Fot. PAP/Grzegorz Michałowski
Telewizor, spadochron, toga adwokacka, sejf i kuchenka indukcyjna – to tylko niektóre z rzeczy, które można odebrać w biurach rzeczy znalezionych największych miast.
Do biur rzeczy znalezionych w największych miastach każdego tygodnia trafiają rzeczy zostawione przez nieuwagę w tramwajach i autobusach. Tak jest m.in. w Poznaniu. Rzeczy przywożone są z zajezdni, gdzie pojazdy kończą codzienne kursy, z Punktów Nadzoru Ruchu znajdujących się przy pętlach na „końcówkach” tras albo są przynoszone przez pasażerów, którzy je znaleźli.
Magistrat wskazał, że najczęściej gubione są dokumenty, smartfony, portfele i klucze, torby z zakupami, walizki, czasami drobna biżuteria - pierścionki czy bransoletki. W czasie roku szkolnego - worki z odzieżą i obuwiem do zajęć WF. Ale zdarzają się także mniej typowe rzeczy, jak np. telewizor i wiatrówka.
„Wszystkie odnalezione w tramwajach i autobusach rzeczy zostają poddane oględzinom. Jeśli uda się ustalić nazwisko i adres właściciela - pracownik powiadomi o fakcie znalezienia przedmiotu. On także udzieli wszelkich możliwych informacji osobom, które zagubionego bagażu lub rzeczy poszukują” – podano.
Za przechowywanie rzeczy oraz poszukiwanie i powiadomienie właściciela pobierana jest opłata manipulacyjna w wysokości 5 zł. Jeśli właściciela nie uda się odnaleźć albo nie zgłosi się po odbiór, wówczas znalezione dokumenty przekazywane są policji lub instytucjom, które je wydały.
Pozostałe przedmioty przechowywane są przez trzy miesiące. Po tym czasie pieniądze i rzeczy o wartości powyżej 100 zł, kosztowności, papiery wartościowe, przedmioty o wartości historycznej, naukowej czy artystycznej, podlegają ocenie. Wartościowe przedmioty są przewożone do tej jednostki, gdzie pozostają maksymalnie przez 2 lata, a pozostałe są złomowane.
Podobnie jest w Warszawie, gdzie w ubiegłym roku do biura rzeczy znalezionych trafiło aż 14 tysięcy rzeczy. Prócz portfeli i telefonów, wśród znalezionych rzeczy były m.in. toga adwokacka, płyta indukcyjna, maska do nurkowania, spadochron i zegar szachowy.
„Pracownicy biura poszukują właścicieli przedmiotów i starają się ich identyfikować. Dzwonią pod numery telefonów, znajdujące się na wizytówkach pozostawionych w teczkach i dokumentach oraz ostatnio wybierane numery w znalezionych telefonach lub kontaktują się z nimi drogą mailową” – napisali urzędnicy.
Jak poinformował stołeczny magistrat, znalezione rzeczy są przechowywane przez dwa lata od dnia znalezienia. Po tym terminie prawo własności przechodzi na znalazcę. Jeśli ten nie odbierze znalezionych rzeczy, ich właścicielem staje się m.st. Warszawa.
Takim sposobem dotychczas nieodpłatnie na realizację zadań komórek organizacyjnych stołecznego urzędu oraz jednostek pomocniczych i organizacyjnych przekazano 1366 rzeczy, w tym 229 tabletów, 165 rowerów, 105 telefonów, 90 laptopów, 57 aparatów fotograficznych, 34 e-booki i 686 pozostałych rzeczy.
„Z wymienionych rzeczy 146 tabletów oraz 41 laptopów przekazano na potrzeby zbiórki komputerów dla warszawskich uczniów, akcji zainicjowanej przez Młodzieżową Radę m.st. Warszawy” – przekazał stołeczny magistrat.
W krakowskim biurze rzeczy znalezionych znajdują się z kolei takie rzeczy, jak obraz „Madonna z Dzieciątkiem”, sejf z gotówką i złotem, metalowe pojemniki na odzież oraz rowery, telefony i portfele.
Właściciele po umówieniu wizyty mogą odebrać swoje rzeczy. Wcześniej jednak trzeba uregulować opłatę za ich przechowywanie. Zgodnie z regulaminem Biura Rzeczy Znalezionych w Krakowie wynosi ona 2 zł za każdy rozpoczęty miesiąc przechowywania. Rzeczy przechowywane są przez maksymalnie 2 lata.
W Rzeszowie kilka miesięcy temu rzeczy z biura rzeczy znalezionych trafiły na licytację. Akcja odbyła się 30 października i była pierwszą w historii miasta tego typu licytacją. Pod młotek trafiły 32 przedmioty odnalezione kilka lat temu na terenie miasta, w tym kasetka pełna obrączek, pierścionków i łańcuszków, rowery, hulajnoga, portfele, elementy sprzętu wspinaczkowego i bagażnik samochodowy.
Sprawa przechowywania rzeczy znalezionych w ostatnim czasie wyszła poza ramy konkretnych miast i trafiła na biurko prezydenta. Kilka dni temu prezydent podpisał bowiem nowelizację ustawy o rzeczach znalezionych oraz ustawy – Kodeks cywilny, które zmieniły procedury postępowania z rzeczami znalezionymi oraz skróciły terminy ich odbioru przez osoby uprawnione.
Ustawa o rzeczach znalezionych wskazuje, że postępowanie poszukiwawcze w celu odnalezienia osoby uprawnionej prowadzi starosta właściwy ze względu na miejsce znalezienia rzeczy. Podniesiono także próg kwoty znalezionych pieniędzy, których przekroczenie obliguje do przekazania ich staroście – ze 100 zł do 5 proc. minimalnego wynagrodzenia za pracę, wprowadzając mechanizm waloryzacji.
Nowelizacja wprowadziła szczególny tryb postępowania ze znalezionymi dokumentami zawierającymi dane osobowe. W przypadku braku możliwości ustalenia właściciela dokumenty będą przekazywane staroście w celu podjęcia czynności poszukiwawczych, a po ich bezskutecznym zakończeniu – niszczone.
Zmiany w Kodeksie cywilnym skracają termin odbioru rzeczy do 6 miesięcy w przypadku imiennego wezwania oraz do roku, gdy dane uprawnionego są nieznane. Po upływie tych terminów rzecz stanie się własnością znalazcy albo Skarbu Państwa – w przypadku zabytków i materiałów archiwalnych.
PAP/ mc/
Czytaj też: