Budowa elektrowni na terenie MPK w Świdnicy; fot. MPK Świdnica
MPK w Świdnicy chce uniezależnić się od cen energii i buduje własną elektrownię do zasilania autobusów – poinformował prezes Miejskiego Przedsiębiorstwa Komunikacyjnego „Świdnica” Tomasz Kurzawa. Inwestycja o wartości ponad 37 mln zł ma ograniczyć koszty i zwiększyć bezpieczeństwo energetyczne.
PAP: Skąd wziął się pomysł budowy własnej elektrowni na terenie MPK?
Tomasz Kurzawa: Pomysł wynika z analizy rachunków za energię. Przy posiadaniu autobusów elektrycznych kluczowe jest, za ile tę energię kupujemy. Okazało się, że ogromne koszty generuje dystrybucja. Postanowiliśmy więc stworzyć system zamknięty – projekt off-gridowy. Dzięki niemu będziemy produkować energię na własne potrzeby bez przyłączania się do krajowej sieci, co pozwoli uniknąć opłat dystrybucyjnych. Nawet jeśli sama cena energii na rynku jest atrakcyjna, koszty przesyłu zawsze będą rosły, więc własna produkcja to droga do niemal darmowej energii.
PAP: Chodzi tylko o rosnące koszty energii, czy jest to element długofalowej strategii?
Tomasz Kurzawa: Bardziej element długofalowej strategii. Samą cenę energii mamy w miarę atrakcyjną, ale opłaty dystrybucyjne są od niej wyższe. W związku z tym gdy można stworzyć własną produkcję, no to najlepiej najzwyczajniej w życiu z tych opłat dystrybucyjnych zrezygnować. Wtedy ma się autentycznie tanią energię, a nawet można powiedzieć prawie darmową w przypadku instalacji OZE.
PAP: Jakiego typu to będzie elektrownia?
Tomasz Kurzawa: To jest elektrownia oparta na panelach fotowoltaicznych oraz pionowych turbinach. Moc tych urządzeń łącznie w tej chwili to jest 1,69 MW, ale to musi być wszystko wsparte dużym magazynem energii elektrycznej o pojemności 6MWh. Produkcja energii elektrycznej odbywa się w ciągu dnia i trafia do magazynu. A dopiero w godzinach nocnych, gdy wszystkie autobusy są w zajezdni, trwa ich ładowanie na kolejny dzień.
PAP: Brzmi to ciekawie, ale czy zgromadzona energia w pełni pokrywa zapotrzebowanie autobusów?
Tomasz Kurzawa: Obecnie wdrażane rozwiązanie zabezpieczy 75–80 proc. potrzebnej energii. Pozostałą część uzupełnimy z ładowarek pantografowych na mieście. Najtrudniejsze będą miesiące zimowe, gdy uzysk z fotowoltaiki spada do 10–15 proc. Wtedy wspierać nas będą turbiny wiatrowe, które zimą produkują więcej energii. W przyszłości planujemy budowę elektrolizera i magazynu wodoru, co pozwoli nam przechowywać letnią nadprodukcję energii na okres zimowy i zamknąć bilans w 100 proc. przez cały rok.
PAP: Widzę, że projekt został bardzo starannie przemyślany. Jakie są przewidywane koszty jego realizacji oraz z jakich źródeł planowane jest finansowanie?
Tomasz Kurzawa: Koszt obecnego etapu to ponad 37 mln zł netto. Finansowanie pochodzi z trzech źródeł. Prawie 15 mln zł dotacji pochodzi z Dolnośląskiej Instytucji Pośredniczącej, co zabezpiecza 85 proc. kosztów części projektu związanej ze słońcem i częścią magazynu. 5 mln zł pochodzi z niskooprocentowanej pożyczki z KPO na turbiny wiatrowe, a kolejne ponad 5 mln zł dotacji na rozbudowę magazynów energii uzyskamy w ramach projektu związanego z flotą autobusów.
PAP: Po jakim czasie projekt może się zwrócić?
Tomasz Kurzawa: Biorąc pod uwagę wyłącznie wkład własny spółki, zwrot nastąpi po około 4 latach z uwzględnieniem środków z KPO a przyjmując spłatę tej pożyczki rozłożonej na 20 lat okres ten wydłuży się do 6 lat. Dzięki rezygnacji z zakupu oleju napędowego oraz uniknięciu kosztów dystrybucji prądu, zaoszczędzimy około 2,5-3,0 mln zł rocznie.
PAP: Jakie są największe wyzwania techniczne związane z realizacją tego projektu?
Tomasz Kurzawa: Przez 3,5 roku trwały prace dokumentacyjne, a pół roku trwało przekonywanie Urzędu Regulacji Energetyki, że instalacja off-gridowa może funkcjonować bez umowy przyłączeniowej. To było niezbędne, żeby uzyskać pieniądze z funduszy unijnych. Więc to było największe wyzwanie, żeby partnerzy finansowi zrozumieli, że taki projekt może funkcjonować.
PAP: Mimo trudności projekt się udał, a państwa elektrownia jest prawdopodobnie pierwszym takim projektem w Polsce i w Europie.
Tomasz Kurzawa: Najprawdopodobniej tak. Budowa idzie pełną parą, 30 czerwca zamierzamy oddać elektrownię do użytku i chcemy produkować 2 GWh energii rocznie.
PAP: Na koniec chciałbym jeszcze spytać o kwestie bezpieczeństwa. W wielu miastach autobusy mogą być wykorzystane jako element infrastruktury ochrony ludności. Jak będzie u państwa, gdy cały tabor jest elektryczny?
Tomasz Kurzawa: Olej napędowy jest wydobywany w kilku miejscach na świecie, a jego dostawy mogą zostać zachwiane. Gdy jest wojna, ropa idzie na czołgi, nie na autobusy. Prąd można wytworzyć na kilkanaście sposobów. Zdywersyfikowana możliwość pozyskania energii lokalnie jest zdecydowanie bezpieczniejsza militarnie niż zależność od dużych elektrowni czy magistral przesyłowych, które mogą zostać zbombardowane.
PAP: Czy chciałby pan jeszcze coś dodać na koniec?
Tomasz Kurzawa: Niech te wątki idą w świat. Robimy to z pożytkiem dla własnej firmy, miasta i społeczności lokalnej.
Rozmawiał Mariusz Celmer.
mc/