Zdobywca tytułu Nauczyciel Roku Tomasz Ordza, fot. PAP/Radek Pietruszka
Nauczyciel musi pozwolić uczniom działać, realizować pomysły, ale też popełniać błędy. Kiedy uczniowie są zaangażowani, czują sprawczość — uważa Nauczyciel Roku 2026 Tomasz Ordza.
Tomasz Ordza jest nauczycielem biologii, chemii i edukacji zdrowotnej oraz wicedyrektorem w Szkole Podstawowej im. Kazimierza Nowaka w Dąbrówce (woj. wielkopolskie). Uczy od 14 lat. Zwyciężył w tegorocznej edycji konkursu honorującego nauczycieli cenionych przez uczniów, rodziców i społeczności lokalne.
PAP: Co sprawiło, że został pan nauczycielem?
Tomasz Ordza: To było moje dziecięce marzenie, zawsze chciałem nim zostać. Postawa nauczycieli w mojej szkole podstawowej, w moim gimnazjum, w moim liceum to wzmocniła, chociaż nie studiowałem kierunku nauczycielskiego. Studiowałem biologię o specjalnościach ekologia i zarządzanie zasobami przyrody, później podczas studiów podyplomowych nabyłem kompetencje do uczenia i ostatecznie zostałem nauczycielem.
PAP: Co jest takiego w tym zawodzie?
T.O.: Przede wszystkim relacje, mnóstwo interakcji, swoboda w działaniu i to, że nauczyciel musi mieć coś z artysty. Później w życiu nauczycielskim okazało się, że nie do końca tak jest, ale takie było moje wyobrażenie. Chociaż ja na tę swobodę pozwalam sobie w ramach podstawy programowej. To jest praca, która pozwala mi być cały czas kreatywnym, jest bardzo zmienna.
PAP: Skoro to taki fajny zawód, to dlaczego stan nauczycielski się starzeje, przyciąga coraz mniej młodych ludzi?
T.O.: To też bardzo trudny zawód. Młodzi nauczyciele często wytrzymują w nim bardzo krótko, bo rozpoczynając pracę, nie są świadomi obowiązków i odpowiedzialności, która na nich spoczywa, a przede wszystkim tego, jak szybko zmieniają się wymagania. Polska szkoła bardzo przyspieszyła, zresztą nie tylko szkoła. Mamy mnóstwo różnych aplikacji, narzędzi, stron internetowych, z których możemy korzystać. Można się w tym po prostu pogubić. To zawód przepełniony multitaskingiem.
Dlatego warto czerpać z doświadczenia tych, którzy są długo w zawodzie. W moim przypadku to się sprawdziło. Oni są skarbem, bazą. Miałem szczęście uczyć się zawodu właśnie od takich bardzo doświadczonych, fantastycznych nauczycielek, zarówno podczas praktyk studenckich w I Liceum Ogólnokształcącym im. Bartłomieja Nowodworskiego w Tucholi czy w mojej pierwszej szkole, w Liceum i Gimnazjum Fundacji EKOS w Swarzędzu, od prof. Haglauer i prof. Jasiak. Były blisko emerytury, ale cały czas miały bardzo dobry kontakt z młodymi i pracowały nowoczesnymi metodami.
Dla młodego nauczyciela - i nie tylko młodego - bardzo ważna jest taka przestrzeń na realizację różnorodnych działań, którą zapewnia lider — dyrektor. W SP im. Kazimierza Nowaka pan dyrektor Rychlewski absolutnie zapewnia ją. Za co bardzo dziękuję!
Kryzys, jeśli chodzi o młodych nauczycieli, związany jest nie tylko z wysokimi wymaganiami, jakie są stawiane, ale także z niską gratyfikacją finansową. Liczę na to, że w bliskiej przyszłości to się zmieni.
PAP: Powiedział pan, że od zawsze chciał być nauczycielem, że to pana pierwszy wybór, a drugim była biologia. Dlaczego biologia?
T.O.: Biologia jest czułym narratorem wśród przedmiotów szkolnych. Pięknie opowiada o różnych kategoriach życia, o zdrowiu, o ochronie przyrody, o tym, czego doświadczamy, co obserwujemy, o tym zaciekawieniu, które jest dookoła nas.
PAP: W jaki sposób nauczyciel biologii powinien pracować z uczniami, żeby odkryli to piękno i przedmiot ten stał się ich pasją?
T.O.: Trzeba patrzeć na nauki przyrodnicze w sposób interdyscyplinarny, STEAM-owy, realizować projekty międzyprzedmiotowe. Na przykład wyjść od założenia, że sztuka może służyć do odkrywania praw natury i tak zorganizować warsztaty lub projekt, aby uczniowie czy to poprzez szycie neuronów, czy rysowanie interakcji grzybów i drzew podczas pleneru artystycznego dotarli do tego, co wcześniej nie było im znane.
Ważne jest też wyjście w teren, badanie gleby, wody, obserwowanie zmian związanych z porami roku. My mamy przy szkole park, w którym tego typu lekcje przeprowadzamy bardzo często. Nie tylko biolog, ale i polonistka organizuje biegane dyktanda czy matematycy gry terenowe. Niezwykle ważne jest obudowanie teorii działaniem.
W naszej szkole, w klasie mamy też ogród hydroponiczny. Mamy w nim specjalne lampy, dzięki, którym zatrzymaliśmy słońce na dłużej. Plony z ogrodu zbieramy kilka razy w roku. W tradycyjnym szkolnym ogrodzie nie moglibyśmy tego obserwować, ponieważ uczniowie przychodzą do szkoły jesienią, gdy kończy się wegetacja, a wyjeżdżają na wakacje, nim plony dojrzeją do zbioru. Kryzys klimatyczny niesie za sobą to, że mimo przydzielonych w lecie dyżurów w tradycyjnym ogrodzie szkolnym, rośliny nie zawsze mogą przetrzymać okres wakacji.
PAP: Jak ważna jest edukacja klimatyczna?
T.O.: Jest kluczowa. To powinna być część każdej edukacji. Jeżeli spojrzeć na naszą kulturę, to jesteśmy bardzo antropocentryczni, czyli lubimy opowiadać o świecie z perspektywy dziejów naszego gatunku. Nauczyciel biologii, geografii, czy ogólnie science, pokazuje to „zatrzęsienie” zaczerpnięte z Wisławy Szymborskiej, czyli przestrzeń, która dla naszego oka jest potencjalnie niedostrzegalna, jest przynajmniej równoważna. A jej poznanie i zrozumienie pozwoli wyciągać bardzo ciekawe wnioski.
Ta perspektywa jest niezwykle ważna, pozwala rozszerzyć horyzont, spojrzeć troszeczkę dalej poza te dwa, trzy tysiące, poza te kilka tysięcy lat i doświadczyć, że masowe wymierania, ale też rozkwity w różnorodności biologicznej, były już na kuli ziemskiej. Pokazuje jak wielką rolę ma tzw. ocean literacy, czyli świadomość oceanu, zrozumienie wpływu oceanu na ludzkość, bo on cały czas na nas wpływa. Realizowane w ten sposób projekty wraz z uczniami, które osadzone są w danym środowisku, rozwiązują, odpowiadają na lokalne problemy, niosą największe oddziaływanie i budują sprawczość.
Dlatego tak ważne jest budowanie od najmłodszych lat nie tylko świadomości, ale kultury ekologicznej. Stąd realizujemy międzynarodowe projekty, które oparte są na współpracy w ramach inicjatyw eTwinning, Science on stage Poland, Network of European Blue School i Science on stage Europe. Razem z nauczycielami i uczniami z innych krajów zbieramy dane, omawiamy je, analizujemy, szukamy tego, co nas łączy, a przy tym budujemy poczucie wspólnoty europejskiej.
Uczymy tego, że mamy wpływ, na to, co jest dookoła nas. Na przykład nasi uczniowie, wraz z całą społecznością lokalną, doprowadzili do ustanowienia pierwszego od wielu lat pomnika przyrody o nazwie „Pokolenia” – jest nim lipa, która rośnie na naszym boisku szkolnym.
PAP: Uczy pan w szkole biologii, chemii i edukacji zdrowotnej. W zeszłym roku szkolnym edukacja zdrowotna była przedmiotem nieobowiązkowym, od tego roku jest obowiązkowa.
T.O.: Edukacja zdrowotna odpowiada uczniom na pytania, w jaki sposób funkcjonować w szybko zmieniającym się świecie. Mówi nie tylko o budowie naszego ciała, co zresztą jest świetnie opowiedziane na lekcjach przyrody, czy biologii, ale traktuje też o zdrowiu psychicznym, pomaga zrozumieć kwestie związane z higieną cyfrową i cyberbezpieczeństwem.
PAP: Dlaczego na edukacji zdrowotnej należy mówić nie tylko o naszej cielesności, ale też o naszych umysłach? Dlaczego mówić o zdrowiu psychicznym, o cyberzagrożeniach?
T.O.: Bo świat się radykalizuje, społeczeństwa się radykalizują. Kryzys zaczyna gonić kryzys. Informacje, fake newsy oplatają naszą rzeczywistość, a uczeń to jednostka, która dopiero się kształtuje. Omawianie kwestii związanych ze zdrowiem psychicznym jest niezwykle istotne, by uczeń wiedział, że może się zwrócić o pomoc, żeby wiedział, gdzie tej pomocy szukać, by zapamiętał numer wsparcia, by wiedział, że może ją otrzymać, gdy będzie mu potrzebna.
PAP: Czy pana zdaniem nauczyciele są przygotowani do tego, by pomóc uczniom w sytuacji, kiedy mają tego typu problem?
T.O.: Tak, wierzę, że tak.
PAP: W jaki sposób nauczyciel może pomóc uczniowi?
T.O.: Wszystko zależy od tego, jak wyglądają procedury szkolne, jaki jest to problem, czy nauczyciel może go sam rozwiązać, czy trzeba porozmawiać z rodzicami, poprosić psychologa szkolnego o wsparcie, pedagoga szkolnego, czy też trzeba od razu wezwać służby. Mamy standardy ochrony małoletnich.
PAP: Jakie cechy powinien mieć nauczyciel, by być tym przewodnikiem ucznia?
T.O.: Przede wszystkim powinien umieć aktywnie słuchać, by umieć wśród sygnałów, które uczeń przesyła, przekazuje, wyłapać ten, który będzie istotny dla jego rozwoju czy bezpieczeństwa. Po drugie musi być kreatywny. Trzeba tak ułożyć sobie proces dydaktyczny, by wywołać u uczniów zaciekawienie i dążenie do wiedzy, bo wiedza w szkole jest bardzo ważna. To na niej budujemy umiejętności i kompetencje.
Nauczyciel musi także pozwolić uczniom działać, dać im przestrzeń do tego. Musi pozwolić uczniom realizować swoje pomysły, budować prototypy, ale też popełniać błędy. Kiedy uczniowie są zaangażowani, to czują sprawczość.
Nauczyciel musi też być mediatorem, osobą, która potrafi połączyć wiele spraw i kwestii, które dzieją się w szkole.
PAP: Gdy mówimy o mediacji, jak ważna jest współpraca i wzajemne zrozumienie między nauczycielami i rodzicami?
T.O.: Jest podstawą. Istotne, żeby nie spotykać się z rodzicami, tylko i wyłącznie w sytuacji, kiedy dochodzi już do problemu, czy do jakiejś sytuacji, która ma wydźwięk negatywny. Ważne, by przekazywać im także informacje o tym, co dobre, by chwalić uczniów, wskazywać postępy.
By budować relacje, potrzebna jest skuteczna komunikacja. Najlepsza jest bezpośrednia. Dziennik elektroniczny może ją zaburzyć, kiedy piszemy i czytamy wiadomości, to nie widzimy emocji, nie widzimy kontekstu. Technologia nie zawsze pozwala w prawidłowy sposób odebrać intencje czy wysłany sygnał.
Rozmawiała Danuta Starzyńska-Rosiecka
dsr/ akar/