Prezydent Włocławka Krzysztof Kukucki, fot. PAP/Leszek Szymański
Ośmiogodzinny dzień pracy wprowadzano ponad sto lat temu, a od tego czasu zmieniły się narzędzia i wsparcie, którym dysponujemy – powiedział prezydent Włocławka Krzysztof Kukucki w rozmowie z Serwisem Samorządowym PAP. Jego zdaniem skrócony czas pracy pozwala pracownikom na zadbanie o zdrowie i rozwój osobisty.
Serwis Samorządowy PAP: Włocławek jest jednym z liderów wprowadzających skrócony czas pracy w jednostkach samorządu terytorialnego. Zastosował Pan model polegający na zmianie tygodniowego wymiaru pracy z 40 do 35 godzin. Jak to rozwiązanie sprawdza się w urzędzie i czy rozważał Pan wprowadzenie czterodniowego tygodnia pracy?
Prezydent Włocławka Krzysztof Kukucki: Rozważaliśmy takie rozwiązanie. Technicznie jest ono możliwe do wdrożenia, jednak zapytałem pracowników o zdanie. Przeprowadziliśmy wewnętrzne referendum, z którego wynika, że siedmiogodzinny dzień pracy jest dla nich wygodniejszy. Zwrócili na to uwagę szczególnie rodzice, dla których czterodniowy tydzień pracy byłby kłopotliwy ze względu na konieczność odbierania dzieci z placówek oświatowych, ponieważ w niektóre dni musieliby pracować nawet po 9,5 godziny dziennie. Dlatego wybrali 35-godzinny tydzień pracy z siedmiogodzinnym dniem pracy.
We Włocławku systemem skróconego czasu pracy jest objętych ponad 3700 osób zatrudnionych nie tylko w urzędzie ale i we wszystkich podległych jednostkach i spółkach komunalnych. Występują pewne wariacje, np. w spółce odpowiedzialnej za dostawy ciepła systemowego, gdzie wymagany jest ciągły ruch, prezes musiał znaleźć inne rozwiązanie. Podobnie było w przypadku MPK. Dzisiaj system funkcjonuje dobrze. Poza początkowymi, nie zawsze pozytywnymi komentarzami po ogłoszeniu planów wdrożenia tego rozwiązania, teraz nie słyszę negatywnych głosów. Urząd pracuje w tych samych godzinach co wcześniej, a dla mieszkańców niewiele się zmieniło, a jeśli już, to na lepsze, np. w wydziale komunikacji wprowadziliśmy nowe udogodnienia przy odbiorze dokumentów. Szukamy rozwiązań optymalizujących obsługę przy jednoczesnej optymalizacji naszych nakładów. Co ważne, od momentu wdrożenia skróconego czasu pracy ograniczyliśmy zatrudnienie w urzędzie o 7 proc., więc nie jest tak, że potrzebowaliśmy dodatkowych pracowników.
PAP: W komentarzach dotyczących skróconego czasu pracy pojawia się zarzut, że wcześniej było zbyt duże zatrudnienie, skoro udaje się wykonać tę samą pracę w krótszym czasie.
K.K.: Nie zgadzam się z tym. Liczne publikacje wskazują, że efektywność pracownika wyraźnie spada po szóstej godzinie pracy. Zakres obowiązków się nie zmienił, a w urzędzie nie mamy systemu akordowego. Decyzje muszą być wydawane zgodnie z ustawowymi terminami i tutaj nie ma dowolności. I w tym zakresie absolutnie nic nie zmieniło. Myślę, że na takie komentarze może sobie pozwolić ktoś, kto nie zna specyfiki pracy w urzędzie.
PAP: Samorządy wprowadzające skrócony czas pracy często wskazują na sezon urlopowy jako trudność organizacyjną. Czy we Włocławku faktycznie było to wyzwaniem?
K.K.: Nie docierają do mnie sygnały o takich problemach. Sprawnie dostosowaliśmy się do nowego systemu. Zespół jest podzielony na dwie części, a przesunięcie między zmianami wynosi tylko godzinę. Weszliśmy w ten system „z marszu” i nie dostrzegam, aby sezony urlopowe różniły się od tych z poprzednich lat. Być może w mniejszych urzędach, przy jednoosobowych stanowiskach, jest to bardziej zauważalne, ale u nas, przy blisko 400 pracownikach samego urzędu, taki problem raczej nie występuje. Sekretarz również nie zgłasza trudności związanych z urlopami.
PAP: Czyli Pana zdaniem system nie ma żadnych wad?
K.K.: Uważam, że nie ma wad. Sądzę wręcz, że takie zmiany są wprowadzane zbyt późno. Ośmiogodzinny dzień pracy wprowadzano ponad sto lat temu, a od tego czasu zmieniły się narzędzia i wsparcie, którym dysponujemy. Skrócenie czasu pracy to nie kwestia „czy?”, ale „kiedy?”. Pracownicy chwalą sobie to, że mają czas np. na wizyty u lekarza i badania profilaktyczne. Zauważyliśmy też większe zainteresowanie doskonaleniem zawodowym. Ostatnio ponad 30 osób zapisało się na studia podyplomowe, pierwszy raz w historii taka duża grupa urzędników się zgłosiła To pokazuje, że pracownicy uwierzyli w trwałość tego rozwiązania i czują, że mają czas na rozwój osobisty.
Pewnym wyzwaniem jest jedynie niedostosowanie obecnego prawodawstwa, ale staramy się rozwiązywać te kwestie na bieżąco przy wsparciu Głównego Inspektora Pracy, ZUS-u czy ministerstwa.
PAP: Obecnie trwa pilotaż skróconego czasu pracy wdrożony przez Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, w którym biorą udział również jednostki samorządu terytorialnego. Jak Pana zdaniem powinny wyglądać docelowe zmiany w przepisach?
K.K.: Na pewno trzeba doprecyzować definicje, np. kwestię normy pracy, która obecnie wynosi 40 godzin tygodniowo. Choć pracodawca może skrócić ten czas na korzyść pracownika, obecne zapisy nie są jednoznaczne i wymagają zmiany. Jesteśmy w kontakcie z ministerstwem i sygnalizujemy te kwestie. Mieliśmy na przykład problem z interpretacją przepisów dotyczących emerytur pomostowych dla kierowców transportu zbiorowego. Według dosłownego brzmienia przepisów skrócony czas pracy mógłby ograniczyć im dostęp do tych świadczeń ze względu na wymóg 40-godzinnej normy. Na szczęście interpretacja ZUS i GIP potwierdziła, że działanie na korzyść pracownika nie pozbawia go tych praw.
Wiele przepisów od dekad traktuje 160 godzin w miesiącu jako stałe założenie, więc przy zmianach systemowych czeka nas dużo pracy regulacyjnej. Cieszę się z tego pilotażu, choć skala ministerialna obejmuje około 5000 osób i w porównaniu do samego Włocławka wydaje się skromna. Jest to jednak potrzebne, by przekonać osoby wieszczące upadek gospodarki. Moim zdaniem gospodarka, zwłaszcza ta oparta na czasie wolnym, może na tych rozwiązaniach sporo zyskać.
Rozmawiała Monika Rozalska
mr/