Wybory samorządowe powinny się odbyć nie poźniej niż 25 grudnia 2006 r. Wystarczy jednak wola zwykłej większości parlamentarnej, żeby doprowadzić do jednorazowej zmiany terminu głosowania
Czy jednorazowa zmiana terminu przeprowadzenia wyborów samorządowych jest możliwa? Otóż jest, jeżeli w Sejmie znajdzie się większość, dla której takie rozwiązanie byłoby korzystne. Kadencja samorządu nie jest zapisana w konstytucji, można więc ją skrócić ustawą tak, by wybory odbyły się nie jesienią przyszłego roku, ale np. na wiosnę.
Zgodnie z ordynacją wyborczą do rad gmin, rad powiatów i sejmików województw z 16 lipca 1998 roku wybory powinny zostać zarządzone przez Prezesa Rady Ministrów na dzień wolny od pracy przypadający w ciągu 60 dni po upływie kadencji rad. Koniec kadencji samorządu jest przewidziany na 27 października przyszłego roku, a więc wybory powinny odbyć się przy obecnym stanie prawnym najpóźniej 25 grudnia 2006 roku. Jednak, jak się dowiedzieliśmy w Zespole Prawnym i Organizacji Wyborów PKW, tę kadencję nie jest trudno skrócić.
Zapis o czteroletniej kadencji samorządu terytorialnego znajduje się w ustawach o samorządzie gminnym, powiatowym i wojewódzkim, które podlegają zwykłej procedurze ustawodawczej, a więc nie jest wymagana szczególna większość dla zmiany obowiązującego prawa. Wedug informacji z PKW wystarczy pojedyncza ustawa, która jednorazowo skraca kadencję samorządu, by wybory odbyły się nie jesienią przyszłego roku, ale na wiosnę.
Jakie są korzyści wynikające ze zmiany terminu przeprowadzenia wyborów do organów samorządu terytorialnego? Przede wszystkim nasuwa się argument podobny do tego, jaki pojawił się dyskusji o przeniesieniu wyborów parlamentarnych na wiosnę - moment przedstawiania projektu budżetu. Wójt, burmistrz, prezydent, starosta i marszałek muszą do 15 listopada przedstawić organowi stanowiącemu projekt plany finansowego na przyszły rok. W przypadku wyborów jesiennych nowa władza dziedziczy projekt po ustępującej.
Można jednak sądzić, że w przypadku PiS nie bez znaczenia mogłyby być też inne argumenty - polityczne. W wyborach wiosennych z pewnością łatwiej byłoby temu ugrupowaniu zdyskontować sukces wyborów parlamentarnych, co ważniejsze jednak - wcześniejsze wybory rozwiązałyby problem następcy Lecha Kaczyńskiego na stanowisku prezydenta Warszawy.
Kluczowym jest w tym przypadku artykuł 28d ustawy o samorządzie gminnym, a zwłaszcza jego ust. 2. Stanowi on, że wyborów wójta, burmistrza i prezydenta nie przeprowadza się, jeżeli data wyborów przedterminowych miałaby przypaść w okresie 6 miesięcy przed zakończeniem kadencji. W obecnej sytuacji Lech Kaczyński musi zrezygnować najpóźniej do dnia 23 grudnia 2005 roku z urzędu prezydenta Warszawy. Zgodnie z wciąż obowiązującym prawem w ciągu 60 dni od złożenia rezygnacji powinny odbyć się przedterminowe wybory. Jeżeli jednak Sejm podejmie decyzję o skróceniu kadencji samorządu wybory prezydenta Warszawy nie tylko nie będą konieczne, ale nawet nie będą możliwe. Powołany przez premiera komisarz będzie rządził stolicą do czasu wiosennych wyborów.
Pomysły zmian ustrojowych w trakcie kadencji samorządu zawsze wzbudzały negatywne reakcje ekspertów samorządowych. O zmianie zasad w trakcie gry i dopasowywaniu przepisów do sytuacji politycznej mówili zarówno prof. Michał Kulesza, jak i prof. Jerzy Regulski. Pozostaje pytanie, czy te argumenty przekonają parlamentarzystów, którzy mają w tej sprawie decydujący głos.
Daniel Pawluczuk
d.pawluczuk@pap.pl