Najprostsza segregacja to podział odpadów na 6-8 frakcji – wyjaśnia Andrzej Bartoszkiewicz, twórca systemu odbioru odpadów komunalnych
Najprostsza segregacja odpadów, to podział na 6-8 frakcji. W praktyce nawet i tak prostą segregację trudno jednak osiągnąć – wyjaśnia Andrzej Bartoszkiewicz, twórca systemu odbioru i segregacji odpadów komunalnych. Publikujemy komentarz Andrzeja Bartoszkiewicza, przesłany Serwisowi Samorządowemu PAP.
My Polacy, już tak mamy, że ze wszystkim zwlekamy do końca. Im bliżej do daty 01.07.2013 r., tym pojęcie – segregacja odpadów – pojawia się coraz częściej we wszystkich mediach i konferencjach.
Ale to także temat, o którym zaczyna się mówić na ławce w parku, w kolejce, podczas spotkań ze znajomymi. Widać , że problem staje się coraz bardziej gorący.
W takim razie, co to jest ta segregacja odpadów komunalnych, można by spytać. Najprościej rzecz ujmując, to podział odpadów na frakcje o bardzo podobnych składach chemicznych, np. papier, szkło, metale, tworzywa, odpady organiczne i inne.
Już z tej krótkiej definicji wynika, że taka najprostsza segregacja, to podział na 6-8 frakcji. W praktyce nawet i taką prostą segregację trudno osiągnąć, ponieważ nie mamy długiej tradycji segregacji odpadów. Dopiero w latach 90-tych pojawiły się pierwsze dzwony i inne kontenery na surowce wtórne.
Segregację odpadów można wykonać na kilka sposobów. Pierwszy z nich to segregacja odpadów „u źródła”, czyli w naszych mieszkaniach. Odpowiednio posegregowane śmieci mieszkaniec umieszcza później w kontenerach do segregacji, tzw. kolorowych pojemnikach lub kolorowych workach w przypadku domków jednorodzinnych.
Następnie te wysegregowane odpady odbierają firmy, które muszą te odpady doczyścić, dosegregować, sprasować i sprzedać recyklerowi. Niestety, nawet jeżeli 100 proc. mieszkańców będzie segregować w ten sposób odpady, to koszty ich segregacji są wyższe niż zyski ze sprzedaży surowców wtórnych.
Inny sposób segregacji, to segregacja mechaniczna odpadów zmieszanych. Obecnie w Polsce jest ok. 300 mniejszych lub większych sortowni. Ministerstwo Środowiska w założeniach do nowelizacji ustawy o porządku i czystości w gminach opublikowało, że sortownie odpadów zmieszanych dają w Polsce średnio 8% efektu ekologicznego, a surowce wtórne tak wysegregowane nie są najwyższej jakości.
Niestety, ta informacja, choć oficjalna, nie zmieniła decyzji wielu samorządowców i nadal masowo gminy i związki gmin budują zakłady zagospodarowania odpadów, których podstawowym elementem jest sortownia odpadów zmieszanych. Koszty takich zakładów to przedział od 20 – 120 mln złotych. Rekordzistą są gdańskie Szadółki – 400 mln.
Skąd biorą się tak niskie efekty ekologiczne tak drogich instalacji? Przecież w bogatych krajach UE w takich sortowniach osiąga się lepsze wyniki. Przyczyn jest wiele. W Polsce do odpadów zmieszanych trafiają np. zmiotki uliczne, dodatkowo, jak wynika z morfologii, 30% śmieci to odpady organiczne, a w okresie zimowym do odpadów zmieszanych trafia duża ilość popiołu (z przyczyn ekonomicznych w wielu domach i mniejszych kamienicach opala się węglem nie mówiąc już o spalanych odpadach).
Do takich zmieszanych odpadów już na etapie kontenerów rusza rzesza „nurków”, którą szacuje się na minimum 800 tys. w naszym kraju. Oni wybierają złom i inne surowce, które da się sprzedać, a morfologia polskich odpadów ubożeje.
Wszystko, co pozostanie, zostanie zniszczone w czasie transportu śmieciarkami, a to ze względu na to, że tam odpady są mieszane i zgniatane. Możemy to nazwać „jajecznicą śmieciową”, czyli w sortowniach w tej „jajecznicy” chcemy szukać całych jajek. To przyczyny niskich efektów ilościowych i jakościowych w takich instalacjach.
Nie dość, że mamy niskie efekty segregacji, to w znowelizowanej ustawie o upicwg zapisano, że samorządowcy muszą ustalić wyższą opłatę dla niesegregujących i niższą dla segregujących swoje odpady. Zapis logiczny, dyscyplinujący ekonomicznie, ale jak zwykle diabeł tkwi w szczegółach.
W domkach jednorodzinnych samorządy, a najczęściej firmy, które wygrają przetarg dostarczą worki i pojemniki lub zakupią je sami mieszkańcy i efekt ekologiczny da się skontrolować. Niestety, ponad połowa Polaków mieszka w blokach i tu pojawia się problem odpowiedzialności zbiorowej, a poziom dotychczasowej segregacji w tego typu zabudowie to zaledwie od 1-3%.
Andrzej Bartoszkiewicz
Andrzej Bartoszkiewicz (ur. 1956) jest absolwentem Akademii Rolniczej we Wrocławiu, mgr inż ekonomiki rolnictwa. Ukończył Podyplomowe Studia Ochrony Środowiska, Podyplomowe Studia Menedżerskie. Ponad 20 lat pracował jako nauczyciel. Obecnie zajmuje się działalnością prywatną. Jest autorem programu System EKO AB - odbiór i segregacja odpadów komunalnych od mieszkańców. Projekt zyskał uznanie Krajowej Izby Gospodarczej, a nawet środowisk unijnych.
W 2006 roku Andrzej Bartoszkiewicz został nagrodzony w plebiscycie Czytelników „Przeglądu Technicznego”. Otrzymał wyróżnienie w kategorii Ekologia o tytuł Złotego Inżyniera 2006.
Od wielu lat jest zwolennikiem europeizacji polskiego prawa w dziedzinie gospodarki odpadami. Czytaj także:
„EKO AB – czyli ekorecepta”
„Śmieci w ekosieci”