Nie wbrew regionom. Juncker: regiony i UE idą w parze.

Nie możemy budować Europy przeciwko narodom czy regionom - oświadczył przewodniczący Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker podczas debaty otwierającej Europejski Tydzień Regionów i Miast.

Spotkanie to organizowane jest przez unijne instytucje po raz 16. W tym roku pod hasłem: "Za silną polityką spójności UE po 2020 roku".

"Wsłuchując się w głos obywateli w całej Europie, w całej jej rozciągłości, stwierdzam, że obywatele europejscy, którzy kochają Europę, chcieliby abyśmy także kochali ich region, ich tradycję, ich krajobraz. Różnorodność - z tego wyrasta Europa. Nie możemy budować Europy przeciwko narodom czy regionom " – podkreślił Juncker. "Nie powinniśmy stwarzać wrażenia, że Unia Europejska ma zastąpić narody. Narody i Unia Europejska idą +ręka w rękę+. Regiony, kraje, także Unia Europejska +idą w parze+" - dodał.

Szef KE swoje wystąpienie zaczął od żartu. "Umówiliśmy się, że za każdym razem, kiedy występuję publicznie, powinienem powiedzieć, że się cieszę. Tak naprawdę rzadko się cieszę, ale tym razem tak, bo mam nadzieję, że omówimy razem przyszłość Europy, regionów, miast, większych i mniejszych gmin. Te wszystkie szczeble są ze sobą powiązane" – powiedział. Zaznaczył, że nie będzie mówił po angielsku, ponieważ sprawy "mają się, jak się mają". Dlatego swoje przemówienie kontynuował po francusku.

Szef KE przypomniał, że publikując białą księgę z pięcioma scenariuszami w 2017 r. KE uruchomiła debatę na temat przyszłości Europy. Podkreślił, że Europa to nie tylko Strasburg czy Bruksela, ale "każde z miast europejskich, każdy z europejskich regionów". "Obywatele lubią być słuchani, a nie dość ich słuchamy. Z obywatelami powinien się toczyć ciągły dialog na różnych szczeblach, wokół tematów ważnych, także kontrowersyjnych, także często trudnych" – ocenił.

W swoim wystąpieniu Juncker zaakcentował, że w Europie jest coraz więcej eurosceptyków. Zadeklarował jednocześnie, że szanuje opinie osób sceptycznie nastawionych do Europy, które także powinny być wysłuchane i włączone do dyskusji. "Rozróżniam eurosceptyków, eurosceptycy mają swoje wątpliwości, mają pytania. Rozróżniam między tym, a populizmem i głupim nacjonalizmem. Powinniśmy zahamować ten marsz w kierunku demontażu Europy, bo pcha nas w tym kierunku populizm i nacjonalizm" – oświadczył Juncker.

Zwrócił uwagę, że niekiedy przywódcy krajów twierdzą, że inwestycje unijne są wyłącznie ich zasługą, nad czym on osobiście ubolewa. W jego ocenie, czasami jest to również praktyka przywódców regionalnych. "Nie chcę nikogo pouczać, ale warto położyć nacisk na to, że (...) przyczynia się do tego często Unia Europejska. W ten sposób można pokazać obywatelom, że Europa jest obecna" - podkreślił.

W swoim przemówieniu Juncker odniósł się do wyrażanego przez przedstawicieli unijnych samorządów niezadowolenia z cięć w budżecie polityki spójności po 2020 roku. Przypomniał, że przez siedem lat (2021-2027) we wszystkie regiony Europy zostaną zainwestowane 373 mld euro. "W ramach przedstawionego przez nas pejzażu budżetowego polityka spójności odgrywa rolę pierwszoplanową" – deklarował.

Obecna na debacie unijna komisarz ds. polityki regionalnej Corina Cretu powiedziała, że jest dumna z "nowej, bardziej nowoczesnej, elastycznej i uproszczonej" polityki spójności, której projekt KE przedstawiła w maju. Ostrzegała przy tym przed opóźnieniami we wdrażaniu kolejnej perspektywy. "Aby inwestycje mogły ruszyć w 2021 roku, już dziś musimy zacząć planować kolejne programy" – zaznaczyła Cretu.

Przedstawiciele KE wielokrotnie powtarzają, że w celu uniknięcia opóźnień nowy budżet powinien zostać przyjęty jeszcze przed przyszłorocznymi wyborami do Parlamentu Europejskiego. Przewodniczący Europejskiego Komitetu Regionów Karl-Heinz Lambertz podczas swojego wystąpienia zauważył, że inwestowanie w spójność to znacznie więcej niż tylko wydawanie pieniędzy, to "odzwierciedlenie naszych podstawowych europejskich wartości".

"Tylko dzięki współpracy między UE, władzami krajowymi, regionalnymi i lokalnymi możemy przezwyciężyć poważne problemy XXI wieku. Współpracując ze sobą, solidarnie. Cięcie jest sprzeczne z celami UE (...). Dziś, bardziej niż kiedykolwiek wcześniej, potrzebujemy silnej polityki spójności, jeśli UE ma zdobyć serca i umysły obywateli, którym służy. Unia bez spójności nie może istnieć" – przekonywał Lambertz.

Komitet Regionów UE, w którym zasiadają przedstawiciele samorządów z państw UE, apeluje o "utrzymanie w przyszłym unijnym budżecie silnej, obejmującej jedną trzecią wydatków, polityki spójności dla wszystkich regionów Unii Europejskiej". Podejmuje przy tym liczne inicjatywy, wywierając presję na unijne instytucje. Jedną z nich jest akcja zbierania podpisów pod oficjalnym pismem "Sojusz na rzecz polityki spójności" (#CohesionAlliance), które trafiło do unijnych instytucji.

Jak wynika z przedstawionej przez Komisję Europejską propozycji, w nowym wieloletnim budżecie UE (2021-2027) Polska w ramach polityki spójności ma otrzymać 23 proc. środków mniej niż obecnie. Podobna skala cięć dotyczyć ma m.in. Węgier, Czech, Litwy, Estonii i Malty (po 24 proc.). Jeśli dalsze negocjacje nie przyniosą istotnych zmian, mniej środków otrzyma w sumie 14 krajów członkowskich. KE tłumaczy cięcia Brexitem i koniecznością wysupłania pieniędzy na nowe priorytety, jak migracja czy obronność.

Europejski Tydzień Regionów i Miast to coroczne wydarzenie. W ciągu czterech dni zgromadzi ponad 6 tys. uczestników związanych z samorządem terytorialnym z całej Unii Europejskiej.

Z Brukseli Mateusz Kicka


Opublikowano: 2018-10-09 09:19

Uwaga! Artykuł pochodzi z portalu internetowego Serwis Samorządowy PAP.