Wiceminister infrastruktury Stanisław Bukowiec; fot. PAP/Albert Zawada
Weto prezydenta Karola Nawrockiego wobec ustawy, która miała walczyć z wykluczeniem komunikacyjnym, uderza w potrzeby 10 milionów Polaków – ocenił minister infrastruktury Dariusz Klimczak. Również wiceminister infrastruktury Stanisław Bukowiec bardzo krytycznie ocenił prezydenckie weto.
„10 milionów Polaków nadal będzie miało problem z dojazdem do pracy, szkoły, lekarza czy urzędu. Pan prezydent zapomniał, że białe plamy komunikacyjne nie mają barw politycznych, mają za to konkretny adres i dotyczą konkretnych ludzi. (...) Można zawetować ustawę, ale nie można zawetować potrzeb 10 milionów Polaków. Nie można zawetować ich prawa do normalnego życia i swobodnego przemieszczania się” - napisał szef resortu infrastruktury na platformie X.
W rozmowie z PAP dodał, że prezydent wyrzucił do kosza dwa lata ciężkiej pracy ministerstwa, w tym konsultacji ze środowiskami, które walczą z wykluczeniem komunikacyjnym.
Prezydent Karol Nawrocki odmówił podpisania ustawy, która miała walczyć z wykluczeniem komunikacyjnym, wprowadzając m.in. obowiązek zapewnienia komunikacji zbiorowej w województwach, powiatach i gminach. Prezydent uważa, że przepisy mogły doprowadzić do likwidacji kolejnych połączeń.
Kancelaria prezydenta przypomniała, że głowa państwa podobne przepisy zawetowała w listopadzie ub.r., gdyż rząd chciał skrócić okres umów na przewozy z 10 do 3 lat. Zdaniem prezydenta, bez stabilnego finansowania przewoźnicy i samorządy nie będą inwestować w nowe autobusy i odpowiedzialnie planować sieci transportowej. Prezydent wskazał jednocześnie, że ustawa ogranicza wpływ gmin na projektowane połączenia. „To one są najbliżej mieszkańców i najlepiej wiedzą, gdzie potrzebny jest autobus. Tymczasem ustawa przesuwa je na koniec kolejki po pieniądze z funduszu” - przekazała kancelaria prezydenta.
„Naprawdę jestem zaskoczony, ponieważ była to merytorycznie bardzo dobrze przygotowana ustawa. Skonsultowana, mająca poparcie ekspertów, samorządowców. Dzisiaj nawet starosta z Łęczycy wypowiadał się, że cały urząd już był przygotowany do nowych kompetencji, do zarządzania tym projektem. Wiem, że odbywały się szkolenia. Nikt się nie spodziewał, że można tak dobrą ustawę zawetować” – powiedział.
W ocenie szefa resortu infrastruktury, to jedna z najbardziej absurdalnych decyzji, jaką podjął prezydent Nawrocki, ponieważ – jak podkreślił – uderzyła ona w 10 milionów Polaków, którzy dzisiaj nie mają dostępu do regularnych połączeń.
Klimczak przekonywał, że w ustawie były nowatorskie rozwiązania, m.in. tzw. transport na żądanie oraz zdefiniowanie, czym jest wykluczenie komunikacyjne.
„Wzorowaliśmy się na najlepszych rozwiązaniach europejskich. Ustawa dotycząca transportu zbiorowego w Polsce nie była nowelizowana od 16 lat. Po dwóch latach prac udało nam się zbudować kompleksowy dokument, który został wyrzucony niestety przez prezydenta do kosza. Jestem nie tylko zaskoczony, ale zbulwersowany, bo pan prezydent wyrzucił do kosza nie tylko projekt rządowej ustawy, ale także trud i wysiłek bardzo wielu ekspertów i nadzieje mieszkańców” – tłumaczył.
Przyznał, że na razie nie wie, czy resort będzie próbował ponownie uchwalić tę ustawę. Jak mówił, należy o tej sprawie porozmawiać z prezydentem, bo w ocenie Klimczaka w błąd wprowadzili go jego doradcy.
W swoim wpisie na X minister wskazał, że prezydent zablokował ustawę, „która gwarantowała minimum 4 pary połączeń dziennie między gminami i powiatami”, a także wprowadzała standardy bezpieczeństwa, np. limit wieku autobusów i obowiązek wyposażenia ich w pasy bezpieczeństwa.
„W ustawie zadbaliśmy o mieszkańców najmniejszych miejscowości, gdzie dotychczas nigdy nie jeździły autobusy, gdzie ze względu na położenie (np. przysiółek pod lasem) żaden wójt nigdy nie ustanowił tam regularnej linii. Stąd nasza ustawa wyszła z rewolucyjnym rozwiązaniem: przejazdy na żądanie samochodami osobowymi, które zorganizuje gmina na koszt rządowego funduszu, kiedy nie ma innej możliwości dostania się do lekarza lub w innych wyjątkowych sytuacjach” - zauważył minister.
W ocenie wiceministra infrastruktury Stanisława Bukowca, zarzuty prezydenta „nie znajdują potwierdzenia w zakwestionowanych przez niego przepisach”. - To nie jest tak, że gminy nie będą w tym systemie funkcjonować. Mają one możliwość zgłaszania potrzeb do powiatów i marszałków (województw - PAP) - zaznaczył wiceminister na konferencji prasowej. Dodał, że projekt był konsultowany z przedstawicielami samorządów.
Bukowiec zwrócił też uwagę, że zawetowana w czwartek ustawa przewidywała skrócenie czasu umów zawieranych z przewoźnikami z 10 do 5 lat, a poprzednie, również zawetowane rozwiązanie przewidywało termin 3-letni.
„Podnieśliśmy ten próg do 5 lat, co było konsultowane ze środowiskiem przewoźników. Uważamy, że w dynamicznie zmieniającej się sytuacji demograficznej, kiedy powstaje wiele nowych inwestycji, trasy komunikacyjne się zmieniają, więc podpisywanie umów na tak długi okres jak 10 lat jest bezzasadne” - tłumaczył.
W ocenie Bukowca, 5-letnie umowy pozwoliłyby samorządom częściej korygować trasy, dostosowując je do oczekiwań społecznych. Dodał, że byłby to okres wystarczający również do amortyzacji taboru przewoźników.
Pytany o to, kiedy do Sejmu trafi nowy projekt ustawy, wiceszef MI wskazał, że resort będzie analizować możliwości prawne poprawienia obowiązujących przepisów.
„One nie są dobre, bo w ramach Funduszu Rozwoju Przewozów Autobusowych tylko 30 proc. samorządów składa wnioski i korzysta z tego wsparcia. To jest za mało. Mamy rozproszony system, który nie zapewnia, że przesiadając się np. z autobusu na pociąg można dojechać w szybkim czasie do miejsca docelowego” - powiedział Bukowiec.
gkc/ mam/