W dniach 18-19 sierpnia odbyła się Czwarta - i niestety ostatnia już w tym roku „Noc Piżamowa," której organizatorem było Gminne Centrum Kultury i Sportu w Żarowie przy współpracy Świetlicy wsparcia dziennego Żarowskiego Stowarzyszenia „Edukacja"
W dniach 18-19 sierpnia odbyła się Czwarta - i niestety ostatnia już w tym roku „Noc Piżamowa," której organizatorem było Gminne Centrum Kultury i Sportu w Żarowie przy współpracy Świetlicy wsparcia dziennego Żarowskiego Stowarzyszenia „Edukacja".
W czwartkowe popołudnie, przed GCKiS zaczęli gromadzić się uczestnicy „nocnych wojaży". Dzieci z plecakami, śpiworami, obowiązkowymi latarkami i in. niezbędnym (tylko dzieciom) ekwipunkiem. Z entuzjazmem i zaangażowaniem podejmowały się zadań przygotowanych przez opiekunów.
Zanim koło piżamowej nocy zostało wprawione w ruch, dzieci pożegnały się z rodzicami i już był gotowe do działania. Po spisaniu Kontraktu, który dzieci same ustaliły i podpisaniu go własnoręcznie przyszedł czas na zabawę. Tematyką ostatniej nocy piżamowej było życie małych Indian, ich zabawy i zdobywanie sprawności by stać się dzielnym Indianinem. „Blade twarze" przywitał szczep Żarowskich Siuksów z Wielkim Wodzem „Wędrownym Sokołem na czele, którzy odtańczyli indiański taniec i przywitali zebranych - Howgh!
Podczas zajęć plastycznych dzieciaki miały okazję zrobić własnoręcznie talizmany (Łapacze Snów), które zdobiły szyje dzieci przez cały wieczór. Następnie zaproszono wszystkich do uczestnictwa w indiańskich zabawach przed „osadą". By zostać Żarowskim Indianinem każdy „piżamowiec" musiał przejść przez przygotowany przez opiekunów „park sprawności": „Polowanie na bizony" - rzut do celu, „Równoważnia Szoszonów" - przejście po wąskiej ławce, „Bizonie oczy" - umieszczenie dwóch piłeczek minigolfa w dołkach, oraz „Szybujący orzeł" - złapanie piłeczki „łapką" z rzepami. Każda konkurencja była skrupulatnie odnotowywana w karnetach dzieci. Po zaliczeniu wszystkich zadań, kandydat na indianina mógł wejść do Tipi - indiańskiego namiotu, gdzie Szamanka pomalowała mu twarz, zawiązała bransoletkę plemienną na nadgarstku oraz przyozdobiła małego Siuksa opaską, zawiązując mu ja na głowie i wtykając „orle" pióro. Warto dodać, że każde dziecko poradziło sobie ze wszystkimi trudnościami z uśmiechem na twarzy.
Wśród radosnych krzyków, niepostrzeżenie przyszedł czas na kolację. Głodni żarowscy indianie nie wybrzydzali przygotowaną dla nich strawą. Kiełbaski z grilla, które upiekł sam Wielki Wódz, smakowały wybornie a i dokładek nie zabrakło. Kiedy głód małych indian został zaspokojony i pragnienie przestało dokuczać, wszyscy udaliśmy się do „osady" by przygotować nocleg. Gdy na „prerii" zapadł zmrok, plemię Siuksów było gotowe na nocny wymarsz. Uzbrojeni w latarki podążyli szlakiem „Wielkiej Niedźwiedzicy" ku „Wężowej Przełęczy" (ul. Węglowa). Przedzierając się przez ciemności i gęsto porośniętą roślinnością przełęcz, dotarliśmy do śladów szeroko zakrojonych działań „bladych twarzy" (przyszła drogo szybkiego ruchu). Ślady „wrogich" działań prowadziły w różnych kierunkach.... ale o tym opowiem innym razem. Po powrocie do „obozu", po wieczornej toalecie, jeszcze długo było słychać ciche szepty i śmiechy w domostwach indian. Ranek nadszedł szybko. Po szybkiej porannej toalecie, wygłodzeni „piżamowcy" ze smakiem zjedli przygotowane śniadanie. Nikt nie marudził, nikt nie był śpiący... wszyscy gotowi do działania. Najpierw szybkie sprzątanie i pakowanie swojego dobytku i jeszcze trochę zabawy. Dzieci poznały trzy tańce integracyjne, obejrzały krótką prezentację multimedialną wczorajszego dnia i na zakończenie, od rady starszych otrzymały indiańskie certyfikaty, pamiątkowe „plemienne" zdjęcie i drobny upominek.
Mamy nadzieję, że wszystkie tegoroczne edycje „Nocy Piżamowej" sprawiły wielką frajdę młodym uczestnikom i spotkamy się z nimi za rok aby przeżywać kolejne przygody, na kolejnej już piątej „Nocy Piżamowej."
Elżbieta Kulas
zam. /kp/