Fot. PAP/Albert Zawada
Braki kadrowe, przeciążenie SOR-ów i personelu i zbyt długi czas dojazdu karetek – to tylko niektóre z wyników kontroli systemu ratownictwa medycznego przeprowadzonej przez NIK. „Niedobory kadrowe są jedną z głównych przyczyn niechlubnych rekordów dotyczących czasu pracy, jakie padają na oddziałach czy w zespołach ratownictwa medycznego” – przekazali kontrolerzy.
Najwyższa Izba Kontroli opublikowała raport z kontroli systemu ratownictwa medycznego. Kontrolą objęto: Ministerstwo Zdrowia, pięć urzędów wojewódzkich, Lotnicze Pogotowie Ratunkowe, 10 szpitali prowadzących SOR-y i pięciu dysponentów zespołów ratownictwa medycznego.
Zdaniem NIK, największym problemem w systemie ratownictwa medycznego jest brak lekarzy chętnych do pracy w ratownictwie medycznym. Dodała, że braki kadrowe uzupełniano dzięki pracy ponad normę.
„W dziewięciu szpitalach niektórzy lekarze pracowali nieprzerwanie na SOR-ach przez ponad 24 godziny (…). Skrajny przypadek to lekarz, który w Radomskiej Stacji Pogotowia Ratunkowego pracował przez 144 godziny, co odpowiada sześciu dobom” – podała NIK.
Długotrwałe świadczenie pracy dotyczyło także ratowników medycznych. W wojewódzkiej stacji pogotowia w Szczecinie jeden z nich przepracował w miesiącu 456 godzin, co oznacza średnio ponad 15 godzin każdego dnia.
„Przedłużanie dyżurów było możliwe dzięki zatrudnianiu pracowników medycznych na podstawie umów cywilnoprawnych, w przypadku których, w przeciwieństwie do umów o pracę, nie stosuje się limitów czasu pracy. To rozróżnienie funkcjonuje, mimo że fizyczne i intelektualne możliwości świadczenia pracy nie są zależne od rodzaju podpisanej umowy” – wyjaśnili kontrolerzy.
Problemem okazało się też przeciążenie SOR-ów. Jak wykazała kontrola, niemal połowa pacjentów, którzy tam trafiali, nie wymagała pilnej pomocy w oddziale ratunkowym, a tylko 6,2 proc. pacjentów znajdowało się w grupie najwyższego zagrożenia.
„Niemal 45 proc. osób, które trafiły na szpitalne oddziały ratunkowe, otrzymało w systemie zarządzającym trybami obsługi pacjenta (TOPSOR) taką kategorię pilności, która umożliwiała skierowanie ich do podstawowej opieki zdrowotnej. Z takiej możliwości personel szpitalnych oddziałów ratunkowych korzystał jednak rzadko” – czytamy w komunikacie.
Problemem okazał się też czas dotarcia karetki do chorego. Jak czytamy, we wszystkich województwach objętych kontrolą pacjenci zbyt długo czekali na przyjazd zespołu ratownictwa medycznego. Czasy przyjazdu były przekroczone w przypadku od 21,5 proc. wyjazdów w województwie kujawsko-pomorskim do 37,8 proc. w województwie mazowieckim.
Pozytywnie NIK oceniła wyposażenie ambulansów, śmigłowców oraz szpitalnych oddziałów ratunkowych w wymaganą aparaturę i sprzęt medyczny; SOR-y zapewniały pacjentom dostęp do diagnostyki obrazowej (USG, RTG, tomografia komputerowa czy rezonans magnetyczny) oraz badań laboratoryjnych.
W wyniku kontroli NIK wniosła do resortu zdrowia o podjęcie kompleksowych działań zmierzających do zwiększenia zasobu kadrowego lekarzy systemu, wprowadzenie do wojewódzkich planów działania systemu liczby łóżek w jednostkach organizacyjnych szpitali wyspecjalizowanych w zakresie udzielania świadczeń zdrowotnych niezbędnych dla ratownictwa medycznego zabezpieczanych na potrzeby osób w stanie nagłego zagrożenia zdrowotnego oraz o określenie minimalnego wyposażenia ambulansów w produkty lecznicze.
Do wojewodów NIK wniosła o uwzględnianie przy planowaniu rozmieszczenia ZRM prawa pacjentów do równego dostępu do świadczeń zdrowotnych i zapewnienie wymaganej obsady stanowisk dyspozytorskich. Z kolei do kierowników szpitali prowadzących SOR wniesiono o określenie parametrów czasu na podjęcie decyzji przez lekarza SOR o przyjęciu na oddział i przeniesieniu na inny oddział w celu kontynuacji leczenia oraz o ustalenie liczby łóżek szpitalnych w jednostkach wyspecjalizowanych w udzielaniu świadczeń zdrowotnych niezbędnych dla ratownictwa medycznego dla pacjentów przenoszonych z SOR.
mc/