Mary Crilly; fot. © European Union / Emile Windal
Przemoc seksualna to epidemia - oceniła w rozmowie z PAP Mary Crilly, założycielka Sexual Violence Centre Cork, wyróżniona w tym roku przez Europejski Komitet Regionów nagrodą im. Pawła Adamowicza. Zdaniem irlandzkiej działaczki dopiero takie nazwanie problemu pozwoli mu przeciwdziałać.
W kwietniu na całym świecie po raz 25 obchodzony będzie Sexual Assault Awareness Month. Jest to coroczna kampania edukacyjna i społeczna, której celem jest podnoszenie świadomości społecznej na temat przemocy seksualnej, wspieranie osób, które jej doświadczyły oraz promowanie działań zapobiegawczych.
Przed rozpoczęciem tegorocznej edycji akcji PAP rozmawiał z Mary Crilly, założycielką i dyrektorką Sexual Violence Centre Cork (Centrum Przeciwdziałania Przemocy Seksualnej w Cork) wyróżnioną w tym roku przez Europejski Komitet Regionów nagrodą im. Pawła Adamowicza za ponad 40 lat wspierania ofiar przemocy seksualnej w Irlandii.
Cork Rape Crisis Centre (od 2004 r. Sexual Violence Centre Cork) zostało założone przez Mary Crilly w Międzynarodowy Dzień Kobiet w 1983 roku. Centrum oferuje pomoc osobom od 14. roku życia, które doświadczyły przemocy seksualnej. Wsparcie otrzymują również ich rodziny i przyjaciele. Centrum prowadzi także kampanie edukacyjne i społeczne, w tym program edukacyjny w szkołach i na uczelniach pod nazwą Project Name It.
„Po 40 latach w Irlandii (…) coraz więcej o tym rozmawiamy. Kultura trochę się zmienia, ale nie wystarczająco szybko. Wciąż ocenia się, że jedna na pięć kobiet w Irlandii zostaje zgwałcona w ciągu swojego życia. Na świecie miliard spośród trzech miliardów kobiet zostanie zgwałconych lub seksualnie wykorzystanych. Dlatego wciąż pozostaje ogrom pracy do wykonania” – powiedziała PAP Mary Crilly.
W jej opinii osiągnięcie celu, jakim jest zerowa tolerancja społeczna dla przemocy seksualnej, wymaga przełamania milczenia wokół tego tematu i przezwyciężenie niesłusznego poczucia wstydu ze strony ofiar.
„Gdy ktoś zostanie pobity na ulicy, może opowiedzieć o tym rodzinie, tymczasem w przypadku napaści seksualnej towarzyszy temu wstyd. Dlatego wciąż mamy bardzo dużo do zrobienia, żeby zmienić kulturę i skończyć z obwinianiem ofiar” – powiedziała Crilly.
Jej zdaniem w przypadku Irlandii przełomowe znaczenie miało ujawnienie skali seksualnych nadużyć duchownych.
„Nie zdawaliśmy sobie sprawy, że istnieje instytucjonalna przemoc – że dzieci były wykorzystywane w Irlandii przez duchownych lub przez instytucje. A wtedy Irlandia była jeszcze bardzo katolickim krajem. Kiedy to wszystko wyszło na jaw, (…) ludzie byli przerażeni, byli w szoku. Ale wreszcie młodzi mężczyźni i kobiety, którzy zostali skrzywdzeni w tych miejscach, mogli zacząć mówić. To była ogromna zmiana” – powiedziała Crilly.
Irlandzka działaczka podkreśliła, że po ponad 40 latach pracy na rzecz ofiar nie czuje się zniechęcona i nadal uważa, że jej walka ma sens.
„Pierwszą rzeczą jest nazwanie problemu i uznanie, że (przemoc seksualna) to epidemia. Dopiero wtedy możemy zacząć zmieniać kulturę i przełamywać wstyd. Wtedy możemy coś z tym zrobić” – powiedziała Crilly. „Oczywiście za tym musi iść legislacja. Czasem w sądzie jest bardzo trudno – niezależnie od tego, czy ofiarą jest mężczyzna, czy kobieta – bo pojawia się kwestia zgody (na seks) i to ofiara musi udowodnić, że nie wyraziła zgody. A powinno być odwrotnie: to sprawca powinien udowodnić, że uzyskał zgodę” – dodała.
mam/