fot. PAP/ Darek Delmanowicz
Nie ma obawy, że podwyżka wynagrodzeń nauczycieli spowoduje takie patologie jak w środowisku lekarskim, bo nauczyciele nie pracują na kontraktach. Czas obietnic już minął a wszystko wskazuje na to, że związek będzie zmuszony do podjęcia radykalnych form protestu – mówili podczas środowej konferencji prasowej przedstawiciele Związku Nauczycielstwa Polskiego.
W środę kierownictwo ZNP przekazało władzom MEN wyniki raportu dotyczącego ryzyka psychologicznego i stresu w zawodzie nauczyciela. Podczas konferencji prasowej zorganizowanej przed spotkaniem w resorcie odniesiono się do podwyżek dla nauczycieli.
„W każdym normalnym zakładzie pracy, jeżeli pracodawca zleca pracownikowi dodatkowe czy nowe zajęcie, to jest to także rozpatrywane w kontekście wzrostu jego uposażenia. 3 proc. wskaźnik wzrostu nie odpowiada tym kryteriom” – mówił podczas konferencji szef ZNP Sławomir Broniarz
Broniarz zaznaczył również, że nauczyciele maja pełne prawo domagać się realnego wzrostu wynagrodzeń opartego o inicjatywę obywatelską ZNP.
„Jeśli w dalszym ciągu będzie taki tryb procedowania wszystko wskazuje na to, że związek będzie zmuszony do podjęcia form protestu i o tych radykalnych formach będziemy rozmawiali we wtorek na posiedzeniu zarządu głównego Związku Nauczycielstwa Polskiego” – dodał.
Broniarz przyznał, że strajk nie był na razie dyskutowaną formą protestu, ale nie można jej wykluczyć.
Wiceprzewodnicząca ZNP Urszula Woźniak zaznaczyła, że czas na obietnice rządu już się skończył. Zapewniła też, że przyjęcie inicjatywy obywatelskiej nie niesie ze sobą ryzyka patologii podobnych do tej w środowisku lekarskim, ponieważ nauczyciele nie pracują na kontraktach.
„Teraz czas na rozwiązania, czyli żeby nauczyciel pracując na jednym etacie zarabiał godnie i płacił takie podatki, jakie w cywilizowanym państwie powinno się płacić” – mówiła Woźniak.
mo/