W Polsce w schroniskach dla zwierząt przebywa ok. miliona bezdomnych psów i kotów. Zdjęcie ilustracyjne; fot. PAP/Łukasz Gągulski
Najlepsze schronisko to puste schronisko – przekonuje burmistrz Wieruszowa Rafał Przybył. Dlatego adoptowana Zoja „pracuje” w urzędzie i codziennie oszczędza gminie 11 złotych – równowartość kosztów utrzymania w kojcu. Dwie gminy z województwa łódzkiego – Wieruszów i Aleksandrów Łódzki – mogą stanowić wzór w rozwiązywaniu problemu bezdomności zwierząt.
Aleksandrów Łódzki w ciągu 10 lat praktycznie pozbył się bezdomnych zwierząt dzięki wspieraniu adopcji. Burmistrz Wieruszowa przekonuje, że nawet najlepsze schronisko to dla zwierzaków więzienie, a dla gminy koszty. Drogę do rozwiązania problemu widzi w ustawowej odpowiedzialności właścicieli.
PAP zapytała w urzędach w Aleksandrowie Łódzkim i Wieruszowie, jak te dwie gminy w regionie radzą sobie z bezdomnością zwierząt. Obie są uznawane za wiodące w ograniczaniu problemu bezdomności zwierząt.
Aleksandrów Łódzki od wielu lat znany jest z programów promujących adopcje psów i kotów. Sensacją było kiedyś przyjęcie psa ze schroniska do magistratu. Teraz nikogo nie dziwią dwa psy - Romek i Kesa, wędrujące po urzędzie albo witające rano pracowników. Psy ze schroniska są niemal we wszystkich instytucjach gminnych.
Pies, a dokładnie suczka Zoja, pracuje też w urzędzie miasta w Wieruszowie. Kiedy ktoś pyta, co pies robi w urzędzie, burmistrz Rafał Przybył odpowiada, że pracuje.
- Zoja zarabia 11 zł dziennie tylko z tego tytułu, że nie jest w schronisku. Jej roczne utrzymanie kosztowałoby nas ponad 4 tys. zł - wyjaśnił PAP Rafał Przybył.
Jeszcze 10 lat temu normalne było, że gminy miały podpisane umowy ze schroniskami dla zwierząt, wpisywały koszty do budżetu i sytuacja taka trwała latami. Katarzyna Rezler z Urzędu Miasta w Aleksandrowie Łódzkim powiedziała PAP, że zwierzęca rewolucja w magistracie zaczęła się ponad 10 lat temu od... kłopotów.
- NIK wytknęła nam, że instytucja, która prowadzi dla nas schronisko, formalnie nie ma takich uprawnień. Zmieniliśmy więc schronisko, ale też zaczęliśmy wprowadzać programy, które miały zachęcać do adopcji zwierząt, a jednocześnie ograniczyć koszty. Gmina wydawała wtedy pół miliona zł rocznie tylko jako koszt utrzymania w schronisku ponad 100 psów - powiedziała Rezler.
Dodała, że po 10 latach Aleksandrów nie wydaje na opiekę nad zwierzętami mniej, ale zmieniła się struktura wydatków. Schronisko to teraz tylko ok. 70 tys. zł rocznie, a reszta to szerokie spektrum działań wspierających opiekę nad zwierzętami.
- Prewencja, szczepienia, czipowanie, sterylizacje, kastracje, ale także ptasie budki, edukacja i promocja wszystkich naszych akcji. Wszystkie działania nie spowodowały wzrostu wydatków mimo wzrostu cen i inflacji - powiedziała Rezler.
Rozmówczyni PAP wspomniała, że przy ponad setce psów i kotów stale przebywających w schronisku, w ostatnich latach ta liczba spadła do 60 osobników w ciągu roku i to przez krótki czas, zanim trafią do adopcji. W większości nie są to też zwierzęta bezdomne, ale z interwencji, odebrane dotychczasowym właścicielom. Obecnie w schronisku są dwa takie psy, które czekają na nowy dom.
Aleksandrów Łódzki dorobił się całej gamy różnych programów ograniczających bezdomność zwierząt.
- Mamy nielimitowaną bezpłatną sterylizację i kastrację. Wprowadziliśmy obowiązkowe, ale bezpłatne czipowanie zwierząt. W bazie mamy dzięki temu prawie 18 tysięcy psów i kotów. Jeśli ktoś weźmie psa ze schroniska, może liczyć na zapas karmy i bezpłatną opiekę weterynaryjną dla swojego pupila, darmowe szczepienie, czipowanie i sterylizację - powiedziała Rezler.
Gmina uruchomiła też okno życia dla szczeniąt. Szczeniaki może oddać każdy, kto zdecyduje się wysterylizować sukę. Pomysł okazał się trafiony, bo w ub.r. do okna życia trafiło ponad pięćdziesiąt szczeniąt, które poszły do adopcji.
- Z perspektywy tych 10 lat funkcjonowania programu widzimy, że jest to kierunek, który gminy powinny przyjmować, bo to się opłaca mieszkańcom. Praktycznie wszystko, czego potrzebują dla swoich zwierzaków, mają u nas za darmo, a gmina nie płaci za utrzymanie bezdomnych zwierząt w schronisku - powiedziała Rezler.
Dodała, że z pieniędzy, które kiedyś szły wyłącznie na utrzymanie schroniska, magistrat Aleksandrowa opłaca teraz nie tylko całą opiekę nad zwierzętami, z której korzystają mieszkańcy, a także funduje budki dla ptaków, finansuje opiekę nad kotami wolnożyjącymi, w tym także kocie budki. Przy okazji czipuje i dokonuje sterylizacji i kastracji dzikich kotów, przez co ma nad nimi kontrolę i ogranicza populację.
- Wszystko za te same pieniądze, co przed laty, mimo zmian cen i inflacji. To realna oszczędność dla mieszkańców i praktycznie zlikwidowany problem bezdomnych zwierząt - zaznaczyła.
Rafał Przybył, burmistrz Wieruszowa, ma nieco inną wizję ograniczania bezdomności zwierząt, chociaż także jest zwolennikiem ograniczania, a w perspektywie likwidacji schronisk.
- Jest tylko jeden rodzaj dobrych schronisk dla zwierząt. To puste schroniska. Bo lepiej żeby kot, pies były u ludzi. Dlatego jako samorządowcy i świadome organizacje z nami współpracujące robimy wszystko, żeby zwierząt bezdomnych było jak najmniej. Są schroniska prowadzone dobrze, ale to jest tak, jak dobrze prowadzone więzienie. Ono nadal będzie więzieniem, a schronisko to nic dobrego dla psa, bo ma tam ograniczoną wolność i ograniczony kontakt z człowiekiem - powiedział PAP burmistrz Wieruszowa.
By wprowadzić zmiany w opiece nad zwierzętami, konieczne jest - zdaniem burmistrza - dotarcie do świadomości ludzi i przekonanie ich, że zamiast w schronisku, powinny one przebywać w domach, bo to się opłaca wszystkim.
- Kiedy ktoś mnie pyta, co Zoja robi w urzędzie, ja odpowiadam, że pracuje i zarabia 11 zł dziennie. Bo gdyby była w schronisku, to płacilibyśmy za nią 11 złotych dziennie. Jest z nami ponad rok, więc zarobiła - czy zaoszczędziła - dla Wieruszowa już ponad 4 tysiące złotych - powiedział burmistrz.
Dodał, że w ub. roku zabrał Zoję na charytatywny rejs kajakiem z Wieruszowa do Szczecina. Zoja przepłynęła z nim prawie 650 km i pomogła zarobić pieniądze dla domu dziecka.
- W 2025 r. zrobiliśmy pokaz psiej mody w czasie finału WOŚP. Występowały trzy psy ze schroniska i te trzy psy zostały zaadoptowane zaraz po pokazie. Ktoś zyskał przyjaciela, a gmina zaoszczędziła 33 zł dziennie, które możemy wydać na coś innego - powiedział burmistrz.
Dodał, że dla rozwiązania problemu bezdomności zwierząt potrzebna jest nie tylko świadomość mieszkańców, która z roku na rok rośnie, ale zdecydowana decyzja polityków.
- Potrzebna jest prosta ustawa mówiąca o obowiązku znakowania i kastrowania psów niehodowlanych. To załatwi sprawę, a w gminach będzie można zaoszczędzić co najmniej 700 milionów zł rocznie, a może nawet 1,5 mld zł, a przy tym poprawić znacznie los czworonogów - wyliczył Przybył.
Burmistrz Wieruszowa wyjaśnia, jak to obliczył.
- Oficjalnie mówi się, że w Polsce możemy mieć ok. miliona bezdomnych psów i kotów w schroniskach. Licząc nawet stawkę 11 zł dziennie za zwierzę (tak płaci Wieruszów, choć są miasta ponoszące znacznie wyższe koszty - nawet ponad 50 zł), mamy 11 milionów zł dziennie oszczędności. Budowa sali gimnastycznej, jakich brakuje w wiejskich szkołach, to ok. 3,8 mln zł. Wystarczy policzyć, ile pieniędzy tracimy na utrzymywanie schronisk, mając gotowe od dawna propozycje naprawy tej sytuacji - powiedział Rafał Przybył.
Zaproponował konkretne rozwiązanie - stworzenie obowiązku rejestrowania zwierząt na podobieństwo rejestracji pojazdów.
- Jeżeli chcemy wyjechać na drogę publiczną samochodem, to wiemy, że musimy iść do wydziału komunikacji, zarejestrować go i ubezpieczyć. Dlaczego nie wprowadzić podobnego analogicznego prawa dla właścicieli zwierząt? Jeżeli chcemy mieć psa czy kota, to musimy iść do odpowiedniego wydziału w gminie, zarejestrować zwierzę i zaczipować, czyli dać mu rodzaj rejestracji, która zobowiąże nas do wychowywania i opiekowania się tym psem i kotem do końca jego lub naszego życia ze wszystkimi konsekwencjami - podkreślił burmistrz.
Uznał też, że ustawowo powinna być zapisany obowiązek sterylizacji i kastracji zwierząt.
- Jeśli tego nie zrobimy, cały czas będziemy się kręcili się w kółko. Ludzie będą adoptowali zwierzaka ze schroniska, a kiedy nadejdą wakacje, przywiążą go w lesie albo wyrzucą z domu. Będziemy mieli rozmnażające się bezdomne psy i koty i wciąż będziemy szukać ludzi, którzy okażą serce i adoptują szczeniaki - zwrócił uwagę Przybył.
Burmistrz powiedział też, że Wieruszów oddawał psy do schroniska poza terenem gminy, ale z powodu panujących tam fatalnych warunków urząd zdecydował, że odbierze 120 zwierząt i przekaże do schroniska, które powstało na miejscu.
- Do schroniska trafiło 120 psów, które odebraliśmy z tamtego piekła. Obecnie mamy 20 zwierząt - 18 psów i 2 koty, a na utrzymanie schroniska i kastrację zwierząt wydajemy 60 do 70 tysięcy złotych rocznie - powiedział Przybył dodając, że zmniejszenie liczby zwierzaków w schronisku to bardzo dobry wynik, ale to wciąż za mało; żeby definitywnie rozwiązać problem, potrzebne są pilne zmiany w prawie.
jus/ mam/