fot. PAP/ Leszek Szymański
Sprawa starosty szczecineckiego Krzysztofa L. i byłego burmistrza Barwic Zenona M., oskarżonych o niedopełnienie obowiązków w ramach pełnionych funkcji publicznych, wraca do ponownego rozpoznania. Sąd Okręgowy w Koszalinie uchylił w apelacji wyrok sądu I instancji.
Zarówno proces w I instancji przed Sądem Rejonowym w Szczecinku, jak i rozprawa apelacyjna przed Sądem Okręgowym w Koszalinie toczyły się za zamkniętymi drzwiami.
W środę przewodniczący składu orzekającego w procesie odwoławczym sędzia Sławomir Przykucki ogłosił wyrok. Sąd Okręgowy w Koszalinie uchylił orzeczenie sądu I instancji, zgodnie z którym oskarżeni starosta szczecinecki Krzysztof L. i były burmistrz Barwic Zenon M. zostali uznani za winnych niedopełnienia obowiązków w ramach pełnionych funkcji i nieprawomocnie skazani odpowiednio na pół roku i rok więzienia. Przekazał sprawę do ponownego rozpoznania.
Sędzia Przykucki, mimo wyłączonej jawności rozprawy, z uwagi na treść rozstrzygnięcia i motywy wyroku zdecydował o przekazaniu kilku zdań jego uzasadnienia, nie naruszając przy tym tajemnicy sprawy.
W ocenie sądu II instancji, Sąd Rejonowy w Szczecinku naruszył zasadę bezpośredniości.
Jak wskazał sędzia Przykucki, obrońcy oskarżonego podnosili, że chcieli przesłuchiwać świadków zawnioskowanych w akcie oskarżenia, chodziło głównie o pracowników urzędów gminy i starostwa ze Szczecinka. Mieli zeznawać, w jaki sposób sprawowany był nadzór nad pobieraniem podatków od nieruchomości, w jaki sposób nadzorowano zarządzanie nieruchomościami Skarbu Państwa na terenie powiatu szczecineckiego, kto uczestniczył w podejmowaniu decyzji, jaka była rola burmistrza, starosty w podejmowaniu decyzji w procesie nakładania podatków i zarządzania nieruchomościami.
– Tymczasem sąd I instancji oddalił te wnioski dowodowe o składanie zeznań przed sądem. Odczytał tylko te składane w postępowaniu przygotowawczym – powiedział sędzia Przykucki.
Zaznaczył, że sąd ma prawo to zrobić, jeśli nie ma potrzeby słuchania bezpośrednio świadków, gdy ich zeznania dotyczą kwestii „niespornych, niekwestionowanych”. W przypadku tych konkretnych świadków taka sytuacja nie następowała.
Sędzia Przykucki wskazał, że linia obrony oskarżonych była taka, że zarówno burmistrz, jak i starosta nie podejmowali decyzji w pojedynkę. Ale by sprawdzić, jak wyglądał ten proces decyzyjny, należało przesłuchać świadków, do których obrona miała pytania. A tego nie było.
– Zdaniem sądu odwoławczego dopiero po przesłuchaniu tych świadków można było zweryfikować linię obrony oskarżonego. Nawet gdyby się okazało, że ta linia obrony jest nieskuteczna, to ustalenia w tym zakresie mają wpływ (…) na wymiar kary. Bez przeprowadzenia tych dowodów zakończenie procedowania nie jest możliwe – zaznaczył sędzia Przykucki.
Podkreślił, że postępowanie dowodowe przed sądem I instancji było „wadliwe i wymaga powtórzenia”. – Przynajmniej tych ośmiu czy dziesięciu świadków, pracowników urzędów, trzeba będzie posłuchać osobiście przed sądem I instancji – dodał.
Z kolei w okoliczności dotyczącej obsady sądu I instancji w ocenie sądu odwoławczego „nie było uchybienia, mataczenia”. – Sprawa miała pecha. Sędzia zachorował, zdarza się – ocenił sędzia Przykucki.
Wyrok jest prawomocny, kasacja nie przysługuje.
Sąd Rejonowy w Szczecinku 29 lipca 2025 r. po kilkumiesięcznym procesie skazał nieprawomocnie Zenona M. (był burmistrzem Barwic w latach 1998-2018) na karę roku pozbawienia wolności, starostę szczecineckiego Krzysztofa L. na pół roku więzienia.
Obaj oskarżeni stanęli przed sądem za niedopełnienie obowiązku w kwestiach związanych z kopalnią torfu w gminie Barwice, czym działali na szkodę interesu publicznego. Zenon M., gdy sprawował funkcję burmistrza, miał nie pobierać od właścicieli kopalni części należnych opłat, a starosta szczecinecki nie zawarł z nimi umowy należnej dzierżawy od użytkowanej części gruntu.
Śledztwo w sprawie prowadził wydział zamiejscowy Prokuratury Krajowej w Szczecinie. Śledczy ustalili, że w wyniku zarzucanych czynów obu samorządowcom Skarb Państwa stracił łącznie ok. 10 mln zł.
Zenon M. i Krzysztof L. zarówno w śledztwie, jak i przed sądem, nie przyznali się do zarzucanych im czynów. Od wyroku sądu I instancji się odwołali.
ing/ akar/