Zanim zaczniemy przebudowę języka urzędowego, trzeba byłoby zburzyć pięć mitów – mówi dr Tomasz Piekot z Uniwersytetu Wrocławskiego. Wśród nich jest przekonanie, że urzędnik to nieuk
Zanim zaczniemy przebudowę języka urzędowego, trzeba byłoby zburzyć pięć mitów – mówi dr Tomasz Piekot z Uniwersytetu Wrocławskiego. Wśród nich jest przekonanie, że urzędnik to nieuk.
W środę w Warszawie odbyło się Forum na rzecz prostego języka "Prosto i kropka", podczas którego przedstawiciele administracji rządowej podpisali deklarację współpracy w zakresie używania prostego języka.
„Chcemy mówić i pisać tak, aby odbiorcy naszych komunikatów potrafili odczytać i usłyszeć to, co chcemy im przekazać. Chcemy formułować treści tak, aby mieć pewność, że odbiorca zrozumie nasz przekaz prawidłowo” – to główne zapisy tej deklaracji.
Spotkanie było okazją do debaty o tym, jak tworzyć standardy poprawnej polszczyzny w języku urzędowym, jak poprawić i uprościć komunikatywność oraz doskonalić kompetencje językowe urzędników.
„Przez osiem lat uproszczania tekstów urzędowych w Polsce próbowaliśmy znaleźć model pisania, który jest łatwy do zastosowania i nie wymaga językoznawcy. Spotkaliśmy w tym czasie pięć mitów, które zanim zaczniemy przebudowę języka urzędowego, trzeba byłoby zburzyć” – powiedział dr Tomasz Piekot z Pracowni Prostego Języka Uniwersytetu Wrocławskiego.
Jednym z takich mitów jest twierdzenie, że język prosty to język prostacki.
„Tak twierdzi większość osób, które pracują w urzędach. Problem prawdopodobnie bierze się stąd, że mamy w języku polskim wiele słów podobnych, jak „adaptacja” i „adopcja”, i niektórzy nie potrafią odróżnić, co jest „proste”, a co „prostackie” – ocenił dr Piekot.
Dla wyjaśnienia podał przykład znanego kajakarzom mostu na rzece Wda, gdzie na niskim przęśle ktoś wypisał sprayem krótkie ostrzeżenie „Kryj ryj”.
„To jest może i proste, ale na pewno prostackie. Nie chcemy, żeby urzędowe pisma tak wyglądały. Natomiast skończyłoby się to dramatycznie, gdyby ktoś z lokalnej administracji napisał ten komunikat w języku urzędowym: Uwaga w związku z niskim przęsłem, o ile podniósł się poziom wody, a użytkownik łódki ma więcej niż 1,80 m wzrostu, należy rozważyć uchylenie się” - ironizował.
Jak mówił, cała istota polega na tym, jak pisać, żeby było „elegancko, skuteczne i nie pozostawiało wątpliwości”.
Drugi funkcjonujący mit to przekonanie, że urzędnik to nieuk. „Taki przekaz dystrybuują media. Tymczasem z naszych badań wynika, że urzędnicy świetnie piszą. Tyle że na korytarzu unosi się duch urzędowego języka i po kilku tygodniach trudno jest pisać inaczej” – mówił językoznawca.
Wśród mitów wymienił też przekonanie, że języka urzędowego nie da się uprościć. „Jeśli będą państwo zmieniać teksty, trzeba jednak zacząć od czegoś prostego, na czym warto przećwiczyć metodę, a dopiero potem iść dalej” - radził.
Dr Piekot przekonywał też, że trudny język nie jest zły sam w sobie. „Skoro przetrwał tyle czasu, to znaczy, że jest nam potrzebny. Chociażby po to, żeby eksperci mogli komunikować się na trudne tematy” – wskazywał.
Jak podkreślał językoznawca, błędne jest też przekonanie, że nie da się badać efektów uproszczania języka. „W 2015 roku wprowadzony został nowy formularz wniosku o dowód osobisty. Czas jego wypełniania skrócił się o 30 proc., a liczba błędów na jednym wniosku spadła z trzech do jednego” – powiedział.
aba/