Fot. PAP/Tytus Żmijewski
„Każda forma, która nie wskazuje, że tylko osoba płci męskiej albo tylko osoba płci żeńskiej może zajmować dane stanowisko, jest właściwa" – poinformowała minister rodziny, pracy i polityki społecznej Agnieszka Dziemianowicz-Bąk w odniesieniu do kwestii określania płci w ogłoszeniach o pracę.
Informacja udzielona przez minister rodziny ma związek z poselską interpelacją Roberta Dowhana. Poseł zwrócił się do ministerstwa z pytaniem, czy używanie w ogłoszeniach rekrutacyjnych słowa „osoba” może skutkować odpowiedzialnością karną bądź nałożeniem wysokich kar finansowych.
„Zgodnie z zasadami języka polskiego słowo „osoba” jest rzeczownikiem rodzaju żeńskiego, a jednocześnie jest rzeczownikiem żywotnym, odnoszącym się bezpośrednio do człowieka. Powstaje zatem obawa, że nawet powszechnie uznawane za neutralne określenie może zostać uznane za naruszające przepisy zakazujące używania oznaczeń sugerujących płeć” – uzasadnił poseł.
W odpowiedzi minister rodziny Agnieszka Dziemianowicz-Bąk wyjaśniła, że „każda forma, która nie wskazuje, że tylko osoba płci męskiej albo tylko osoba płci żeńskiej może zajmować dane stanowisko, jest właściwa”.
Z informacji udzielonej przez minister wynika, że nazwy stanowisk umieszczonych w ogłoszeniach rekrutacyjnych można tworzyć na kilka sposobów.
Jak czytamy, osoby odpowiedzialne za tworzenie ogłoszeń mogą używać form złożonych (np. nauczycielka/nauczyciel), form opisowych rodzaju pracy (np. zatrudnienie przy sprzątaniu terenu) lub informować o poszukiwaniu osoby na dane stanowisko (np. „poszukujemy osoby na stanowisko spawacza). Inną możliwością jest też użycie nazwy stanowiska w formie męskiej lub żeńskiej, ale z informacją odnoszącą się do obu płci (np. pielęgniarz K/M).
„W praktyce chodzi o to, aby zapoznając się z ogłoszeniem o naborze do pracy nie można było odnieść wrażenia, że ogłoszenie kierowane jest tylko do osób o określonej płci. Wymóg ten dotyczy etapu rekrutacji” – wyjaśniła minister Dziemianowicz-Bąk.
Przepisy dotyczące neutralnych płciowo nazw stanowisk pracy są skutkiem pierwszego pakietu regulacji wdrażających unijną dyrektywę o transparentności wynagrodzeń. Zobowiązują one pracodawców do stosowania neutralnego języka w treści ogłoszeń o pracę i na etapie rekrutacji, a także do ujawniania informacji o wynagrodzeniu oraz rezygnacji z pytania kandydatów o ich dotychczasowe zarobki.
Za naruszenie przepisów dotyczących neutralnych płciowo nazw stanowisk w ogłoszeniach o pracy Państwowa Inspekcja Pracy może nałożyć mandat w wysokości do 2 tys. zł, a w przypadku ponownego naruszenia – do 5 tys. zł.
Zmiany od początku budziły kontrowersje wśród pracodawców. Przedstawiciele biznesu zwracali uwagę na brak oficjalnych wytycznych oraz katalogu neutralnych nazw zawodów, co – ich zdaniem – może prowadzić do niejednolitego stosowania przepisów, nieporozumień interpretacyjnych i rozmycia wymagań kompetencyjnych w ogłoszeniach rekrutacyjnych.
Wątpliwości zgłaszali także językoznawcy, którzy podkreślali, że obowiązek stosowania neutralnych nazw stanowisk został nałożony bez dostosowania oficjalnej klasyfikacji zawodów oraz bez wskazania jednolitych wzorców językowych. Ich zdaniem przeniesienie odpowiedzialności za interpretację przepisów na pracodawców może skutkować chaosem terminologicznym, a w konsekwencji sporami prawnymi.
mc/