Miast nie stać na wszystkie potrzebne inwestycje drogowe – tłumaczy Andrzej Porawski. Dyrektor biura Związku Miast Polskich odpiera zarzuty NIK, jakoby największe aglomeracje nie radziły sobie z inwestycjami transportowymi. Zdaniem Porawskiego NIK w swoim raporcie nie przeprowadziła rzetelnej analizy przyczyn złego stanu dróg miejskich. Według niego wnioskiem z takiej analizy nie powinno być stwierdzenie, że miasta sobie nie radzą, tylko miast nie stać na wszystkie potrzebne inwestycje.
Winą za to, Porawski obarcza zły system finansowania oraz wydatki na remonty obiektów, które budowano jeszcze w latach 70-tych.
- Wysiłek miast jest duży i taki, na jaki miasta stać - stwierdza Porawski. Zaznacza, że dochody własne miast w ostatnim czasie znacząco spadły z powodu zmian w systemie podatku PIT. Jego zdaniem spowoduje to dalszy spadek możliwości inwestycyjnych samorządów.
Jak podkreśla, większość miast dużą część środków wydaje na modernizację istniejących już dróg, a nie na budowę nowych. - W wielu miejscach w Polsce są np. rozbierane wiadukty i budowane nowe na ich miejscu, czyli nie następuje żadna znacząca zmiana. Wydajemy pieniądze na to, co już jest, aby nie pogarszać jeszcze bardziej sytuacji – podkreśla dyrektor.
– Może gdyby miasta pobierały myto, byłoby lepiej, ale takich rozwiązań nikt nie wprowadził do tej pory – podsumowuje.
Przypomnijmy, przed kilkoma dniami NIK skrytykowała władze ośmiu największych polskich aglomeracji za opóźnienia w realizacji inwestycji usprawniających przejazdy po miastach.
Kontrolerzy wytknęli m.in. Warszawie to, że w latach 2004 – 2009 nie powstał żaden most, nie zakończono budowy żadnej obwodnicy ani drogi szybkiego ruchu, łączących dzielnice miasta.
Według NIK najważniejsze inwestycje, czyli obwodnice, mosty, trasy przyspieszone i ekspresowe – choć planowane od lat - we wszystkich skontrolowanych miastach były opóźnione, a ich koszty wciąż rosną.
Czytaj także:
"Miasta przegrywają z korkami" /mp/