fot. PAP/ Tomasz Gzell
W ciągu dwóch lat w warszawskim systemie edukacji ubyło ponad 4,5 tys. dzieci. Z 360 oddziałów przedszkolnych funkcjonujących w szkołach podstawowych zostało obecnie 66. „Tak źle jeszcze nie było. Faktyczne dane demograficzne są jeszcze gorsze, niż przewidywaliśmy” – przyznaje w rozmowie z Serwisem Samorządowym PAP zastępczyni prezydenta m.st. Warszawy Renata Kaznowska.
30 marca w Warszawie ogłoszono wyniki pierwszego etapu rekrutacji do publicznych przedszkoli. W tegorocznym naborze wzięło udział 344 przedszkoli oraz 66 szkół podstawowych, głównie z dzielnic ościennych, w których funkcjonują jeszcze oddziały przedszkolne.
„W pierwszym etapie rekrutacji zakwalifikowało się 9 245 dzieci, w ubiegłym roku było to 11 642, a dwa lata wcześniej prawie 13 800. W ciągu dwóch lat straciliśmy ponad 4,5 tys. dzieci z systemu edukacji. Wiemy, że jest źle i będzie jeszcze gorzej. Szacujemy, że do końca 2030 roku liczba dzieci w wieku przedszkolnym spadnie o nawet 15 tysięcy. ” – przyznaje wiceprezydentka Warszawy Renata Kaznowska.
W stolicy działają 362 przedszkola publiczne (łącznie z przedszkolami specjalnymi) i uczęszcza do nich 40 tys. dzieci. Gdy minister Anna Zalewska podjęła decyzję o cofnięciu 6-latków do przedszkoli, w mieście funkcjonowało ponad 360 oddziałów przedszkolnych w szkołach podstawowych. Dzisiaj działa ich zaledwie 66.
„Przygotowując plan ogólny dla Warszawy i Strategię Rozwoju Warszawa2040+ posiłkujemy się prognozami demograficznymi Głównego Urzędu Statystycznego. Robimy też własne analizy oparte o wydane pozwolenia na budowę i przeznaczenie nieruchomości w miejscowych planach zagospodarowania przestrzennego. Dzięki temu nasze dane sprowadzamy nie tylko do poziomu dzielnicy ale wręcz kwartału ulic. Faktyczna sytuacja demograficzna pokazuje, że jest jeszcze gorzej, niż przewidywaliśmy. Tak źle jeszcze nie było, bo spadki których się spodziewaliśmy okazały się być bardzo gwałtowne” – dodaje Kaznowska.
Wiceprezydentka stolicy przyznaje, że statystyki demograficzne, jeśli chodzi o system edukacyjny znacznie poprawił napływ dzieci i młodzieży spoza Polski. Do warszawskich szkół i przedszkoli chodzą dzieci ze 115 krajów. Największy wzrost to oczywiście dzieci i młodzież z Ukrainy. Warszawskie przedszkola i szkoły zyskały niemal18 tys. dzieci którzy po wybuchu wojny w Ukrainie schronili się w Warszawie. „Między innym z tego powodu zmiany nieco wolniej dotarły do naszego miasta. – konstatuje wiceprezydentka.
Renata Kaznowska potwierdza, że w tym roku w Warszawie wszystkie dzieci dostaną się do publicznych placówek.
„Po pierwszym etapie rekrutacji zostało ponad 4681 wolnych miejsc. Z pewnością każde dziecko dostanie się w tym roku do publicznego przedszkola. Jeśli jakieś dziecko nie dostało się w pierwszym etapie to wynikało to zazwyczaj z albo z błędów we wniosku lub wyborze przedszkoli, w których zebrano komplet dzieci. Warszawską dzielnicą, która wymyka się statystykom i prostym regułom jest Białołęka. W tej dzielnicy zostało niemal 1 tys. wolnych miejsc w przedszkolach niepublicznych, w których miasto kupuje miejsca, tzw. miejsca konkursowe. a jednocześnie budujemy kolejne przedszkola. Dlaczego? Bo Tarchomin się starzeje i tu są wolne miejsca a tzw. Zielona Białołęka intensywnie się zabudowuje" - przyznała.
Pytana o kontrowersje wokół zamykania przedszkoli na warszawskim Mokotowie i Śródmieściu wiceprezydentka nie ukrywa, że traktuje je jako sprawę kompletnie poza merytoryczną.
„Trudno dyskutować z tym, że przedszkole, do którego uczęszcza szóstka dzieci to jest przedszkole, które nie powinno kontynuować swojej działalności, zważywszy że 120 m dalej jest drugie przedszkole z równie małą liczbą dzieci. Mamy przedszkola gdzie jest dziesięcioro dzieci i trzynastu pracowników, albo czternaścioro dzieci i tyle samo pracowników. Na 943 wolne miejsca w Śródmieściu zgłosiło się 341 dzieci. Ponad 900 miejsc zostało wolnych" – dodaje Kaznowska.
Stanowczo sprzeciwia się też pomysłowi narzucenia odgórnie liczebności grup przedszkolnych.
„Nie godzę się na traktowanie oddziałów przedszkolnych pod linijkę. Tegoroczna rekrutacja pokazuje nam, że każdą dzielnicę i każde przedszkole trzeba traktować bardzo indywidualnie. Nie możemy sobie pozwolić na nierówne traktowanie dzieci, a w przypadku Warszawy do tego sprowadza się ten pomysł” – mówi Kaznowska.
Z danych wynika, że w Warszawie funkcjonuje 45 oddziałów przedszkolnych, w których liczebność nie przekracza 12 dzieci. A w niemal 500 oddziałach liczba dzieci wynosi mniej niż 20.
Kaznowska przypomniała, że strona samorządowa postulowała o zamrożenie dotacji dla placówek niepublicznych. Według postulatu zgłoszonego przez Unię Metropolii Polskich dotacja powinna zostać skorygowana do 3 proc. W tej chwili placówki niepubliczne otrzymują dotację na poziomie wydatków samorządów na dziecko w przedszkolu samorządowym. Im wyższy wydatek na dziecko w przedszkolu samorządowym, tym wyższa kwotę należy przetransferować do placówek niepublicznych, które mają też drugie źródło w postaci czesnego od rodziców.
„Proponowanie w tej sytuacji samorządom, by tworzyły oddziały 18-osobowe, co z automatu zwiększy wydatki na jedno dziecko via zwiększenie wydatków na przedszkola niepubliczne nie jest rozwiązaniem sprawiedliwym. Za argument może też posłużyć fakt, że na przestrzeni trzech ostatnich lat w Warszawie zlikwidowano 26 przedszkoli niepublicznych, po cichutku, bo zazwyczaj biznes przestał się opłacać. Jako strona samorządowa oczekujemy rozwiązań, które dostrzegą nasze problemy i wyzwania.” – podkreśliła wiceprezydentka.
Rozwiązaniem, które realizuje obecnie stolica jest tworzenie oddziałów integracyjnych i specjalnych. Miasto przekształca też istniejące już placówki w przedszkola specjalne. Jak podkreśla Kaznowska, to reakcja na liczbę wydawanych orzeczeń. Te z kolei rosną lawinowo. W Warszawie to ponad 2 tys. orzeczeń rocznie. A łączna liczba dzieci o potrzebach kształcenia specjalnego przekroczyła 20 tysięcy.
mo/