Przewodniczący Sekcji Krajowej Oświaty i Wychowania NSZZ "Solidarność" Ryszard Proksa; Fot. PAP/Tomasz Gzell
Podniesienie pensum o 4 godziny oraz likwidacja części ZFŚS i 1000 zł na start dla stażystów sprawiłyby, że nauczyciele sami sfinansowaliby sobie tzw. podwyżki – komentuje Ryszard Proksa, szef oświatowej „Solidarności”.
We wtorek w Ministerstwie Edukacji i Nauki odbyło się posiedzenie zespołu ds. statusu zawodowego pracowników oświaty, podczas którego kierownictwo resortu przestawiło propozycje zmian dotyczące systemu wynagradzania nauczycieli, czasu pracy i awansu zawodowego.
„To, co nam przedstawiono, to pakiet anty-nauczycielskich i anty-oświatowych propozycji” – ocenił Ryszard Proksa, przewodniczący Sekcji Krajowej Oświaty i Wychowania NSZZ „Solidarność” w biuletynie opublikowanym przez związek. „Propozycje ministerstwa bynajmniej nie służą podniesieniu prestiżu zawodu nauczyciela. Są natomiast wyrazem braku szacunku dla tej grupy zawodowej i nieznajomości realnych warunków jej pracy. Takie zdanie wyraziliśmy podczas spotkania w ministerstwie” - poinformował.
Jak podkreślił, mimo medialnych deklaracji ministra Przemysława Czarnka, w propozycjach MEiN nie ma mowy o powiązaniu wynagrodzeń nauczycieli ze średnią płacą w gospodarce narodowej.
„Zamiast tego, nasze pensje zależeć mają od kwoty bazowej ustalanej co roku przez polityków – tak, jak obecnie. Z wielkim ubolewaniem przyjmujemy fakt, iż przez blisko 2,5 roku resort edukacji nie był w stanie przygotować propozycji systemu wynagradzania nauczycieli, o jakim była mowa w negocjacjach w 2019 r.” – skomentował.
Proksa odniósł się też do ogłoszonej przez ministra edukacji i nauki podwyżki nauczycielskich pensji o ponad 1000 zł od następnego roku szkolnego.
„Obecna władza, jak poprzednie, wprowadza w błąd opinię publiczną posługując się kwotami +średniego+ lub +przeciętnego+ wynagrodzenia nauczyciela. Są one zawyżone, bo wlicza się do nich np. odprawy emerytalne czy wysokie dodatki kadry kierowniczej. Takich pieniędzy nie zarabia przeciętny nauczyciel” - zaznaczył. „W związku z pomysłem podniesienia pensum o 4 godziny oraz likwidacji części zakładowego funduszu świadczeń socjalnych i 1000 zł na start dla stażystów, nauczyciele sfinansowaliby sobie tzw. podwyżki sami” - powiedział.
Przypomniał, że w ustawie budżetowej na 2022 rok nie ma zaplanowanych pieniędzy na podwyżki w oświacie.
Szef oświatowej „S” ustosunkował się także, do wtorkowej wypowiedzi wiceministra Dariusza Piontkowskiego, który powiedział, że propozycja podniesienia pensum do 22 godzin, to tak naprawdę zwiększenie o jedną godzinę. Przeciętnie bowiem nauczyciel ma obecnie 3 godziny ponadwymiarowe, czyli 21 godzin.
„Brakująca godzina przemnożona przez liczbę ok. 700 tys. pracujących dziś nauczycieli daje 700 000 godzin, czyli ponad 30 000 brakujących etatów. Zatem około 30 tys. nauczycieli straciłoby pracę. Przykładem są nauczyciele edukacji wczesnoszkolnej, mający ze swoimi uczniami klas I - III 18 godzin zajęć. Małe dzieci nie mogą mieć więcej zajęć tygodniowo. Skąd zatem mają się wziąć brakujące 4 godziny? Nauczyciele straciliby zatrudnienie w pełnym wymiarze. Dlatego +Solidarność+ nigdy nie zgodzi się na podniesienie pensum” - zastrzegł.
Odnosząc się do pomysłu MEiN, by niezależnie od czasu prowadzenia lekcji nauczyciel był dostępny w szkole dla uczniów i rodziców przez 8 godzin tygodniowo, wskazał, że w szkole nie ma zapewnionego odpowiednio wyposażonego miejsca do spokojnej pracy.
„Ministrowie edukacji zmieniają się, a żaden z nich nie chce podjąć tematu standaryzacji w oświacie, którą postulujemy od wielu lat. Przewodniczący SKOiW NSZZ „Solidarność” negatywnie ocenił też propozycję kwotowego określania minimalnych dodatków do wynagrodzenia zasadniczego nauczycieli. „Kwotowe określanie wysokości dodatków jest dużo bardziej niekorzystne niż np. procentowe. Każdego roku, z powodu inflacji (ostatnio powyżej 5 proc.), siła nabywcza wynagrodzeń maleje. Jestem temu zdecydowanie przeciwny” - zaznaczył.
Zapowiedział, że zwoła nadzwyczajne posiedzenie Rady Krajowej Sekcji Oświaty i Wychowania. „Podejmiemy decyzję o naszych kolejnych krokach. Nie wykluczamy żadnej formy protestu” - poinformował.
MEiN proponuje podwyższenie tygodniowego obowiązkowego wymiaru godzin zajęć nauczycieli o 4 godziny (z wyjątkiem nauczycieli wychowania przedszkolnego). Jednocześnie proponuje, aby nauczyciel zatrudniony w pełnym wymiarze czasu pracy (z wyjątkiem nauczycieli przedszkoli) zobowiązany był „do bycia dostępnym” dla uczniów i nauczycieli w szkole w wymiarze 8 godzin tygodniowo.
Resort proponuje też m.in. wprowadzenie przeciętnego wynagrodzenia nauczycieli zamiast średniego, ustalanego na podstawie kwoty bazowej ogłaszanej corocznie w ustawie budżetowej. Będzie ono wynosiło dla: nauczyciela bez stopnia awansu zawodowego – 140 proc., nauczyciela mianowanego – 181 proc., nauczyciela dyplomowanego – 219 proc. kwoty bazowej. aba/