Zbigniew Skrudlik - polski florecista i dwukrotny medalista olimpijski, zawsze podkreśla swoje związki z Jasłem i zawsze chętnie wraca w rodzinne strony
Zbigniew Skrudlik - polski florecista i dwukrotny medalista olimpijski, zawsze podkreśla swoje związki z Jasłem i zawsze chętnie wraca w rodzinne strony.
Czasy szkolne
Gdy był uczniem Gimnazjum im. Króla Stanisława Leszczyńskiego, sportową żyłkę odkrył u niego nauczyciel wychowania fizycznego - Piotr Wawszczak. Wkrótce zaczął osiągać pierwsze sukcesy sportowe. Był wicemistrzem w rzucie oszczepem i biegach przez przeszkody. W 1951 roku po zdanej maturze podjął pracę w banku, jednak nie widząc tam dla siebie większych perspektyw zrezygnował z niej na rzecz sportu. W latach 1951 - 1952 Zbigniew Skrudlik uczył w Zasadniczej Szkole Elektrycznej. Po zakończeniu roku szkolnego, zdecydował o dalszej edukacji w warszawskiej Akademii Wychowania Fizycznego. Pomimo dużej liczby chętnych dostał się na studia i trafił pod skrzydła znakomitego przedwojennego szermierza majora Kazimierza Laskowskiego, który zaszczepił w nim pasję do szermierki. W latach 1952 - 1956 jego ciężka praca zaczęła przynosić efekty. Jaślanin osiągał coraz lepsze wyniki.
W 1956 roku ukończył uczelnię i został asystentem w Katedrze Sportów Walki. Sportowiec utrzymywał stałe kontakty z rodzinnym miastem. - Wracałem do Jasła nocnym pociągiem Warszawa - Zagórz. Różnie było, nawet na półce się spało - wspomina Z. Skrudlik. W czasie studiów otrzymywał stypendium, a w 1957 roku w Paryżu wywalczył tytuł Akademickiego Wicemistrza Świata w szpadzie. Stąd był już tylko krok do międzynarodowej kariery.
Kariera
W latach 1957 - 1968 był w reprezentacji Polski. - Zawsze byłem dumny z tego, że pochodzę z Jasła. Podkreślałem to w wywiadach, a nawet, ukułem sobie taką regułę, że Jasło jest najpiękniejsze miasto środkowej Europy. Później zacząłem to wpajać również swoim zawodnikom - śmieje się florecista. Jaślanin był w czołówce szermierzy świata przez 10 lat. Dwukrotnie zdobył tytuł mistrza Polski we florecie (1961 i 1963), a trzy razy był wicemistrzem (1958 i 1968 we florecie i 1962 w szpadzie). Indywidualnie zajął 4. miejsce we florecie podczas Mistrzostw Świata w Gdańsku w 1963 roku. Był srebrnym medalistą mistrzostw świata w 1965 roku w Paryżu, a pięć razy (1961, 1962, 1963, 1966 i 1967) zdobywał brązowe medale. Najważniejszymi trofeami florecisty, były: srebrny medal olimpijski z Tokio w 1964 roku i brązowy z Meksyku w 1968 roku.
Cztery wcielenia Zbigniewa Skrudlika
Zbigniew Skrudlik był asystentem, zawodnikiem reprezentacji Polski, trenerem w klubie AZS i pracownikiem naukowym. Wszechstronnie przygotowany do pracy szermierskiej, odbył staże plenerskie we Włoszech, Francji i na Wegrzech.
W 1968 roku po drużynowym zwycięstwie w Meksyku został zaproszony na spotkanie, gdzie zaproponowano mu objęcie funkcji trenera floretu męskiego albo trenera floretu żeńskiego kadry narodowej. Wybrał floret męski. W czasach gdy Zbigniew Skrudlik był trenerem reprezentacji, zawodnicy zdobyli 13 medali na mistrzostwach świata i igrzyskach olimpijskich.
Reprezentacja Polski pod opieką jaślanina zdobyła 2 złote medale podczas mistrzostw olimpijskich w Monachium w 1972 roku - medal indywidualny Witolda Woydy, oraz medal drużynowy. - przed olimpiadą w Monachium (1972 rok) uświadomiłem sobie, że tak jak ja trafiłem kiedyś na dobrych ludzi, tak powinienem być dobrym człowiekiem dla moich zawodników. W drużynie, którą trenowałem było czterech 20 -latków i jeden z nich powiedział mi, że fajnie by było, gdybyśmy tak na tej olimpiadzie mogli wygrać z Niemcami i z ZSRR. Ja to sobie wziąłem do serca i pomyślałem, że oni tak na mnie polegają, jak ja kiedyś polegałem na innych ludziach. Włożyłem wiele wysiłku w to postarałem się, żeby właśnie to osiągnąć, pokonać i Niemców i Rosjan. To miał być taki symbol. Udało się - wspomina Zbigniew Skrudlik.
We wszystkich dyscyplinach sportowych Polacy zdobyli tylko trzy drużynowe medale tj. Wagner - siatkówka - 1976, Orły Górskiego - piłka nożna - 1972 oraz drużyna Skrudlika - floret - 1972.
Po zakończeniu pracy trenerskiej w kadrze narodowej, florecista wyjechał na rok do Szwajcarii, później przez 5 lat pracował jako trener w Kanadzie, a następnie w Japonii. - W życiu kieruję się mottem: „Trzeba mieć szczęście do ludzi, samemu się niewiele zdziała", ja to szczęście miałem. Rodzina zawsze stanowiła dla mnie podstawę i gdyby nie ona, to nie mógłbym się poświęcić sportowi. Żona wychowywała córkę, a ja mogłem się zajmować karierą sportową - podkreśla florecista.
Przez ostatnie lata Zbigniew Skrudlik jest zapraszany na różne zawody, odbywa spotkania w szkołach, na których podkreśla swoje związki z Jasłem.
Sportowiec z sentymentem powraca do rodzinnego miasta, odwiedza dobrze sobie znane ulice i uliczki. Podobają mu się zmiany jakie tu zachodzą. - Jasło zrobiło na mnie ogromne wrażenie. Mówią, że to jest Polska B, natomiast ja jak przyjeżdżam na Podkarpacie, to wydaje mi się, że tu jest wszystko bardzo poukładane, uporządkowane. Uważam, że to jest bardzo ładne miasto - mówi Skrudlik.
zam./kp/