Fot. PAP/Albert Zawada
Rada miasta Katowice przyjęła w poniedziałek uchwałę ws. wprowadzenia strefy czystego transportu (SCT). Katowicka SCT ma od 29 czerwca br. obejmować ścisłe śródmieście.
Uchwała wyłącza bez ograniczeń pojazdy mieszkańców Katowic i pozostałych gmin Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii, będących w ich posiadaniu przed dniem ustanowienia SCT.
W przypadku pojazdów mieszkańców spoza Katowic i Metropolii oraz przy zmianie pojazdu na inny w przypadku mieszkańców Katowic i GZM, do SCT w Katowicach będą mogły wjeżdżać: od 29 czerwca br. do 30 czerwca 2029 r. pojazdy mieszkańców Katowic, z silnikami benzynowymi od Euro 3 (lub z 2000 r. i młodsze) oraz diesle od Euro 4 (lub od 2005 r.). Od połowy 2029 r. i od początku 2034 r. normy te mają być zaostrzane.
Z kolei pojazdy samochodowe inne, niż mieszkańców Katowic, będą mogły wjeżdżać do SCT od 29 czerwca 2026 r. do końca 2033 roku, pod warunkiem spełnienia norm Euro 3 dla silników benzynowych i euro 5 dla diesli, a od 2034 r. - Euro 4 dla silników benzynowych i Euro 6 dla diesli.
Zgodnie z projektem korzystanie z SCT nie będzie wiązało się z potrzebą uzyskiwania zezwoleń czy umieszczania na pojazdach specjalnych naklejek. W Katowicach nie planuje się też wprowadzania opłat za wjazd do Strefy. Pojazdy niespełniające wymogów będą mogły docierać do celu, korzystając z alternatywnych tras przebiegających poza obszarem SCT.
Jak wyjaśnia miasto, wprowadzenie SCT wynika z wymogów Komisji Europejskiej, która w listopadzie ub. roku skierowała do Trybunału Sprawiedliwości UE sprawę przeciwko Polsce w związku z przekroczeniem norm dwutlenku azotu (NO2) w powietrzu (40 mikrogramów na metr sześcienny) - jako ostatni krok w procedurze o naruszenie unijnego prawa, uruchomionej w 2016 r. KE zwróciła uwagę, że w aglomeracji krakowskiej i górnośląskiej poziomy NO2 przekraczały granice norm przez odpowiednio 15 i 14 lat.
Zgodnie ze stanowiskiem KE oraz Ministerstwa Klimatu i Środowiska katowicki samorząd został zobligowany do wprowadzenia SCT, choć argumentował, że decyzja Komisji opiera się na danych historycznych i aktualne wyniki nie wskazują przekroczeń poziomu dopuszczalnego dla NO2 w Katowicach (są na poziomie 60-70 proc. normy).
W Katowicach działa jedna z 18 w kraju stacji Głównego Inspektoratu Ochrony Środowiska, monitorujących jakość powietrza przy drogach. Do marca 2025 r. stacja ta była zlokalizowana przy autostradzie A4 - jednej z najbardziej obciążonych arterii tranzytowych w Polsce. Miasto argumentowało, że natężenie tranzytu powodowało przekroczenia w tym miejscu poziomów dopuszczalnych NO2 dla całej aglomeracji, choć wyniki nie były miarodajne ani dla ruchu miejskiego ani dla oceny zasadności wprowadzenia SCT.
Dlatego w ub. roku stacja ta - w porozumieniu z GIOŚ - została przeniesiona do innej części miasta, na ul. Dudy-Gracza, o czym został powiadomiony resort klimatu. Jej wskazania nie przekraczają norm.
Na początku grudnia ub. roku do katowickiego magistratu wpłynęło jednak pismo MKiŚ, w którym – zgodnie z interpretacją resortu – wskazano, że lokalizacja punktu pomiarowego nie zwalnia z obowiązku utworzenia SCT, a wprowadzenie strefy jest kluczowe dla wypłaty środków z KPO dla Polski.
Miasto rozpoczęło w tej sytuacji prace, których celem było przygotowanie założeń SCT, przedstawienie wariantów, które ograniczą uciążliwości dla mieszkańców, zapewnienie zgodności z wymogami KE i polskiego prawa oraz przeprowadzenie konsultacji społecznych.
W styczniu br. rada miasta przyjęła uchwałę o zamiarze wprowadzenia SCT, a z początkiem marca przedstawił projekt i ogłosił konsultacje społeczne. Wpłynęło w nich 13 uwag, wszystkie zostały odrzucone.
Katowicki samorząd argumentuje, że ze względu na terminy narzucone przez KE i rząd tamtejszy projekt powstał inaczej, niż w Krakowie i w Warszawie, gdzie SCT przygotowywano przez dwa lata. Zaproponowane rozwiązanie uznano jako kompromis pomiędzy tym, co w sytuacji idealnej można by zrobić, a co trzeba zrobić. W poniedziałek projekt przyjęto przy czterech głosach sprzeciwu.
mtb/ agz/