fot. PAP/ Maciej Kulczyński
Podczas czwartkowego posiedzenia Sejmu grupa posłów i posłanek pytała o argumenty przemawiające za wprowadzeniem do szkół i przedszkoli diety planetarnej. Jak podkreślała wiceministra zdrowia Katarzyna Kęcka, nie chodzi o ideologiczną walkę z brokułem, ale profilaktykę chorób niezakaźnych i przeciwdziałanie otyłości.
Od 1 września w szkołach i przedszkolach obowiązują nowe zasady żywienia dzieci i młodzieży. W jadłospisach obok mięsa muszą regularnie pojawiać się m.in. ryby i strączki, a ograniczane są cukier i sól.
Rozporządzenie Ministra Zdrowia w tej sprawie wzbudza sporo emocji wśród rodziców. Wśród często pojawiających się argumentów przeciwko elementom diety planetarnej w stołówkach jest marnowanie żywności, które ma być spowodowane odrzucaniem przez uczniów i przedszkolaków nowych smaków.
Powody wprowadzonych na przedszkolnych i szkolnych stołówkach zmian były też częścią informacji bieżących podczas czwartkowego posiedzenia Sejmu, gdzie do sprawy odniosła się wiceministra edukacji.
Jak wyjaśniła Katarzyna Kęcka, problem nadmiernej masy ciała dotyka ponad 18 mln obywateli Polski. Niezwykle istotne a zarazem alarmujące są wyniki dotyczące otyłości brzusznej – stwierdza się ją bowiem u ponad 10 mln osób. Jest to również istotny problem w grupie młodych dorosłych w wieku 20-35 lat.
„Za rozporządzeniem ministerstwa zdrowia stoją eksperci od spraw żywieniowych, państwowy Zakład Higieny i Instytut Matki i Dziecka. W kontekście zdrowia publicznego nadmierna masa ciała dzieci i młodzieży a zwłaszcza nadwaga od lat wzbudza niepokój” – podkreśliła Kęcka.
Jak zaznaczyła przedstawicielka resortu zdrowia, w profilaktyce otyłości wśród dzieci i młodzieży dużą rolę odgrywają działania realizowane na różnych polach – przede wszystkim środowisko rodzinne ale też placówki oświatowe. Jak podkreślono, nowe standardy żywienia w szkołach i przedszkolach należy traktować jako element kompleksowej profilaktyki chorób niezakaźnych i promocji zdrowia.
„Nie sprowadza się do to ideologicznej walki z brokułem. Chodzi o połączenie czterech elementów: wiedzy (dziecko poznaje zasady zdrowego żywienia), umiejętności (potrafi wykorzystać wiedzę w praktyce), środowiska (szkoła i przedszkole zapewniają dostęp do żywności, która sprzyja zdrowym wyborom) oraz wsparcia, rodziny i społeczności” – wyliczała Katarzyna Kęcka.
Wiceministra poinformowała, że normy spożycia mikro i makroelementów wynikają z aktualnych norm żywienia populacji polskiej opracowanych przez PIH-PIB.
Z przekazanej informacji wynika też, że zgodnie z aktualnym rozporządzeniem posiłki oferowane w ramach żywienia zbiorowego muszą odpowiadać aktualnym normom żywienia dla populacji polskiej, czyli realizować zapotrzebowanie energetyczne oraz zapotrzebowanie na podstawowe składanki odżywcze tj. białko, węglowodany i tłuszcze.
W diecie wskazana jest też różnorodność i komponowanie pełnowartościowych posiłków.
Narodowe Centrum Edukacji Żywieniowej publikuje gotowe materiały edukacyjne a także gotowe jadłospisy ułożone przez dietetyków, które można wykorzystać również w placówkach edukacyjnych.
Od 1 września w jadłospisach regularnie mają pojawiać się - obok dań mięsnych - ryby oraz potrawy ze strączków, a dzieci niespożywające mięsa mają mieć dostęp do pełnowartościowej alternatywy roślinnej. Zmiany dotyczą również ograniczenia zawartości cukru, tłuszczu i soli w produktach oferowanych w placówkach oświatowych.
Dania smażone będą mogły być podawane maksymalnie dwa razy w tygodniu, a zupy przynajmniej dwukrotnie w tygodniu mają być gotowane na wywarach warzywnych. W nowym rozporządzeniu kategorycznie zakazano stosowania słodzików i substancji słodzących. Jedynym dopuszczonym słodkim wyrobem w sklepikach ze śladową ilością cukru, jest gorzka czekolada o zawartości minimum 70 proc. suchej masy kakaowej.
mo/