Smutna pensja. Komentarze Czytelników o zarobkach pracowników samorządowych

Na początku artykuł mnie rozśmieszył, a potem zdałem sobie sprawę z tego, że dotyczy właśnie mnie i pojawił się smutek” – pisze Czytelnik.

W naszym artykule Tak zarabiają urzędnicy samorządowi przypomnieliśmy, ile wynosi pensja zasadnicza na wybranych stanowiskach we wszystkich urzędach samorządowych. „Wstydzę się, kiedy podaję na naborach na stanowisko inspektora, że oferujemy wynagrodzenie 2500 zł brutto” – napisał do nas dzień później Krzysztof Jędrośka, sekretarz Miasta Rydułtowy. Czytaj: Żenujące stawki

Publikujemy przegląd komentarzy Czytelników w tej sprawie.

„Dziękuję redakcji za przypominanie tej post-sowieckiej hańby państwa polskiego, a także czystego absurdu w jednym” – skomentował Om. „Powiem jedno - takie zaszeregowania to jest porażka państwa. Dziękuję” – skwitował z kolei Janosik. A Autor napisał: „Na początku artykuł mnie rozśmieszył, a potem zdałem sobie z tego sprawę, że dotyczy właśnie mnie i pojawił się smutek...”.

Czytelnicy przytaczali też ich realia płacowe. „Jestem inspektorem, 10 lat stażu, po studiach prawniczych i dwóch podyplomówkach i zarabiam na rękę 2500 zł miesięcznie, w tym jest tylko dodatek za wysługę lat. Nie mam żadnego innego dodatku, mimo że obrabiam dwa stanowiska, które łącznie mają 1,5 etatu. Nagroda jest raz w roku w całym urzędzie po równo i wynosi zawrotne 800 zł brutto” – wyliczał Samorządowiec. „Premii nie dostajemy, bo - jak to mówi – burmistrz: a niby za co? - dodał.

„Płaca na poziomie 2500 zł i do tego: egzamin przy naborze, egzamin ze służby przygotowawczej, okresowa ocena pracy, ciągłe doskonalenie. A tu obok mojego urzędu wisi taki oto plakat - potrzebujemy ludzi do pracy w budownictwie. Zarobki od 6 tys. zł na rękę. I nie piszą o egzaminach, ocenach itp. Szanowna administracjo - ostatni gasi światło” – napisał Sekretarz.

W następnym komentarzu ktoś jednak zwrócił uwagę na użyte określenie: „Mój urząd, praca u mnie. To nie jest ani twój urząd, ani praca dla ciebie. Skoro tak myślisz, to nie powinnaś/eś zajmować takiego stanowiska. (…) Panisko na włościach za publiczne pieniądze” – zżymał się Czytelnik.

W obronie Sekretarza stanął Luk: „A jak ktoś mówi mój zakład, u mnie w pracy, w mojej stacji, u mnie w stolarni itp., to też Cię razi? To traktowanie miejsca pracy jak prywatny folwark, czy utożsamianie się z firmą? W jakiej dziedzinie ma się więc doszkolić ten sekretarz, bo nie wyjaśniłeś?” – dopytywał.

Inne spojrzenie na sprawę rzucił Inspektor JSTP. Zasugerował w swoim komentarzu, że powinno być „mniej urzędników we wydziałach, w których nie ma co robić, a takich jest sporo, i pensje będą wyższe”. „Każdy, kto odchodzi z urzędu do innej pracy w przemyśle, w korpo szybko się budzi, że owszem i zarobi tam więcej, ale jest i odpowiedzialność i roboty na całe 8 godzin, a nawet i więcej. I pewnie z rozrzewnieniem wspomina czasy, kiedy to do urzędu się szło na 7:30, do 8, a jak się uda to nawet do 8:30 kawa, ploteczki z innymi psiapsiułkami z wydziałów, referatów, a jak koło 9 się jakiś klient pojawił, to trzeba było pokazać swoją wyższość, jak to jest się zapracowanym a sprawa z którym przyszedł jest niesamowicie trudna nie do załatwienia” - napisał. „Czy aby na pewno warto szukać na siłę podwyżek? A skoro włodarze pozwalają na taką patologię, to czy oni też powinni zarabiać więcej, skoro i tak większość otrzymuje wypłaty po 10-15 tyś co miesiąc?” – zastanawiał się.

Odpowiedział mu Sekretarz: „Tak się składa, że jakiś czas temu przyszedłem do samorządu z sektora prywatnego. Na początku szok. Nic nie muszę robić. Ale później zacząłem powoli zmieniać swój urząd. I wqrza mnie takie generalizowanie, jakie prezentuje Inspektor JSTP. Może u niego jest faktycznie tak. Ale gdyby sam chwycił się do roboty, to jego koledzy poszliby za nim. Rozumiem, że mu się nie chce. Ale niech nie zwala na cały samorząd” - napisał.

„Nie zgadzam się także z twierdzeniem, że burmistrz zarabia dużo, więc może dać podwyżki tym, co mają mało. Burmistrz nie zarabia dużo. Zarabia żenująco mało jak na odpowiedzialność. Żenująco mało jak na ilość kadr, którymi zarządza. Żenująco mało jak na budżet, którym dysponuje. Obok mojego urzędu facet z firmy państwowej bierze miesięcznie 40 tys. i nie może nawet ołówka kupić bez zgody szefów” – wskazał Sekretarz.

„I znowu łatwo przeskoczyliśmy z mało zarabiających pracowników (2500 brutto) na jeszcze "biedniejszych" burmistrzów (10 - 12 tys. zł)” – ironizuje Gmina.

aba/

Opublikowano: 2019-08-25 14:41

Uwaga! Artykuł pochodzi z portalu internetowego Serwis Samorządowy PAP.