Nie znałem faktycznej sytuacji finansowej miasta. Gdybym ją znał, nie podjąłbym się zadania – mówi Kazimierz Tułodziecki, zastępujący burmistrza w Nieszawie. Zadłużenie miasta sięga 50 proc
- Nie znałem faktycznej sytuacji finansowej Nieszawy. Zadłużenie miasta sięga 50 proc., a do zamknięcia budżetu brakuje 1,1 mln zł. Gdybym to wiedział nie podjąłbym się zadania – mówi Kazimierz Tułodziecki, zastępujący burmistrza w Nieszawie.
Mateusz Kicka: Andrzej Nawrocki, były burmistrz, przekonywał, że Nieszawa stanęła na skraju bankructwa. Od czego zacznie Pan ratunek miasta?
- Kazimierz Tułodziecki, zastępujący burmistrza w Nieszawie: - Patrzymy dzisiaj na realia budżetu i biorąc pod uwagę raport RIO stawiamy diagnozę i tworzymy program naprawczy. Samorząd musi realizować zadania, które są mu ustawowo przypisane. Aby było to możliwe musimy poprawić obecną sytuację, która nie należy do najprostszych. Dlatego powołany został zespół ds. programu naprawczego, który prowadzi rozmowy, analizuje fakty i szuka odpowiedniego rozwiązania.
Mówi Pan, że jest to trudna sytuacja. Spotykał się Pan z podobnymi?
- W dzisiejszych czasach samorządom generalnie nie jest łatwo. Gromadzenie środków wymaga serii skomplikowanych zabiegów, a zmniejszanie wydatków nie przysparza popularności. Sytuacja w Nieszawie wymaga większej niż dotychczas aktywności w pozyskiwaniu środków finansowych.
Czy jest tak źle jak opisywał to Andrzej Nawrocki, były burmistrz?
- Sytuacja jest rzeczywiście dramatyczna. Mamy tu ponad 47 proc. zadłużenia. Do zamknięcia budżetu brakuje ponad miliona złotych, a deficyt wydatków bieżących sięga 700 tys. zł. Nakłady te wynikają m.in. z oświaty i będą rosnąć w związku z okresem jesienno – zimowym, wymagającym ogrzewania. Do tego trzeba dodać podwyżki płac dla nauczycieli i wiele innych wydatków.
Ma pan pomysły jak uchronić miasto przed bankructwem?
- Musimy zwiększyć dochody przy jednoczesnym zmniejszeniu wydatków. Oczywiście są już pomysły. Chcemy skupić się na upłynnieniu zbędnego mienia, w tym działek budowlanych. Uzyskane w ten sposób środki poprawią płynność finansową miasta.
Ponadto trwają prace nad szczegółowym programem naprawczym. Przeprowadziłem spotkania z przedstawicielami jednostek podległych urzędowi miasta. W najbliższej przyszłości planuję odbyć spotkanie z przedsiębiorcami i radą miejską.
Trzeba będzie podjąć niepopularne decyzje ograniczające wydatki.
Przez dwa tygodnie ratusz świecił pustkami. Oprócz burmistrza nie było jego zastępcy ani sekretarza. Powoła Pan swój zespół w ratuszu, żeby zastąpić tych ludzi?
- Na tym etapie nie przewiduję wzrostu liczby etatów. Muszę obniżać koszty płacowe. Zresztą nie uważam, żeby było to teraz potrzebne. Sam sobie poradzę.
Czyli nie przewiduje Pan wkroczenia komisarza?
- Nie zastawiałem się nad tym. Decyzja należy do premiera i wojewody. Zobaczymy jak radni zareagują na program naprawczy, który przedstawię. Moja wizja musi zyskać akceptację rady. Taka jest istota demokracji. Rada jest lokalnym parlamentem, który daje przyzwolenie do takich czy innych działań.
Wychodzę jednak z założenia, że będę pełnił tu funkcję do momentu wyłonienia nowego burmistrza.
Czy gimnazjum i liceum zostaną przeniesione do Ciechocinka? Poprzedni burmistrz wskazywał to jako prawdopodobny scenariusz ratowania budżetu.
- Zrobimy tak, żeby przeniesienia nie były konieczne. Na tę chwilę myślę, że może nam się udać.
Jak pan odebrał propozycję wojewody?
- Byłem zaskoczony. Zwłaszcza, że nie zdawałem sobie sprawy jaki jest faktyczny stan finansów. Dotarło to do mnie dopiero po przejrzeniu raportów. Przyznam szczerze, że byłem zdumiony skalą dysproporcji w budżecie.
Zapoznał się Pan z dokumentami dopiero po objęciu stanowiska?
- Tak.
Więc nie wiedział Pan na co się decyduje?
- Myślałem, że problem dotyczy 500 - 700 tys. zł. Okazało się, że aby zamknąć budżet potrzeba 1,1 mln zł, a miasto zadłużone jest na ponad 47 proc. Nie zdawałem sobie sprawy ze skali zjawiska.
Gdyby wiedział Pan od początku jaka jest sytuacja, czy zdecydowałby się Pan objąć stanowisko po burmistrzu?
- Myślę, że po rozważeniu propozycji odmówiłbym.
/kic/