Kadrowy problem. Część samorządów w Polsce już ma problem ze znalezieniem pracowników merytorycznych

Część samorządów w Polsce już ma problem ze znalezieniem pracowników merytorycznych. Pociągnie to za sobą wzrost ich pensji.

Kwestia niedoboru specjalistów w samorządach i wynikającej z tego potrzeby zwiększenia ich wynagrodzeń była jednym z głównych wątków przedostatniego, czwartkowego panelu dyskusyjnego podczas Forum Regionów w Krynicy. Panelu poświęconego finansom samorządów. Dyskusja rozpoczęła się od kwestii niedofinansowania zadań zleconych. Danuta Kamińska, skarbnik Katowic, zwróciła uwagę, że samorządy rozmawiają o tym problemie z resortem finansów od wielu lat. Jednak ministerstwo nie chciało dotychczas nawet wiedzieć, ile samorządy dopłacają do zadań zleconych (gminy zamierzały to ujawniać w swoich sprawozdaniach finansowych).

Kamińska wspomniała też, że zdaniem NIK dofinansowywanie zadań zleconych może być traktowane jako przekroczenie dyscypliny budżetowej. – Z drugiej strony te zadania to usługi, które świadczymy mieszkańcom i trudno ich nie wykonać – mówiła skarbniczka Katowic. – Najprościej jest w dziedzinie gospodarki nieruchomościami, bo w tym przypadku samorządy walczą o swoje w sądach, które w wielu przypadkach przyznają im rację. Jednak w odniesieniu do innych zadań zleconych jest to trudniejsze. Dlatego, że niełatwo jest wyodrębnić koszt takiego zadania, bo np. zajmujący się nim pracownicy mają też inne obowiązki.

Danuta Kamińska przypomniała, że Unia Metropolii Polskich postulowała, by zadania zlecone miały osobny budżet. Inną metodą, którą próbowały stosować samorządy, było wydzielanie osobnych rachunków dla zadań zleconych. Jednak mimo wszystko wygodniejsze było dla nich „ukrywanie” dofinansowywania tych zadań.

- Jeśli chcemy, żeby jakieś zadanie było dobrze wykonane, trzeba je powierzyć samorządom; one sobie z tym dobrze poradzą – powiedział Janusz Kot, prezes Regionalnej Izby Obrachunkowej w Krakowie. – To zaś, że samorządy bronią się przed kolejnymi zadaniami zleconymi, wynika właśnie z faktu, że są one „niedoinwestowane”. Problem polega na tym, że z jednej strony samorządy powinny zaspokajać potrzeby mieszkańców na najwyższym możliwym poziomie, ale z drugiej borykają się właśnie z niedofinansowaniem zadań zlecanych im przez rząd. Kontrolujący zwracają na to uwagę przy każdym sprawozdaniu. Jednak niezależnie od tego, jak bardzo rozumiemy samorządy, to i tak nadzorując je, musimy kierować się przepisami prawa, kryterium legalności. Kluczem do zmiany sytuacji jest ustawodawstwo. Z zapowiedzi, które do nas docierają, wynika, że w tej dziedzinie ustawodawca chce dokonać pewnych zmian na lepsze, ograniczyć obszary konfliktów.

Maciej Bluj, wiceprezydent Wrocławia, przyznał, że jego miasto dopłaca do zadań zleconych około 30 mln zł rocznie. – To nie jest dużo przy naszym budżecie, wynoszącym 4 mld zł, choć, oczywiście, lepiej byłoby przeznaczyć te pieniądze na potrzeby mieszkańców – stwierdził wiceprezydent. – Większym problemem są dla nas ciągłe zmiany w obszarze zadań własnych. Np. w oświacie, najpierw w odniesieniu do sześciolatków, a teraz likwidacja gimnazjów. Za tym idą duże wydatki.

Kolejnym wątkiem w dyskusji była kwestia partnerstwa publiczno-prywatnego i zamierzeń rządu, by do 2020 r. aż 5 proc. wszystkich inwestycji publicznych było realizowanych przy użyciu tej formuły (obecnie na PPP przypada u nas mniej niż 1 proc. takich przedsięwzięć). Danuta Kamińska, skarbniczka Katowic, uznała, że ten pułap jest nierealny do osiągnięcia. Przekonywała jednak, że przyczyna nie leży po stronie samorządów. – Denerwują mnie rządowe wypowiedzi, że samorządy czegoś nie umieją, że PPP wolno rozwija się przez nas – mówiła Kamińska. – Jak na razie to administracja centralna ich nie realizuje, bo niemal wszystkie przedsięwzięcia PPP w naszym kraju prowadzą samorządy. To, że nie ma ich tyle, ile byśmy sobie życzyli, bierze się z tego, iż ciągle natykamy się w tej dziedzinie na bardzo duże utrudnienia prawne. Nierozstrzygnięta jest np. kwestia VAT w takich projektach.

Kamińska opowiedziała też o nieudanym podejściu Katowic do budowy parkingu przy użyciu PPP. Najpierw partner prywatny, firma zagraniczna, miała wziąć na siebie prawie całe ryzyko tego przedsięwzięcia, a umowa z nią według założeń nie obciążałaby miejskiego budżetu. Potem jednak okazało się, że prywatny inwestor chce na miasto przerzucić większość ryzyka. Wtedy Katowice wycofały się, a zagraniczny partner skierował sprawę do sądu. – Mimo tych doświadczeń uważam, że jesteśmy skazani na PPP – mówiła skarbniczka stolicy Górnego Śląska. – Dlatego, że będzie nam ubywać środków unijnych i własnych. Musimy jednak o jednej rzeczy pamiętać. Do PPP przekonywano nas, mówiąc, że zobowiązania samorządu z niego wynikające nie będą zaliczane do jego długu. Tak jednak nie jest.

Według Kamińskiej optymalnym rodzajem inwestycji dla partnerstwa publiczno-prywatnego jest właśnie budowa parkingów. Maciej Bluj, wiceprezydent Katowic, zauważył jednak, parkingów budowanych przy użyciu PPP nie będzie szybko przybywać, póki nie zostanie uporządkowana kwestia opłat za parkowanie w centrach miast. Dziś są one za niskie, by prywatnym inwestorom opłacało się budować wielopoziomowe, płatne parkingi. Tym bardziej, że tych opłat nie pobiera się w weekendy i święta.

Jednak według Janusza Kota przyczyna małej jeszcze popularności PPP w Polsce leży gdzie indziej. W jego opinii wynika to z faktu, że na razie samorządy mają fundusze unijne i to jest dla nich korzystniejsze źródło kapitału niż partnerstwo publiczno-prywatne. Szef krakowskiej RIO przytoczył też przykład Niemiec, gdzie trybunały obrachunkowe badają umowy PPP nie tylko na etapie ich zawiązywania, ale też ich późniejszej realizacji, stosując kryterium gospodarności. I z tych badań wynika, że owe przedsięwzięcia, już po ich uruchomieniu, niejednokrotnie nie są tak korzystne dla samorządów, jak w pierwotnych wyliczeniach.

Samorządy odczuwają brak specjalistów 

Ostatnim wątkiem w debacie Forum Regionów o finansach samorządów była kwestia pracowników i ich wynagrodzeń. – Naszym najważniejszych problemem jest to, że trudno nam znaleźć ludzi do pracy – powiedziała Danuta Kamińska, skarbnik Katowic. – To, oczywiście, wiąże się z wynagrodzeniami, które są mało konkurencyjne w porównaniu do sektora prywatnego.

Z tym samym problemem zmaga się też Wrocław, choć zdaniem Macieja Bluja, wiceprezydenta tego miasta, to element szerszego zjawiska, bo z niedoborem pracowników boryka się wiele dziedzin i branż w Polsce. – Wydatki bieżące samorządów będą rosły, bo będą zwiększać się pensje ich urzędników – mówił Bluj. – Pensje trzeba będzie zwiększać, żeby zatrzymać dobrych pracowników.

W turze pytań z sali do panelistów pojawił się postulat, by w związku z tym, że w wielu gminach ubywa mieszkańców i w administracji postępuje cyfryzacja, zmniejszyć liczbę urzędników samorządowych, a jednocześnie zwiększyć im pensje. Odniosła się do tego skarbniczka Katowic. – Ten postulat to moje marzenie, a jednocześnie wyzwanie na przyszłość – powiedziała. – I choć rośnie liczba zadań, którymi samorządy muszą się zajmować, teraz doszło 500+, to nie uciekniemy od takiej optymalizacji.

Prezes krakowskiej RIO, ocenił, że opisany wyżej problem jest w pewnej mierze zawiniony przez same samorządy i wynika m.in. z braku odpowiedniej kontroli zarządczej. - W praktyce wygląda to tak, że jeśli w samorządzie trafi się dobry fachowiec, to ma coraz więcej pracy – tłumaczył Kot. - Natomiast jeśli przyjdzie leser lub ktoś niekompetentny, zatrudniony po znajomości, to pracy będzie miał coraz mniej. Bo co mu się da, to zrobi źle. Brakuje w samorządach stosowania takiego mechanizmu, że jeśli pracujesz źle, nie radzisz sobie, to musisz szukać zatrudnienia gdzie indziej. Na ogół takiego pracownika się zostawia, pomagając mu w wykonywaniu obowiązków czy powierzając mu ich mniej lub mniej odpowiedzialne zadania.

Forum Regionów odbyło się w Krynicy – w ramach Forum Ekonomicznego – w dniach 5-7 września. To była już jedenasta jego edycja.

Jacek Krzemiński

Opublikowano: 2017-09-08 16:13

Uwaga! Artykuł pochodzi z portalu internetowego Serwis Samorządowy PAP.