Częstochowa: 14. Hot Jazz Spring przeszedł do historii

I zapisze się w niej jak najlepiej – za sprawą występu wybitnego saksofonisty tenorowego Scotta Hamiltona, ale i gorąco oklaskiwanych koncertów Tcha Limbergera, Boney Fieldsa, zespołów "Spirit of the Blues” Abiego Wallensteina czy "Peter Mante's Gospel Project”. Ze "Swingującym Krukiem” z Częstochowy wyjechała wokalistka Jagoda Wojciechowska.

Symbolicznym – i jak co roku bardzo spektakularnym – otwarciem festiwalu była Parada Nowoorleańska, która 8 czerwca tuż przed koncertem inauguracyjnym przeszła z placu Biegańskiego pod pomnik Louisa Armstronga. Już w Sali Koncertowej Festiwal otworzył Prezydent Częstochowy Krzysztof Matyjaszczyk, który wręczył Honorowego Swingującego Kruka amerykańskiemu saksofoniście Scottowi Hamiltonowi. Chwilę później na scenie pojawił się Tcha Limberger w towarzystwie kwartetu Siergieja Wowkotruba. Niewidomy od urodzenia Tcha zamieniał skrzypce na gitarę, oba instrumenty obsługując z równą biegłością. I ta wirtuozeria, w połączeniu ze swobodną, zabawną konferansjerką po angielsku, natychmiast zjednała muzykowi sympatię sali. Zespół Wowkotruba znakomicie dotrzymywał kroku gościowi z Belgii, grając stylowe kompozycje w klimacie gypsy swing, głównie autorstwa Django Reinhardta. Kiedy Tcha zaczął także śpiewać, czy naśladować sola trąbki, wiadomo już było, że nie obędzie się bez bisów.

Drugą część koncertu wypełniła ,,Suita Nowoorleańska” Tadeusza Ehrhardta-Orgielewskiego i Eugeniusza Marszałka – niezbyt często spotykana forma, w której partie orkiestrowe przeplatają się z grą akustycznego zespołu jazzowego. Wcześniej jednak z rąk dyrektora artystycznego Festiwalu statuetkę – jak zażartował – ,,przyjacielskiego” Swingującego Kruka odebrał Eugeniusz Marszałek, wieloletni kontrabasista częstochowskiej orkiestry, który pomógł Ehrhardtowi-Orgielewskimu przy instrumentacji utworu. Gwiazda wieczoru, Scott Hamilton – oprócz swoich partii w suicie – zagrał kilka bisów, a Tadeusz Ehrhardt-Orgielewski wyznał, że spełnia swoje marzenie, mogąc w duecie z Hamiltonem wykonać na jednej scenie standard ,,Old-Fashioned Love”.

W sobotę, 9 czerwca, 40-lecie działalności swojego ,,Swing Workshop” świętował pianista Wojtek Kamiński. Z zespołem wystąpili gościnnie Piotr Górka (kontrabas) oraz wokalistka Magdalena Howorska, a szczególny aplauz wywoływały wokalne popisy gitarzysty rytmicznego tej formacji – Pawła Tartanusa, który zadbał też o to, aby na koncercie nie zabrakło humoru. Dłuższa niż zwykle przerwa po występie zapowiadała całkowitą zmianę nastroju. I rzeczywiście, w jaskrawoczerwonym stroju na scenę wtargnął prawdziwy gejzer energii – amerykański czarny wokalista i trębacz Boney Fields. Salą Filharmonii zatrzęsła żywiołowa mieszanka funky i bluesa, pełna granych unisono partii trąbki i saksofonu, swobodnego ruchu scenicznego i imponujących popisów sprawności instrumentalnej. Kłaniając się ortodoksyjnym fanom tradycji, lider wplótł w jeden z utworów tekst standardu ,,Georgia On My Mind.” Publiczność – początkowo nieco oszołomiona energią muzyków – ostatecznie nie chciała ich wypuścić ze sceny.

W niedzielę, a więc ostatniego dnia Festiwalu, poznaliśmy laureatów konkursu ,,Swingujący Kruk” dla młodych muzyków. Statuetkę odebrała wokalistka Jagoda Wojciechowska, a publiczność usłyszała jej wykonanie standardu ,,Misty”. Zagrali też wszyscy pozostali nagrodzeni i wyróżnieni. Tadeusz Ehrhardt-Orgielewski podkreślał rosnące znaczenie częstochowskiej nagrody. Później na scenie zainstalował się zespół prowadzony przez niemieckiego wokalistę i gitarzystę Abiego Wallensteina, czyli ,,Spirit of the Blues”. Niezbyt typowy skład (bez basu) zaproponował hipnotyzującą, tkwiącą głęboko w ,,korzennym” bluesie, ale zarazem ,,zelektryfikowaną” muzykę. Idealna pulsacja, przepiękne, leniwe sola na harmonijce oraz przybrudzony głos lidera wyczarowały atmosferę mogącą kojarzyć się z wieloma nagraniami Johna Lee Hookera czy Vana Morissona. Grupa należała do tych najgoręcej przyjętych podczas całego Festiwalu. Muzycy wydawali się tym nieco onieśmieleni, lider nazwał granie w Częstochowie ,,cudownym doświadczeniem”, a wplatając nazwę naszego miasta w jedną z piosenek na bis zasugerował, że dla takiej publiczności chętnie zagrałby ponownie.

Na koniec Festiwalu, zgromadzonych w Sali Koncertowej poderwały na nogi trzy wokalistki i dwaj wokaliści, czyli czarny zespół ,,Peter Mante's Gospel Project”, grający z towarzyszeniem fortepianu i perkusji. Zaserwowali urzekające harmonie wokalne – najpierw w pieśniach o zdecydowanie chrześcijańskim charakterze, potem także m.in. w swoich wersjach ,,People Get Ready” (spopularyzowanej przez Roda Stewarta) czy ,,Happy” Pharrella Williamsa. Grupa skutecznie włączyła publiczność do wspólnej zabawy, zachęcając do klaskania, śpiewania i tańca. Trwający więc w sumie ponad 3 godziny finałowy koncert i tak wydawał się zbyt krótki.

Po głównych koncertach, w piątek i sobotę na wszystkich nie mających nigdy dość jazzu czekały jeszcze późnowieczorne jam sessions w klubie ,,Five O’Clock”, a w hallu Filharmonii gwiazdy Festiwalu podpisywały swoje płyty. Można było tam też – rzecz jasna – nabyć pamiątkowe koszulki 14. edycji imprezy.

Opublikowano: 2018-06-12 09:35

Uwaga! Artykuł pochodzi z portalu internetowego Serwis Samorządowy PAP.