Fot. STBU
Gdy wszystko idzie zgodnie z planem, nikt nie myśli o ubezpieczeniach
W ostatnich latach inwestorzy publiczni wielokrotnie musieli mierzyć się z sytuacjami, których nie przewidywano na etapie podpisywania kontraktów. Rosnące koszty realizacji, spory kontraktowe, opóźnienia czy wreszcie konieczność zmiany wykonawcy stały się elementem krajobrazu wielu dużych inwestycji infrastrukturalnych.
Jednym z najbardziej medialnych przykładów pozostaje budowa tunelu średnicowego w Łodzi. Po latach opóźnień inwestor zdecydował o odstąpieniu od umowy i przejęciu placu budowy. Dla opinii publicznej oznaczało to przede wszystkim pytania o dalsze losy inwestycji. Dla inwestora pojawił się jednak jeszcze jeden problem - jak zapewnić ciągłość realizacji projektu wartego miliardy złotych.
Podobne sytuacje występowały również przy inwestycjach drogowych, kolejowych i samorządowych realizowanych w różnych częściach kraju.
Kiedy dochodzi do kryzysu, uwaga skupia się zwykle na wyborze nowego wykonawcy, terminach i kosztach. Znacznie rzadziej mówi się o tym, kto w takiej sytuacji odpowiada za ochronę inwestycji i czy pozostaje ona nadal właściwie zabezpieczona.
To właśnie w takich momentach okazuje się, że sposób organizacji programu ubezpieczeniowego może mieć znaczenie nie mniejsze niż sam kontrakt budowlany.
Niezależnie od liczby uczestników procesu budowlanego to inwestor publiczny odpowiada za końcowy rezultat przedsięwzięcia.
Mieszkańców nie interesuje, czy problem wynikał z błędu projektanta, wykonawcy czy podwykonawcy. Oczekują ukończonej inwestycji.
Podobnie instytucje finansujące projekty ze środków publicznych oczekują właściwego zabezpieczenia majątku i racjonalnego zarządzania ryzykiem.
Tymczasem w wielu inwestycjach odpowiedzialność za organizację ochrony ubezpieczeniowej pozostaje rozproszona pomiędzy uczestnikami procesu budowlanego. Każdy posiada własne polisy, własne limity odpowiedzialności i własne warunki ochrony.
Przy niewielkich przedsięwzięciach nie stanowi to większego problemu.
Przy inwestycjach liczonych w setkach milionów złotych sytuacja wygląda już inaczej.
Skuteczna ochrona inwestycji budowlanej opiera się na trzech wzajemnie uzupełniających się elementach.
Pierwszym jest odpowiedzialność cywilna projektanta.
Błędy projektowe należą do najbardziej kosztownych ryzyk w całym procesie inwestycyjnym. Ich skutki często ujawniają się dopiero podczas realizacji robót, kiedy konieczne stają się zmiany technologii, dodatkowe prace lub korekty dokumentacji. Dlatego tak istotne znaczenie ma zarówno zakres ochrony, jak i wysokość sumy gwarancyjnej.
Drugim filarem jest odpowiedzialność cywilna wykonawcy.
To ona odpowiada za szkody wyrządzone podczas prowadzenia robót budowlanych. Mogą one dotyczyć zarówno inwestora, jak i osób trzecich, sąsiednich nieruchomości czy istniejącej infrastruktury.
Trzecim elementem pozostaje ubezpieczenie wszystkich ryzyk budowy i montażu, znane jako CAR/EAR.
To właśnie ono chroni samą inwestycję przed skutkami zdarzeń losowych, takich jak pożar, zalanie, osunięcie gruntu, katastrofa budowlana czy inne nieprzewidziane zdarzenia powodujące uszkodzenie wykonywanych robót.
Każdy z tych filarów odpowiada za inny rodzaj ryzyka.
To ważne, ponieważ nawet najlepsza polisa budowlana nie zastąpi odpowiedzialności projektanta, a wysoka suma gwarancyjna wykonawcy nie zabezpieczy inwestycji przed wszystkimi zagrożeniami występującymi podczas realizacji przedsięwzięcia.
Przez wiele lat model, w którym wykonawcy samodzielnie organizują ochronę ubezpieczeniową, był uznawany za rozwiązanie naturalne.
Dopiero doświadczenia związane z dużymi inwestycjami infrastrukturalnymi zaczęły pokazywać jego ograniczenia.
Jednym z nich jest kwestia ciągłości ochrony.
Ubezpieczenia budowlano-montażowe zawierane są co do zasady przed rozpoczęciem realizacji inwestycji. Rynek ubezpieczeniowy bardzo ostrożnie podchodzi natomiast do obejmowania ochroną budów już trwających.
W praktyce oznacza to, że w przypadku zejścia wykonawcy z placu budowy, upadłości firmy lub rozwiązania kontraktu inwestor może stanąć przed koniecznością uporządkowania nie tylko spraw technicznych i prawnych, ale również kwestii związanych z dalszym funkcjonowaniem ochrony ubezpieczeniowej.
To ryzyko jest często niedostrzegane na etapie przygotowania inwestycji, ponieważ ujawnia się dopiero w sytuacji kryzysowej.
W odpowiedzi na takie doświadczenia część inwestorów publicznych zaczęła przejmować większą kontrolę nad organizacją programów ubezpieczeniowych.
Nie chodzi wyłącznie o kwestie kosztowe.
Znacznie większe znaczenie ma możliwość stworzenia jednolitego systemu ochrony obejmującego wszystkich uczestników procesu budowlanego, ograniczenie ryzyka luk ubezpieczeniowych oraz usprawnienie procesu likwidacji szkód.
Z punktu widzenia inwestora szczególnie istotna staje się ciągłość ochrony niezależnie od zmian po stronie wykonawców.
Przy projektach realizowanych przez kilka lat taka stabilność może mieć znaczenie kluczowe.
Interesujące jest to, że podobne podejście obserwujemy również przy największych przedsięwzięciach realizowanych obecnie w Polsce.
Polskie Elektrownie Jądrowe zdecydowały się na budowę inwestorskiego programu ubezpieczeniowego dla projektu pierwszej elektrowni jądrowej. W publicznych wypowiedziach wskazywano m.in. na potrzebę centralnego zarządzania ryzykiem, zapewnienia jednolitych standardów ochrony oraz zachowania kontroli nad procesem likwidacji szkód.
Trudno znaleźć bardziej złożoną inwestycję infrastrukturalną.
Nie oznacza to oczywiście, że każda inwestycja samorządowa powinna być organizowana w identyczny sposób.
Pokazuje jednak pewien kierunek myślenia o zarządzaniu ryzykiem.
Przygotowując inwestycję wartą kilkaset milionów złotych, samorządy analizują dziś dziesiątki zagadnień technicznych, finansowych i organizacyjnych.
Coraz częściej warto do tej listy dopisać jeszcze jedno pytanie.
Nie: „czy wykonawca posiada odpowiednie ubezpieczenie?”, ale „Czy w przypadku problemów na budowie zachowamy pełną kontrolę nad ochroną całej inwestycji?”.
Dopiero odpowiedź na to pytanie pozwala ocenić, czy przy danym przedsięwzięciu warto pozostawić organizację ochrony ubezpieczeniowej wykonawcom, czy też przejąć ją po stronie inwestora.
Bo gdy wszystko przebiega zgodnie z planem, sposób organizacji ubezpieczeń wydaje się mało istotny.
Jego znaczenie ujawnia się dopiero wtedy, gdy pojawiają się problemy. A wtedy na zmianę decyzji jest już za późno.
Źródło informacji: STBU