Prezydent Lublina Krzysztof Żuk; fot. PAP/Leszek Szymański
Jeśli przepisy o dwukadencyjności zostaną utrzymane to 140 wójtów, burmistrzów i prezydentów miast z województwa lubelskiego nie będzie mogło ponownie kandydować na zajmowane stanowiska w 2029 r. To blisko 66 proc. wszystkich włodarzy w regionie.
Obowiązujące od 2018 r. przepisy ograniczają możliwość ponownego kandydowania na stanowisko wójta, burmistrza lub prezydenta miasta przez osobę, która została już dwukrotnie wybrana na ten urząd w danej gminie.
Z zestawienia opracowanego przez PAP na podstawie danych Państwowej Komisji Wyborczej wynika, że w województwie lubelskim ograniczenie obejmie w kolejnych wyborach 140 samorządowców, w tym czterech prezydentów, 34 burmistrzów i 102 wójtów. W opracowaniu nie uwzględniliśmy samorządowców, których mandat wygasł w trakcie kadencji.
W wyborach samorządowych w 2024 r. na Lubelszczyźnie wybierano łącznie 213 wójtów, burmistrzów i prezydentów. Blisko 66 proc. z nich nie będzie mogło ponownie kandydować na zajmowane stanowiska w 2029 r. Zakaz nie obejmie 73 samorządowców z regionu.
O reelekcję nie będzie mógł się ubiegać m.in. prezydent Chełma Jakub Banaszek, który w 2024 r. startował z własnego komitetu, ale z poparciem PiS. Podobnie prezydent Białej Podlaskiej Michał Litwiniuk i prezydent Lublina Krzysztof Żuk. Obaj są członkami KO, ale w ostatnich wyborach samorządowych kandydowali z własnych komitetów.
Zdaniem prezydenta Żuka o tym, kto ma kierować miastem powinni decydować mieszkańcy, którzy podczas wyborów oceniają dotychczasową pracę prezydenta.
„Wprowadzona przez PiS zasada dwukadencyjności ogranicza prawo wyborców do decydowania o przyszłości swojego miasta. Odbiera im możliwość ponownego wyboru doświadczonego samorządowca, który cieszy się ich zaufaniem i ma ich poparcie” – powiedział PAP prezydent Lublina.
Jak zauważył, wśród zwolenników dwukadencyjności w samorządach są posłowie, którzy od wielu kadencji zasiadają w Sejmie.
„Trudno nie dostrzec w tym sprzeczności. Dlaczego zasada ograniczania liczby kadencji ma obowiązywać samorządowców, a nie parlamentarzystów?” – stwierdził Żuk.
W jego ocenie demokracja lokalna powinna opierać się na wolnym wyborze mieszkańców, a nie na odgórnie narzuconych limitach. - To wyborcy powinni mieć ostatnie słowo – zaznaczył.
Politolog z KUL prof. Agnieszka Łukasik-Turecka w rozmowie z PAP przytoczyła argumenty zwolenników dwukadencyjności, którzy wskazują, że włodarzowi po kilku kadencjach mogą wyczerpać się pomysły lub energia do pracy, a w gminach mogą tworzyć się układy.
„Jeżeli mieszkańcy uznają daną osobę za niekompetentną, nie będą z niej zadowoleni, to po to mamy nowe rozdanie po każdych pięciu latach, żeby zadecydować o zmianie. W mojej ocenie im mniej obwarowań tym lepiej. Decyzję zostawiłabym wyborcom” - powiedziała prof. Łukasik-Turecka.
Zdaniem politolog, dwukadencyjność nie zlikwiduje potencjalnych układów w samorządach, których członkowie nadal będą mogli promować swoich kandydatów, żeby utrzymać wpływy. Przypomniała, że mieszkańcy niezadowoleni ze swojego włodarza mogą go odwołać w referendum. Jako przykłady podała m.in. ostatnie odwołanie prezydenta Krakowa oraz prezydenta i rady miasta w Częstochowie.
W ocenie Łukasik-Tureckiej, najważniejszymi kryteriami wyboru nie powinna być liczba kadencji, ale skuteczność danej osoby i umiejętność rozwiązywania problemów danej gminy. „W samorządzie mamy dużo więcej spraw newralgicznych, którymi powinniśmy się zajmować” – zaznaczyła.
Dwukadencyjność organów wykonawczych gmin, połączona z wydłużeniem jednej kadencji do 5 lat, została wprowadzona w 2018 r.; od tej pory sprzeciwia jej się m.in. środowisko ludowców.
Próbę zniesienia dwukadencyjności podjęło Polskie Stronnictwo Ludowe. Sejm odrzucił jednak 22 października projekt nowelizacji Kodeksu wyborczego. Za jego przyjęciem głosowało 213 posłów, przeciw było 215, a dziewięcioro wstrzymało się od głosu.
pin/ mam/