Fot. PAP/Jacek Bednarczyk
Praca w administracji powiatowej lub wojewódzkiej, powrót do biznesu i wcześniej wykonywanego zawodu, a nawet ogrodnictwo – takie możliwości rozważają niektórzy wójtowie, burmistrzowie i prezydenci miast, którzy w związku z obowiązującą dwukadencyjnością nie będą mogli ubiegać się o reelekcję w następnych wyborach samorządowych.
W związku z wprowadzoną w 2018 r. zasadą dwukadencyjności w samorządach, część obecnych włodarzy gmin i miast nie będzie mogła ubiegać się o kolejną kadencję. Według wyliczeń Unii Miasteczek Polskich o reelekcję w 2029 r. nie będzie mogło ubiegać się blisko 1600 wójtów, burmistrzów i prezydentów.
Jednym z nich jest wójt Wieliszewa Paweł Kownacki, który przyznał, że nie ma jeszcze sprecyzowanych planów na czas po zakończeniu kadencji. Nie wykluczył jednak dalszej pracy w samorządzie.
„Na pewno chciałbym pracować do końca kadencji najdłużej i najlepiej, jak będę potrafił. Później chciałbym ewentualnie zastanowić się, czy za uznanie mieszkańców mogę znaleźć miejsce, w którym będę mógł prosić o mandat zaufania. Czy to będzie powiat, czy województwo, zależy też od woli wyborców i potencjalnych komitetów” – powiedział Kownacki.
Wójt Wieliszewa nie wykluczył też odejścia od pracy w samorządzie i zdobycia doświadczenia w sektorze prywatnym. Dodał jednak, że zależy mu na tym, by nadal służyć gminie i mieszkańcom.
„Przede wszystkim myślę, że będę szukać szansy, żeby swojej gminie pomóc w inny sposób. (…) Mam nadzieję, że będę mógł swoje doświadczenie przekuć w sukcesy przyszłych zarządzających gminą, ale przede wszystkim mieszkańców” – powiedział Paweł Kownacki.
Decyzji odnośnie dalszej kariery nie podjął też burmistrz Szprotawy Mirosław Gąsik. W rozmowie z Serwisem Samorządowym PAP przekazał, że jeśli nie będzie mógł ponownie kandydować, najprawdopodobniej wróci do biznesu.
„Całe życie byłem przedsiębiorcą, także wrócę do gospodarki, wrócę do prywatnych firm”- powiedział burmistrz Szprotawy.
Mimo to Mirosław Gąsik nie wykluczył też pozostania w samorządzie, jednak na razie nie chce przesądzać o dalszych krokach.
„To jest nie tylko moja decyzja, ale to jest decyzja też tutaj mojego zaplecza, całego samorządowego, bo nawet najlepszy na świecie włodarz sam jeden nie da rady i musi być otoczony masą ludzi, którzy go wspierają i którzy z nim współpracują. Dlatego to jest decyzja zbiorowa. Zawsze siadamy przed wyborami, kiedy trzeba podjąć decyzję. No i debatujemy i rozmawiamy, co dalej. Także są to decyzje jeszcze przed nami” – powiedział burmistrz Szprotawy.
Inaczej swoją przyszłość widzi prezydent Świdnicy Beata Moskal-Słaniewska. Jak powiedziała, niezależnie od dalszych losów przepisów nie zamierza ubiegać się o kolejną kadencję.
„Niezależnie od rozwiązań prawnych ja i tak na kolejną kadencję bym nie kandydowała. Z racji tego, że jest to moja trzecia kadencja, jestem już w wieku emerytalnym i uważam, że trzeba dać pole młodszym” – powiedziała prezydent.
Nie oznacza to jednak, że prezydent Świdnicy zamierza całkowicie wycofać się z życia publicznego. Jak przyznała, nie podjęła jeszcze decyzji dotyczącej dalszej aktywności, ale pozostaje otwarta na różne możliwości.
„Dzisiaj jeszcze nie podjęłam decyzji co do co do ewentualnej przyszłości politycznej czy samorządowej. Jestem otwarta na różne opcje, natomiast na pewno nie kandydowałabym już na stanowisko prezydenta Świdnicy” – dodała Beata Moskal-Słaniewska.
O swoje stanowisko nie zamierza ubiegać się też burmistrz Hrubieszowa Marta Majewska, o czym poinformowała we wpisie w mediach społecznościowych.
„Niezależnie od tego, czy dwukadencyjność pozostanie, czy w przyszłości zostanie zniesiona, nie planuję ubiegać się o kolejną kadencję na stanowisku Burmistrza Miasta Hrubieszowa. To moje obecne, świadome stanowisko dotyczące dalszej drogi zawodowej i publicznej. Nie jest ono uzależnione od dzisiejszego głosowania ani od ewentualnych przyszłych zmian prawa” – napisała burmistrz.
Majewska podkreśliła, że o opuszczeniu urzędu trzeba myśleć jeszcze w trakcie kadencji. Dlatego, jak dodała, warto rozwijać „kompetencje wykraczające poza własną gminę, budować pozycję ekspercką, uczestniczyć w debacie publicznej, dzielić się doświadczeniem i przygotowywać następców”.
„Wiem, że już właściwie za moment przyjdzie dzień, kiedy ktoś inny usiądzie przy biurku Burmistrza Miasta Hrubieszowa. I nie traktuję tej perspektywy jak zagrożenia. Tym bardziej, że mam zawód, do którego mogę w każdym momencie wrócić. Z potężnym doświadczeniem, które zdobyłam tutaj w samorządzie”- napisała Marta Majewska, która z zawodu jest prawniczką.
Kilka scenariuszy na przyszłość rozważa też burmistrz Karczewa Michał Rudzki. Jak przyznał, w przyszłej pracy chciałby wykorzystać doświadczenie zdobyte w samorządzie, m.in. podczas zarządzania kryzysowego w czasie pandemii, wojny w Ukrainie i kryzysu energetycznego, a także doświadczenie z zakresu zarządzania tak dużym podmiotem jakim jest gmina posiadająca ponad 20 jednostek organizacyjnych. Nie wyklucza też powrotu do wyuczonego zawodu ani rozpoczęcia nowej działalności gospodarczej w ogrodnictwie, które jest jego pasją.
„Jestem absolwentem trzech kierunków studiów - prawo finansowe i skarbowości, samorząd terytorialny i polityka regionalna, a także prawo zamówień publicznych, więc być może swoje przyszłe życie zawodowe skupię w tym obszarze . (...) Moją pasją jest szeroko pojęta architektura krajobrazu, a więc ogród, ogrodnictwo, pielęgnacja zieleni. Być może rozpocznę działalność gospodarczą w tym obszarze” – powiedział Rudzki.
Choć plany wójtów, burmistrzów i prezydentów są różne, nasi rozmówcy zgodnie nie popierają ustawowego ograniczenia liczby kadencji. Ich zdaniem o tym, kto będzie kierował gminą, powinni decydować mieszkańcy, a nie ustawowy limit.
„Polacy są na tyle mądrym narodem, że potrafią sobie wybrać swojego gospodarza w lokalnym samorządzie. Nie musi im tego nikt układać. Ludzie mają swoją mądrość, swoje doświadczenia i potrafią wybierać” – powiedział burmistrz Szprotawy Mirosław Gąsik.
Zdaniem burmistrza wprowadzenie dwukadencyjności może oznaczać utratę wielu doświadczonych osób, które znają specyfikę gmin i potrafią poradzić sobie w trudnych sytuacjach. Jako przykład podał powódź, która dotknęła Szprotawę w 2024 r., krótko po wyborach samorządowych.
„Gdybym był wtedy świeżo upieczonym burmistrzem, nie poradziłbym sobie z tym zagrożeniem. Byłem już po pierwszej kadencji, znałem ludzi, ścieżki, procedury i możliwości. Dzięki temu sobie poradziliśmy i obroniliśmy naszą gminę” – wyjaśnił burmistrz Gąsik.
Podobne zdanie wyraziła prezydent Świdnicy Beata Moskal-Słaniewska, która również podkreśliła wagę doświadczenia w samorządzie.
„Bycie prezydentem żadna szkoła nie uczy. Tego musi nauczyć życie, umiejętność zbierania doświadczeń i wykorzystywania ich. Dzisiaj, gdyby cokolwiek się działo, mam około dwóch tysięcy numerów w telefonie. Wiedziałabym, gdzie dzwonić i jak organizować pomoc” – powiedziała.
Burmistrz Karczewa Michał Rudzki zwrócił z kolei uwagę, że ograniczenie liczby kadencji może pozbawić samorządy osób z dużym doświadczeniem w zarządzaniu kryzysowym. Jak podkreślił, w ostatnich latach samorządowcy mierzyli się m.in. z pandemią, kryzysem węglowym i napływem uchodźców z Ukrainy.
„Nie narzekaliśmy, tylko zakasaliśmy rękawy, wzięliśmy się do roboty, bo dla nas najważniejsze jest rozwiązywanie problemów, a nie ich tworzenie” – powiedział.
Burmistrz Karczewa zakwestionował też argument, że brak ograniczeń kadencji prowadzi do „zabetonowania” lokalnej władzy. Powołując się na wyliczenia Unii Metropolii Polskich przypomniał, że w ciągu 18 lat w blisko 90 proc. gmin zmienił się wójt, burmistrz lub prezydent miasta. Zwrócił też uwagę na skuteczność referendów odwoławczych, m.in. w Częstochowie, Zabrzu, czy Krakowie.
„Dzisiaj zarzucanie, mówienie, że my jesteśmy zabetonowani, to jest fake news i czysty populizm. (...) Jeśli ktoś przegra w wyborach, to jest demokracja, każdy to uszanuje. Natomiast wyrzucanie nas jeszcze przed wyborami jest niesprawiedliwe. ” – ocenił.
Doświadczenie i ciągłość zarządzania to też jeden z głównych argumentów Marty Majewskiej. Burmistrz Hrubieszowa zwróciła uwagę, że realizacja dużych inwestycji często trwa dłużej niż jedna kadencja, a cały proces zajmuje niekiedy lata.
„Samorząd potrzebuje nowych pomysłów, świeżego spojrzenia i zmiany pokoleniowej, ale potrzebuje również stabilności, ciągłości i strategicznych przedsięwzięć, pamięci instytucjonalnej i doświadczenia” – napisała burmistrz Majewska.
Dwukadencyjność organów wykonawczych gmin, połączona z wydłużeniem jednej kadencji do 5 lat, została wprowadzona w 2018 r.; od tej pory sprzeciwia jej się m.in. środowisko ludowców.
Próbę zniesienia dwukadencyjności podjęło Polskie Stronnictwo Ludowe. Sejm odrzucił jednak 22 października projekt nowelizacji Kodeksu wyborczego. Za jego przyjęciem głosowało 213 posłów, przeciw było 215, a dziewięcioro wstrzymało się od głosu. Po głosowaniu premier Donald Tusk zasugerował, by ponownie rozpatrzyć projekt znoszący dwukadencyjność. „Wróćmy jak najszybciej do tego i przegłosujmy to jeszcze raz” – zaproponował premier.
mc/