Sposób na smog. Nie każda metoda walki z zanieczyszczeniem powietrza jest dobra

Jak uporać się ze smogiem, żebyśmy z tego powodu nie płacili dużo więcej za ogrzewanie i ciepłą wodę, ale i uniknęli stałych dopłat dla najuboższych - z tytułu „ubóstwa energetycznego”?

Temu tematowi poświęcony jest obszerny artykuł w portalu ekonomicznym Narodowego Banku Polskiego – Obserwatorfinansowy.pl. Jego autor pisze m.in.:

„Z zanieczyszczonym powietrzem najpierw postanowiły zmierzyć się samorządy. Skupiały się głównie na wymianie pieców węglowych na nowe, na ogół na gazowe. To nie jest taki zły pomysł, bo spalaniu gazu towarzyszy dużo mniejsza emisja zanieczyszczeń powietrza niż węgla. Problem polega jednak na tym, że ogrzewanie gazowe jest dużo droższe niż węglowe. Zamiana pieca węglowego na gazowy dla wielu niezamożnych rodzin – szczególnie tych, które mają większy metraż do ogrzania – może być więc problematyczna i grozi tzw. „ubóstwem energetycznym”, polegającym na tym, że kogoś nie będzie stać na to, by odpowiednio dogrzać dom czy mieszkanie, że wydatki na ogrzewanie i podgrzanie wody do mycia będą mu pożerać zbyt dużą część dochodów.

Ten problem będzie się pogłębiał, bo gazu zużywamy coraz więcej, co przy niezwiększającym się krajowym wydobyciu tego surowca oznacza, że będziemy go coraz więcej importować i dlatego będzie on u nas drożał. Gaz z krajowych złóż jest dużo tańszy od importowanego, ale jego udział w zużyciu maleje.

Władze Krakowa, które jako jedne z pierwszych wzięły się za smog, podeszły do tego problemu dość szablonowo, wprowadzając stałe dopłaty dla najbiedniejszych, którzy po zamianie pieca węglowego na gazowy czy na ciepło z sieci muszą płacić więcej za ogrzewanie i podgrzanie wody do mycia. Dopłaty, wynoszące średnio 1,1 tys. zł rocznie na rodzinę, mają pokrywać im tę różnicę.

O takim rozwiązaniu myślą też inne samorządy. Nie jest ono jednak optymalne. Po pierwsze tworzy to stałe, dodatkowe koszty w budżetach gmin. Po drugie taki program wymaga ciągłej obsługi administracyjnej, dodatkowej pracy urzędników, m.in. sprawdzania, komu te dopłaty się należą, a komu nie.

Zamiana pieców węglowych na elektryczne też nie rozwiązuje problemu. Bo ogrzewanie elektryczne jest jeszcze droższe niż gazowe, a tej różnicy nie niwelują oferowane przez dostawców prądu tzw. taryfy antysmogowe, które są rzeczywiście dużo niższe, ale obowiązują tylko w nocy. Sektor energetyczny, ale i samorządy wielu miast, przekonują, że inną dobrą metodą na smog jest tzw. ciepło sieciowe, czyli ciepła woda do ogrzewania i mycia dostarczana do budynków mieszkalnych ciepłociągami. Dostarczana z ciepłowni i elektrociepłowni, których kominy są wyposażone w odpowiednie filtry.

Szkopuł w tym, że to ciepło trzeba przesłać, często na duże odległości, co kosztuje i towarzyszą temu straty energii. Kosztowna jest też budowa sieci ciepłowniczych. Dlatego ciepło sieciowe jest droższe – nawet o ponad 20 proc. – od tego, które wytwarza się w miejscu zużycia. I będzie coraz droższe ze względu na to, że w UE elektrociepłownie i ciepłownie są objęte coraz bardziej kosztownym dla nich systemem redukcji emisji dwutlenku węgla. To dlatego elektrociepłownie już dziś korzystają z wprowadzonych ustawowo dopłat (w postaci tzw. czerwonych certyfikatów), których koszty są przerzucane na odbiorców energii.

Są jednak też inne rozwiązania. Lepsze, bo nie zwiększają kosztów ogrzewania i podgrzewania ciepłej wody i nie grozi w ich przypadku ryzyko stałych, ciągłych dopłat z pieniędzy publicznych. Niektóre z tych rozwiązań wymagają co najwyżej jednorazowych dotacji, pokrywających – w całości lub w części – koszty inwestycji…”

W tym kontekście autor wymienia nie tylko normy emisyjne dla pieców i kotłów, normy jakości węgla, termomodernizację, ale i i np. elektrofiltry na kominy budynków mieszkalnych (na to rozwiązanie zdecydowały się m.in. Sosnowiec i Goczałkowice-Zdrój) czy odnawialne źródła ciepła.

„Dobrą drogą walki ze smogiem jest masowe korzystanie z energii cieplnej ze źródeł odnawialnych, czym Polska jeszcze nie może się pochwalić. Chodzi o kolektory słoneczne, pompy ciepła, geotermię czy biogazownie, które zapewniają tańszą i czystszą energię cieplną niż piece i kotłownie gazowe lub węglowe. To dlatego np. w pompy ciepła wyposaża się 90 proc. nowo budowanych domów jednorodzinnych w Szwecji, 80 proc. w Szwajcarii i Austrii, a 34 proc. w Niemczech (w Polsce jedynie 7 proc.).

Zaletą odnawialnych źródeł ciepła jest też to, że nie potrzeba w ich przypadku (nie licząc biogazowni i elektrociepłowni na biomasę) stałych dopłat do produkcji energii, które stosuje się np. w przypadku odnawialnych źródeł energii elektrycznej. Do ich upowszechnienia w naszym kraju wystarczyłyby jednorazowe dotacje inwestycyjne – na zakup i montaż instalacji, których w Polsce już się udziela, chociaż jeszcze w zbyt małej skali” – czytamy w publikacji OF.

Pełna treść artykułu pod linkiem:

https://www.obserwatorfinansowy.pl/forma/rotator/program-termomodernizacji-i-walki-ze-smogiem-pilotaz-w-33-miastach/



Opublikowano: 2018-05-15 16:11

Uwaga! Artykuł pochodzi z portalu internetowego Serwis Samorządowy PAP.