Starosta Pilski Eligiusz Komarowski, fot. PAP/Jakub Kaczmarczyk
Prokuratura przedstawiła staroście pilskiemu Eligiuszowi Komarowskiemu zarzuty zniesławienia i znieważenia lekarzy. Sprawa dotyczy ubiegłorocznych wpisów samorządowca w mediach społecznościowych, w których miał określać medyków mianem m.in. buców czy nieuków.
O sprawie jako pierwsze poinformowało w środę radio RMF.FM. Rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Poznaniu prok. Łukasz Wawrzyniak potwierdził PAP, że staroście pilskiemu przedstawiono trzy zarzuty dotyczące znieważenia i zniesławienia lekarzy za pośrednictwem mediów społecznościowych. "Nie przyznał się do winy i odmówił składania wyjaśnień" – powiedział prokurator.
Starosta pilski Eligiusz Komarowski powiedział w środę PAP, że postawione mu zarzuty są bezpodstawne. "Nigdy w tej sprawie nie byłem wcześniej przesłuchiwany. W mojej ocenie to zemsta za bezkompromisową obronę praw pacjentów pilskiego szpitala" - podkreślił.
"Z mojego konta na Facebooku, które obsługuje kilka osób, użyto wobec niektórych przedstawicieli zawodu lekarskiego takich słów jak +buc+ i +gwiazdor+" – przyznał Komarowski. Zaprzeczył, by we wpisach wobec lekarzy użyto określenia "warchoły".
Jak dodał, w podległym mu szpitalu od dwóch lat są wprowadzane zmiany. "Wspólnie z dyrekcją placówki zakazaliśmy pewnych praktyk, które w szpitalu były realizowane, a które to nie miały oparcia w obowiązujących przepisach prawa. Dla nas dobro pacjenta stanowi najwyższą wartość" – zaznaczył.
Według starosty cała sprawa to atak inspirowany przez dwóch lub trzech lekarzy, którzy pracują lub pracowali w pilskim szpitalu. Ocenił, że sprawa powinna być rozpatrywana co najwyżej na gruncie prawa cywilnego. Zapowiedział także podjęcie kroków prawnych, m.in. powiadomienie prokuratury o złożeniu fałszywego zawiadomienia o możliwości popełnienia przestępstwa.
"Ściganie mnie z artykułów kodeksu karnego, których treść od lat krytykuje m.in Helsińska Fundacja Praw Człowieka nie ma podstaw faktycznych. Sprawa ma drugie i trzecie dno, o których na ten moment nie mogę jeszcze mówić" - dodał Komarowski.
Konflikt pomiędzy starostą pilskim a medykami sięga przełomu maja i czerwca ubiegłego roku, kiedy Komarowski nagłośnił w mediach społecznościowych sprawę lekarki, która pomimo objęcia kwarantanną pojechała samochodem do szpitalnego punktu poboru wymazów, tzw. drive-thru. "Pani doktor została dwukrotnie ukarana – najpierw przez Państwowego Powiatowego Inspektora Sanitarnego w Pile karą 500 zł. Potem złożyła odwołanie do Wojewódzkiego Inspektora Sanitarnego i ta kara została utrzymana" – podkreślił starosta.
Sprawę internetowych wpisów starosty do prokuratury w lipcu skierowała Wielkopolska Izba Lekarska. Jej prezes lek. Artur de Rosier zaznaczył w środę, iż Izba w czerwcu odpowiedziała na apel lekarzy z Piły. "Nie mogli normalnie pracować. Byli zniesławiani w mediach społecznościowych. To powodowało negatywne nastawienie i pacjentów, i rodzin. Po prostu utrudniało normalną, codzienną pracę" – powiedział.
W ubiegłym roku członkowie WIL wspólnie z lekarzami z Piły protestowali przed tamtejszym szpitalem. Medycy żądali od samorządowca przeprosin. Domagali się także, by starosta przestał rozpowszechniać informacje naruszające ich dobra osobiste, "w tym określania lekarzy +bucami+, +warchołami+, +leniami+, +olewaczami+, +nieukami+, +gwiazdorami+ i +nieodpowiedzialnymi, goniącymi za pieniędzmi ludźmi bez empatii+".
Izba poinformowała, że o publikację przeprosin na drodze pozasądowej zwróciło się 57 lekarzy, jednak Komarowski nie spełnił żądania. Według medyków, postępowanie starosty prowadziło m.in. do odchodzenia lekarzy z pracy.
W listopadzie ub. roku WIL poinformowała, że na jej wniosek Sąd Okręgowy w Poznaniu wydał postanowienie o zabezpieczeniu roszczeń związanych z naruszeniem dóbr osobistych lekarzy przez starostę pilskiego i uwzględnieniu występowania Izby w imieniu lekarzy oraz reprezentowania ich przed sądem.
De Rosier nie chciał oceniać postępowania toczącego się w prokuraturze. "Nam przede wszystkim zależy, żeby spokojnie i normalnie pracować. Natomiast nie możemy sobie pozwolić, żeby nas zniesławiać, znieważać, żeby utrudniać naszą codzienną, trudną w końcu pracę" - podkreślił.
Za znieważenie za pomocą środków masowego komunikowania grozi grzywna, kara ograniczenia albo pozbawienia wolności do roku.
szk/ jjk