Przy regulowaniu rynku prasy samorządowej trzeba stawiać na drogowskazy, a nie bariery – uważa dr Dariusz Krawczyk, który bada ten rynek
Przy regulowaniu rynku prasy samorządowej trzeba stawiać na drogowskazy, a nie bariery – uważa dr Dariusz Krawczyk, który bada rynek prasy samorządowej. O wprowadzenie zakazu wydawania prasy finansowanej przez samorządy kilkakrotnie występował w ostatnich latach Rzecznik Praw Obywatelskich.
Medioznawcy przeprowadzili badania na terenie Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropoli, z których wynika, że 88 proc. tamtejszych samorządów wydaje prasę w postaci gazet tradycyjnych.
– Ten obszar badawczy, to taka mała Polska pod mikroskopem i chcieliśmy zobaczyć, jak tam wygląda działalność informacyjna i promocyjna samorządów, z wykorzystaniem prasy samorządowej, na terenie tych 41 miast i gmin woj. śląskiego – powiedział Serwisowi Samorządowemu PAP dr Dariusz Krawczyk, wykładowca akademicki z Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach, naczelnik wydziału kontaktów społecznych UM Zabrze, członek Polskiego Towarzystwa Komunikacji Społecznej.
Większość badanych gazet samorządowych (61 proc.) jest wydawana bezpośrednio przez organ gminy bądź wydziały urzędów, pozostałe przez ośrodki kultury, biblioteki lub inne specjalnie powołane w tym celu podmioty.
Na terenie GZM dominuje prasa bezpłatna. – Zaledwie 14 proc. czasopism wydawanych na tym terenie nie była darmowa i kosztowała od 1,5 zł do 3 zł – wylicza dr Krawczyk. – Często podnoszony jest zarzut, że za pieniądze podatnika wydawana jest prasa konkurencyjna wobec komercyjnej. Badacz zgadza się z opinią prof. Michała Kuleszy, że należałoby dążyć do tego, aby te wydawnictwa były biuletynami informacyjnymi, a nie prasą rywalizującą z gazetami prywatnymi.
Wśród samorządów wydających prasę na terenie GZM 66 proc. upowszechniało ją w formie miesięczników, a pozostałe jako tygodniki i kwartalniki.
Rzecznik Praw Obywatelskich w ostatnich latach kilkakrotnie występował w sprawie wydawania prasy przez samorządy, domagając się wprowadzenia zakazu wydawania prasy finansowanej przez samorządy. Władze samorządu terytorialnego nie powinny wydawać prasy, ale jedynie biuletyny z obiektywnymi informacjami i komunikatami urzędowymi – argumentował RPO Adam Bodnar.
Jego wątpliwości budzi m.in. kwestia łączenia przez pisma samorządowe funkcji publicznych z działalnością gospodarczą. Obawy te dotyczą w szczególności tego, iż samorząd może wydawać pismo w oderwaniu od zasad rynkowych, z pomocą środków publicznych oraz przy wsparciu zatrudnionych urzędników, którzy redagują jego treść w ramach obowiązków służbowych.
Wydawana przez jednostki samorządu terytorialnego prasa jest często rozprowadzona bezpłatnie, a zatem jest pozbawiona ważnego – standardowego dla prasy prywatnej – źródła finansowania, które jest uzupełniane ze środków publicznych.
Z reklamą czy bez?
RPO zwracał również uwagę, że bardzo niepokojący – z punktu widzenia zasady społecznej gospodarki rynkowej – jest udział prasy samorządowej w rynku reklamowym, który niejednokrotnie warunkuje funkcjonowanie prywatnej prasy lokalnej.
Publikowanie reklam przez prasę samorządową jest osią sporu w debacie publicznej na temat prasy samorządowej. Okazuje się, że niektóre izby obrachunkowe, np. w Rzeszowie, czy we Wrocławiu stwierdziły, że publikowanie płatnych reklam przez prasę samorządową jest niedopuszczalne. Natomiast izba obrachunkowa w Opolu stwierdziła, że niedopuszczalne jest zabronienie publikacji reklam przez prasę samorządową, bo skoro działają w oparciu o prawo prasowe, to gazeta ma prawo publikować reklamy.
Według badań dr Krawczyka, na terenie GZM ponad połowa gazet samorządowych w ogóle nie publikowała reklam. Pozostałe czasopisma, które są prasą samorządową, umieszczają płatne lub bezpłatne reklamy.
– Skoro istnieją sprzeczne uchwały izb, więc być może ten kierunek wymagałby uregulowania – przyznał badacz. - Są bowiem gminy, gdzie gazeta wydawana przez wydział urzędu nie upowszechnia treści promocyjnych, a w innych podobna gazeta mimo to publikuje reklamy. Jest to bardzo uznaniowe i zależy np. od decyzji wójta.
Wśród wydawanych na terenie GZM gazet samorządowych dominują periodyki, które były drukowane w nakładzie do 3 tys. egzemplarzy. Były też w przypadku miast na prawach powiatu znacznie wyższe nakłady – podał ekspert.
Pytany o to, czy powinny zostać wprowadzone prawne regulacje, które uporządkują rynek prasy wydawanej przez samorządy, podkreślił, że należałoby w tej kwestii być ostrożnym. Są tereny w kraju, gdzie prasy lokalnej nie ma. Na tych terenach prasa regionalna nie jest w stanie zabezpieczyć na bieżąco potrzeb informacyjnych mieszkańców, a komercyjnym podmiotom nie opłaca się prowadzić tego typu działalności.
- W tym momencie mieszkańcy są pozbawieni prasy lokalnej, bo mają tylko gazety regionalne, ale nie ma tych lokalnych. W to miejsce wchodzi działalność wydawnicza samorządów, która jest oczekiwana przez mieszkańców – ocenił dr Krawczyk.
Z analizy zawartości gazet samorządowych w skali ogólnopolskiej, którą przeprowadził dr Krawczyk, wynika, że w większości są to gazety tzw. dobrej nowiny. – Informują o rzeczach, które dzieją się w danej gminie, ale nie uczestniczą w polemikach, rywalizacji. Nawet jeśli jakaś prywatna gazeta coś zarzuca samorządowi, to czasopisma samorządowe raczej nie wchodzą w polemikę. Informują tylko o wydarzeniach w danej gminie – ocenił dr Krawczyk. Dodał, że oczywiście zdarzały się gazety, szczególnie kiedy zbliżały się kampanie wyborcze, które zaczęły przypominać foldery reklamowe.
Komunikacja przenosi się do Internetu
Specjalista ds. komunikacji zaznaczył jednocześnie, że dyskusja o prasie samorządowej wydawanej tradycyjnie jest anachroniczna, biorąc pod uwagę tendencje na rynku mediów. - Tradycyjna samorządowa prasa drukowana jest gatunkiem schyłkowym. Komunikacja przenosi się do cyberprzestrzeni – podkreślił dr Krawczyk.
Jego zdaniem, rozwój technologiczny powoduje, że niektóre nośniki jak media społecznościowe, będą coraz częściej wykorzystane nie tylko w polityce informacyjnej samorządów, ale również w komunikacji perswazyjnej (promocji i reklamie).
Dlatego – zdaniem eksperta – nadmierne koncentrowanie się na przepisach odnoszących się do prasy tradycyjnej, a pozostawienie całej sfery komunikacji internetowej samorządów bez takich uregulowań, byłoby wadliwe i niepełne. Jednocześnie konstruowanie precyzyjnych obostrzeń wobec funkcjonowania mediów społeczościowych niebezpiecznie zbliża nas do sytuacji, kiedy tworzymy prawo, którego nie będzie można wyegzekwować – zauważył dr Krawczyk.
Pokazać kierunek
Jego zdaniem, jeśli chodzi o wydawanie prasy samorządowej, trzeba postawić na zaufanie względem władz samorządowych, które pochodzą z wyboru i dlatego są rozliczane przez mieszkańców. - Jeżeli ktoś w sposób nadmierny, niewłaściwy lub wręcz szkodliwy korzysta z tych narzędzi, to po czterech dotychczas, a obecnie po pięciu latach, zostanie zweryfikowany przez wyborców – powiedział ekspert ds. komunikacji.
Jego zdaniem, jeśli chodzi o wprowadzanie regulacji rynku prasy samorządowej, to przepisy powinny pełnić rolę drogowskazu, wyznaczającego pożądany kierunek działań komunikacyjnych, zamiast tworzyć administracyjne bariery dla przekazu informacji.
Przyznał, że istnieje takie zagrożenie, że wiele gazet samorządowych jest wydawane przez osoby, które nie mają doświadczenia dziennikarskiego i mogą nie rozumieć, że pewne kanony etyczne są przypisane dziennikarstwu, a nie są tożsame z sytuacją gazet reklamowych.
- Dlatego wytyczenie kierunku, w którym powinna się rozwijać komunikacja społeczna samorządu, jest jak najbardziej celowe. Ale nadmierne tworzenie przepisów regulujących poszczególne kwestie z zakresu np. periodyczności, układu graficznego, zasad redagowania i kolportażu prasy samorządowej może spowodować, że potem nie będą one egzekwowane – zaznaczył ekspert.
Rozmawiała: Anna Mikołajczyk-Kłębek
amk/ woj/