Fot. PAP/Łukasz Gągulski
Afera wokół schroniska dla zwierząt w Bytomiu odsłoniła mechanizmy działające w całej Polsce – uważa aktywistka prozwierzęca Katarzyna Rezler. W rozmowie z PAP mówi o przetargach opartych na najniższej cenie, iluzorycznej kontroli i eutanazji, która niekiedy staje się narzędziem oszczędzania.
Afera wokół schroniska w Bytomiu odsłoniła mechanizmy, które działają w całej Polsce. Katarzyna Rezler, aktywistka prozwierzęca, opowiedziała PAP o przetargach opartych na najniższej cenie, iluzorycznej kontroli i eutanazji, która w skrajnych warunkach staje się narzędziem oszczędzania.
Bytom stał się w styczniu 2026 r. symbolem narastającego kryzysu systemu opieki nad bezdomnymi zwierzętami w Polsce. Afera wokół miejskiego schroniska, eskalująca od miesięcy w relacjach wolontariuszy i mieszkańców, doprowadziła do protestów, interwencji osób publicznych i działań prokuratury. Zdaniem Katarzyny Rezler, prozwierzęcej aktywistki i pełnomocniczki burmistrza Aleksandrowa Łódzkiego ds. zwierząt, nie jest to jednak jednostkowy przypadek, lecz skutek wadliwego modelu finansowania i nadzoru nad schroniskami.
Narastające sygnały o złych warunkach bytowych, zaniedbaniach sanitarnych i podejrzeniach nieuzasadnionej eutanazji zwierząt doprowadziły do protestów pod schroniskiem i eskalacji napięć. Sprawa zyskała ogólnopolski rozgłos po publicznej interwencji piosenkarki Dody, która zarzuciła kierownictwu placówki brak empatii i niewłaściwe traktowanie zwierząt. W reakcji na presję społeczną prezydent Bytomia zadecydował o rozwiązaniu umowy z dotychczasowym operatorem schroniska i o przejęciu przez gminę bezpośredniej opieki nad bezdomnymi zwierzętami. Urząd miasta poinformował o rozpoczęciu inwentaryzacji obiektu, zabezpieczeniu infrastruktury na okres zimowy i uruchomieniu intensywnej akcji adopcyjnej. W pierwszych dniach po przejęciu schroniska nowy dom znalazło kilkanaście zwierząt.
Jednocześnie myślenicka policja pod nadzorem prokuratury wszczęła dochodzenie w sprawie podejrzenia znęcania się nad zwierzętami. Postępowanie jest efektem anonimowego zawiadomienia złożonego w grudniu 2025 r. Zabezpieczono dokumentację dotyczącą zarządzania schroniskiem oraz materiały z wcześniejszych kontroli. Choć podczas ostatnich oględzin, przeprowadzonych przez policję i inspekcję weterynaryjną, nie stwierdzono przypadków wymagających natychmiastowej interwencji wobec zwierząt, to zanotowano jednak zastrzeżenia co do infrastruktury oraz zabezpieczenia obiektu w okresie zimowym.
Rozbieżność między ustaleniami instytucji kontrolnych a relacjami społecznymi stała się jednym z kluczowych punktów sporu. W ocenie Katarzyny Rezler problem ten ma charakter systemowy. Jak podkreśliła w rozmowie z PAP, gminy, choć są prawnymi opiekunami bezdomnych zwierząt, często ograniczają swą rolę do rozpisania przetargu, w którym decydującym kryterium jest najniższa cena.
– To system, który premiuje oszczędzanie, a nie dobrostan zwierząt – oceniła.
Szczególnie groźnym mechanizmem, zdaniem Rezler, są tzw. jednorazowe opłaty za przyjęcie zwierzęcia do schroniska sięgające kilku tysięcy złotych i obejmujące deklarowaną dożywotnią opiekę.
– Ekonomicznie to się nie spina. Operator zaczyna zarabiać tylko wtedy, gdy zwierzę żyje krótko albo znika z systemu – wskazała.
W jej ocenie podobnie nierealne są niskie stawki dzienne, które formalnie obejmują także leczenie weterynaryjne. Odniosła się też do eutanazji.
– Sama w sobie może być aktem humanitarnym, ale w systemie opartym na skrajnych oszczędnościach może stać się narzędziem zarządzania kosztami – zaznaczyła, wskazując na brak niezależnej kontroli nad zasadnością tych decyzji.
Dotychczasowy zarządca schroniska w wydanym oświadczeniu wyraził sprzeciw wobec decyzji miasta, określając ją jako „niezrozumiałą i oburzającą”. Jak podkreślił, narracja prowadzona przez urząd w ostatnich miesiącach miała być odmienna od tej zaprezentowanej podczas konferencji prasowej i w komunikatach z 15 stycznia. Zarządca wskazał, że decyzje administracyjne wydane przez powiatowego lekarza weterynarii w latach 2024-2025 dotyczyły infrastruktury obiektu i zgodnie z umową ich realizacja należała do obowiązków gminy, a nie operatora. W oświadczeniu zaznaczył też, że inspekcja weterynaryjna nigdy nie stwierdziła zagrożenia dla dobrostanu zwierząt przebywających w schronisku.
Z kolei zdaniem Rezler odpowiedzialność za funkcjonowanie systemu jest wielopoziomowa i obejmuje zarówno operatorów, lekarzy weterynarii, jak i samorządy. Jako alternatywę wskazała model oparty na prewencji: powszechnej sterylizacji, kastracji, czipowaniu zwierząt i edukacji mieszkańców.
– Prawo już dziś daje gminom wystarczające narzędzia. Problemem nie jest brak regulacji, lecz brak woli ich stosowania – podsumowała.
mir/ mam/