nie widać, jak kto zagłosował. Jednak te przeźroczyste zostały już zakupione i kosztowało to grube miliony, to na razie będziemy korzystać z tych przeźroczystych. Wprowadzamy więc w związku z tym obowiązek, żeby karty składać przed wrzuceniem do urny.

Do tego dochodzą kwestie organizacyjne. Wybory będzie organizowała PKW, wyznaczeni przez nią komisarze i urzędnicy wyborczy (powoływani na czas wyborów z wszelkiej administracji publicznej, nie tylko samorządowej), a nie wójt, burmistrz, prezydent, zainteresowany takim, a nie innym wynikiem wyborów. PKW będzie zamiast nich m.in. zlecać druk karty wyborczych.

Urzędnicy wyborczy, biorący udział w organizacji wyborów w danej gminie, będą musieli spełnić warunek, że nie są w niej zatrudnieni – w jej samorządzie. Wprowadzamy też wymóg wykształcenia wyższego dla urzędników wyborczych. Przekazując organizację wyborów PKW, chcemy też wyeliminować też takie sytuacje z poprzednich wyborów, że w kartach do głosowania brakowało części stron, nie było na nich niektórych komitetów. Np. w Bytowie w wyborach w 2014. r. nie było na kartach listy kandydatów Prawa i Sprawiedliwości.

- Związek Miast Polskich krytykował zapis, mówiący, że w komisjach wyborczych będą mogli być tylko członkowie partii politycznych.

- Takiego zapisu nie ma. My tylko wprowadzamy zasadę, żeby największe komitety wyborcze (które mają swoich przedstawicieli w Sejmie czy sejmikach) - jeśli zgłoszą swoich przedstawicieli do komisji wyborczych - miały gwarancję, że zostaną oni do nich włączeni. Jest sześć miejsc dla największych formacji, a pozostałe – komisja może liczyć 9 osób - dla mniejszych, lokalnych komitetów. Jeśli zgłosi się ich więcej niż pozostała liczba miejsc w komisji, to wtedy decyduje losowanie.

Często zdarza się, że te lokalne, niepartyjne komitety sympatyzują z jakąś partią ogólnopolską. Chodzi więc o to, by uniknąć sytuacji, w której jedna partia i sympatyzujący z nią komitet ma nadreprezentację w komisji, a druga w ogóle nie ma w niej swojego przedstawiciela, bo odpadła w losowaniu. Chcemy więc zagwarantować wszystkim dużym formacjom, żeby mieli w komisji swoich przedstawicieli. To jest przede wszystkim gwarancja dla opozycji, że będzie mogła mieć swoje zaufane osoby w każdej obwodowej komisji wyborczej.

- Związek Miast Polskich miał też zastrzeżenia do obligatoryjnego budżetu obywatelskiego dla miast na prawach powiatu, mówiąc, że narzuca ono jedno sztywne rozwiązanie dla wszystkich samorządów.

- To rozwiązanie nie jest sztywne. Są tam głównie zapisy, gwarantujące minimalną wielkość budżetu partycypacyjnego, prawo wszystkich mieszkańców do głosowania i nie utrudnianie – przez zbyt duże wymogi formalne – zgłaszania projektów. To są tylko takie ramy, a resztę rozstrzyga sam samorząd. Nie wszystkim w komisji to się podobało, bo niektórzy uważali, że powinniśmy też dookreślić szczegóły techniczno-organizacyjne.

Jednak naszą główną intencją w przypadku tego zapisu nie jest narzucanie samorządom szczegółowych rozwiązań, ale to, że przez obligatoryjność budżetu obywatelskiego chcemy poszerzyć zakres praw obywatelskich, żeby w dużych miastach decydowanie o części budżetu gminy przez mieszkańców było ich prawem, gwarantowanym przez ustawowe przepisy, a nie zależało od woli władz samorządowych.

- Część środowiska samorządowego zarzuca też, że te zmiany dokonują się zbyt szybko i bez konsultacji, że PKW nie zdąży się do nich tak przygotować, by te wybory dobrze zorganizować.

- Jako formacja Zjednoczonej Prawicy nie próżnowaliśmy przez ostatnie dwa lata i wdrożyliśmy szereg innych reform. Teraz przyszedł czas na tę związaną z samorządami, zapowiadaną przez nas i zawartą w naszym programie wyborczym. Nie mogliśmy przeciągać prac nad tymi zmianami, żeby rzeczywiście odpowiednio wcześniej zostały wprowadzone, żeby nie ryzykować, że wchodzimy z niezakończoną pracą komisji w okres świąteczno-noworoczny. Bo wtedy – biorąc pod uwagę kalendarz posiedzeń Sejmu - przeciągnęłoby się to nam o miesiąc, półtora.

Jednak przesadnego pośpiechu nie było. Komisja nadzwyczajna pracowała prawie przez dwa tygodnie, a jeden dzień był przeznaczony na luźną dyskusję, z udziałem organizacji samorządowych. Omawialiśmy wszystko szczegółowo, punkt po punkcie, każdy mógł zabrać głos, choć było ograniczenie czasu na wypowiedź. Główne rozwiązania, takie jak zniesienie jednomandatowych okręgów wyborczych, przewijały się w różnych punktach, więc można było do nich odnieść się w niejednej wypowiedzi.

Teraz zarzuty PKW, która generalnie rzecz ujmując, sabotuje nasz projekt. Wrzuciła w przestrzeń publiczną pewne uwagi. Część z nich można uwzględnić, część z nich jest cennych i warto wziąć pod uwagę, a część - takich, które dadzą się sprowadzić do zdania: że tego nie da się zrobić. Naszym zdaniem się da.

- A może jest tak, że PKW chce już zawczasu zrzucić z siebie odpowiedzialność – w sytuacji, gdyby rzeczywiście źle zorganizowała te wybory?

- Można odnieść takie wrażenie. Z drugiej jednak strony PKW w poprzednich wyborach rzeczywiście nie dawała sobie rady, więc poszliśmy jej na rękę, uwzględniając część jej postulatów. Np. pozostawienie JOW-ów w gminach do 20 tys. mieszkańców eliminuje 80 proc. zmian granic okręgów wyborczych.

PKW będzie mieć też dużo mniej pracy dzięki pozostawieniu samorządom, choć tylko podczas najbliższych wyborów samorządowych, ustalania granic okręgów wyborczych. Państwowa Komisja Wyborcza miała nie dać rady zrekrutować 400 komisarzy wyborczych, to będzie ich stu, a pięćdziesięciu już jest.
PKW miała 21 uwag, w tym trzy czysto publicystyczne, a 14 z nich, więc większość, uwzględniliśmy.

- Ostatnia kwestia: jakie są najważniejsze rozwiązania w Państwa projektach, które zwiększą uprawnienia mieszkańców czy radnych?

- To obywatelska inicjatywa uchwałodawcza, czyli możliwość zgłaszania projektów uchwał rady przez grupę mieszkańców. To obowiązkowy budżet obywatelski w miastach na prawach powiatu. Dalej – ustawowe umocowanie interpelacji i zapytań radnych. To, żeby wójt, burmistrz czy prezydent musieli na nie w określonym czasie odpowiedzieć i ta odpowiedź musi być publicznie dostępna. W dużej liczbie gmin takie rozwiązanie istnieje, na poziomie regulaminów czy statutów, ale jednak nie wszędzie, bo gminy nie były do tego ustawowo zobowiązane.

Kolejna rzecz: transmisja obrad rady i późniejsze publiczne udostępnianie jej zapisu. Głosowania jawne będą odbywać się tak, jak w Sejmie. Czyli za pomocą aparatury, żeby potem publicznie udostępniać rejestry tych głosowań, żeby mieszkańcy mogli dowiedzieć się, jak radni głosowali w danej sprawie, który poparł daną uchwałę, a który nie. Dziś wiele głosowań jest przez podniesienie ręki i w protokole z obrad nie zapisuje się, kto jak głosował.

Wprowadzamy też indywidualne uprawnienia kontrolne radnych. Będą oni mogli mieć dostęp czy wgląd do dokumentów, wstęp na teren pewnych jednostek. Dziś takie uprawnienia posiada rada gminy jako organ lub komisja rewizyjna. Jeśli więc burmistrz czy wójt zapewnił sobie większość w tych gremiach, to jest poza kontrolą radnych.

- W mojej dzielnicy szefową komisji rewizyjnej jest pani, która współzarządza samorządową halą sportową, jest podwładną burmistrza.

- Są też sytuacje, w której szefem komisji rewizyjnej jest radny z komitetu burmistrza czy prezydenta. W sejmikach wprowadzamy zasadę, że szefowie komisji rewizyjnej muszą być z opozycji. Chcieliśmy to wprowadzić na wszystkich szczeblach samorządu, ale im niższy szczebel, tym – często - trudniej określić, wychwycić, kto jest tą opozycją. Czasami w ogóle jej nie ma.

Definiujemy też kluby radnych, po to, żeby dać im większe uprawnienia. Będą one mogły wprowadzać do porządku obrad rady jeden swój punkt, którego nie będzie mogła zrzucić z porządku rządząca większość. W niektórych gminach dawano im to uprawnienie, ale wprowadzając jednocześnie wymóg, że klub musi mieć minimum 5 radnych. Określiliśmy więc, że do założenia klubu wystarczy trzech radnych.

Władze samorządowe powinny o jednym pamiętać: że mają służyć mieszkańcom, a nie sobie, bronić praw i interesów mieszkańców, a nie swoich. I tym podyktowane są nasze propozycje.

Rozmawiał Jacek Krzemiński
TAGI:
 
KOMENTARZE: 3 PRZEJDŹ NA FORUM

DODAJ SWÓJ KOMENTARZ

 
2017-12-20 15:36:33
rozczarowany: pan poseł tłumaczy, że urzędnik wyborczy nie może być zatrudniony w gminie w której przeprowadza wybory i musi mieć wyższe wykształcenie. Ciekawa jestem zatem, jaki będzie jego zakres obowiązków? Będzie brał kasę za pilnowanie zwykłych urzędników od czarnej roboty. Panie pośle ich już pilnuje tyle osób począwszy od burmistrza po kierowników, radnych, komisje wyborcze. Jeszcze jedna dodatkowa osoba do pilnowania nie jest potrzebna. Skoro ma nie pracować w tej gminie, to czym naprawdę będzie się zajmował? jaki będzie jego obowiązek. Smutne ,że nikt nie pyta ludzi na dole, tych co się tym faktycznie zajmowali jak usprawnić , polepszyć. Myślałam ,że PIS będzie dbał o takie sprawy również, rozczarowana jestem zupełnie tymi decyzjami.
 
2017-12-19 08:53:51
janka: odnośnie wyborców niepełnosprawnych: zapewniam, iż w głosowaniu korespondencyjnym na 100 głosujących tym systemem 0,5 osoby niepełnosprawnej oddała swój głos korespondencyjnie reszta to nasze zdrowe, bogate, baaardzo zapracowane społeczeństwo. Głosowanie przez pełnomocnika wśród niepełnosprawnych cieszy się największym zainteresowaniem.
Poza tym jest jeszcze możliwość skorzystania z lokalu dostosowanego dla potrzeb osób niepełnosprawnych, których na dzień dzisiejszy w każdej gminie jest 70% jest więc w czym wybierać kochani ,,niepełnosprawni".
 
2017-12-18 07:17:45
jotka: Czy można iść na kompromis ze sobą? Kiedy ja zmieniam zdanie, to po prostu zmieniam zdanie odnośnie koloru butów, to wycofuję się z zamiaru kupowania butów zielonych, bo postanawiam kupić żółte. Powody mogą być różne. Natomiast kiedy ja chcę kupić zielone, a żona twierdzi, że żółte byłyby lepsze, to kompromisem jest kupienie butów w takim kolorze, który akceptujemy oboje.
 
newsletter

TAGI

PARTNERZY 


  Związek Gmin Wiejskich  

KONTAKT
Polska Agencja Prasowa SA
ul. Bracka 6/8, 00-502 Warszawa
Tel.: (+48 22) 509 22 22
Faks: (+48 22) 509 22 34
REDAKCJA SERWISU SAMORZĄDOWEGO PAP
ul. Bracka 6/8, 00-502 Warszawa
Tel.: (22) 509 23 67
Faks: (22) 509 23 72, (22) 509 22 20
e-mail: samorzad@pap.pl
e-mail klubowy: klub@pap.pl
DZIAŁ SPRZEDAŻY I OBSŁUGI KLIENTA
Rafał Szafrański
Tel.: (22) 509 27 03
Kom.: 722 202 428
r.szafranski@pap.pl
PAP Copyright © PAP SA 2013 .
Redakcja  |  O portalu  |  Licencje  |  Polityka Prywatności  |  v 1.4.25