fot. PAP/ Marcin Obara
Dwukadencyjność wójtów, burmistrzów i prezydentów miast spowoduje zjawisko sukcesji w wielu samorządach. Prof. Jarosław Flis z Uniwersytetu Jagiellońskiego w rozmowie z Serwisem Samorządowym PAP przyznał, że będzie to również spora konkurencja dla posłów i senatorów, gdyż w wyborach parlamentarnych będzie mogło kandydować wiele osób ze znaczącym doświadczeniem. W ocenie eksperta za późno już jednak na dokonywanie zmian w przepisach dotyczących dwukadencyjności.
22 października Sejm odrzucił nowelizację Kodeksu wyborczego, która znosiła dwukadencyjność wójtów, burmistrzów i prezydentów miast. Z zestawienia Krajowego Biura Wyborczego wynika, że w wyborach samorządowych w 2029 roku o reelekcję nie będzie mogło ubiegać się ponad 1,5 tys. wójtów, burmistrzów i prezydentów miast.
Pojawiają się głosy o wznowieniu prac nad projektem zniesienia dwukadencyjności, jednak zdaniem prof. Jarosława Flisa z UJ jest już na nie za późno.
„Wydaje się, że już teraz jest na to za późno, przy tym układzie. Anulowanie tego rozwiązania miałoby sens wtedy, gdyby rzeczywiście zrobić w pakiecie coś, co naprawdę zmieniałoby sytuację w samorządzie, co by podkręcało rywalizację, a tak po prostu przez utrącenie tego rozwiązania wydaje mi się, że nie da się tego problemu rozwiązać” – przyznał w rozmowie z Serwisem Samorządowym PAP.
W ocenie prof. Jarosława Flisa zlikwidowanie dwukadencyjności spowodowałoby wiele konfliktów, głównie w wielu gminach, gdzie samorządowy układ po kolejnych wyborach jest już przesądzony.
Zdaniem Flisa poziom starannie zaplanowanych sukcesji jest bardzo wysoki. Jak przyznaje jest to o wiele bardziej skomplikowana sytuacja niż argument o zabetonowanych układach w samorządach.
„Bardzo ważnym elementem przy udanej sukcesji jest to, co się stało z radnymi, których odchodzący burmistrz wprowadził do rady. Jeśli wszyscy startują z komitetu jego zastępcy to sukcesja jest wysoce prawdopodobna” – dodał.
Istotnym argumentem przeciwko dwukadencyjności może być natomiast zdaniem eksperta obawa posłów.
„To co zapowiadają zwolennicy dwukadencyjności jest bardzo wątpliwe, ale jeden efekt jest murowany, a mianowicie pojawi się konkurencja w wyborach do Sejmu. Pojawi się 1600 osób, a to trzy razy więcej niż jest posłów, z wyrobionym nazwiskiem, z doświadczeniem w rządzeniu, z kontaktami i pozycją i że posłowie poczują na plecach oddech konkurentów” – przyznał Flis.
Flis nie kryje też, że dwukadencyjność niesie ze sobą pewne niebezpieczeństwo.
„Nasza demokracja opiera się na tym, że ludzie się boją porażki. A teraz 1600 wójtów, burmistrzów i prezydentów nie boi się porażki, to jest bardzo demoralizujące. Już nastąpiła ta zmiana” – wskazał.
Poza elementem sukcesji, zdaniem Flisa niepokojącymi zjawiskami związanymi z dwukadencyjnością są: niepokój starostów, którzy mogą zostać wymienieni a także umowy z inwestorami, które w późniejszym czasie mogą skutkować pracą dla włodarza.
mo/