fot. PAP/ Piotr Polak
Nikt nie chce być likwidatorem szkoły, zarówno samorząd, jak i kurator. Ale taką współpracę mimo wszystko chcemy wymusić – mówi w rozmowie z Serwisem Samorządowym PAP ministra edukacji Barbara Nowacka.
W rozmowie z Serwisem Samorządowym PAP ministra edukacji Barbara Nowacka odniosła się do projektu ustawy, która ma na celu ratowanie małych szkół przed likwidacją. W jej ocenie to wyraz zaufania, jakim rząd obdarza samorządy. Szefowa MEN zapowiedziała również powiązanie pensji nauczycielskich ze wskaźnikami w gospodarce.
Serwis Samorządowy PAP: W ubiegły piątek Sejm przyjął projekt ustawy, która ma ratować małe szkoły w sytuacji wyraźnego kryzysu demograficznego. Które jej punkty zasługują na szczególną uwagę?
Barbara Nowacka, ministra edukacji: Niż demograficzny jest faktem. Oczywiście z jednej strony państwo podejmuje działania, by go niwelować – wprowadziliśmy finansowanie in vitro, program „Aktywna mama”, inwestycje żłobkowe. To są oczywiste działania, które wesprą demografię. Z drugiej strony widzimy, że z roku na rok dzieci jest mniej i że zmiany demograficzne rozkładają się w charakterystyczny sposób. Wyludniają się wsie i mniejsze miasteczka, natomiast wielkie miasta, a właściwie ich przedmieścia, są w tej chwili mocno zaludnione. To oczywiście przekłada się na funkcjonowanie szkół, ale również na jakość kształcenia.
W tej chwili w Polsce funkcjonuje 131 szkół, w których uczy się poniżej 25 dzieci, a uczniowie z ponad 230 szkół mieszczą się w przedziale liczebnym 25–50. To są bardzo małe szkoły. Niemniej dla małej miejscowości, dla wsi, szkoła stanowi centrum życia. Kiedy nie ma szkoły, nie ma też powodów, by w danej miejscowości się osiedlać i żyć. Szkoła pełni też inne funkcje w centralnym myśleniu o miejscowości. Oczywiście widzimy też tendencję samorządów do uważnego przyglądania się inwestycjom w oświatę i kalkulacjom.
Z tej sytuacji jest kilka dróg wyjścia. Możemy działać jak nasi poprzednicy, czyli udawać, że problemu nie ma i zabraniać likwidowania szkół. W 2023 roku w Polsce było ponad 50 pustych szkół, które nakazano utrzymywać samorządom. To nie przynosi niczego dobrego społeczności lokalnej. Bardzo mi zależy na małych szkołach i na tym, by w mniejszych miejscowościach tętniło życie. Właśnie dlatego proponuję ustawę, która pozwala samorządom na mądre działania. Nie na likwidację szkół, do czego często pchają ich względy ekonomiczne, ale na zachowanie małych szkół jak najbliżej domu. To przecież też dbałość o jakość edukacji, bo ciężko o niej mówić, gdy w ośmiu klasach rocznika jest 25 lub 30 dzieci. To czasami oznacza klasy jedno- lub dwuosobowe i to już nie jest zindywidualizowane nauczanie, ale niestety bardzo samotne. Dzieci nie wyrabiają kompetencji społecznych, a później, gdy przechodzą do kolejnej szkoły ponadpodstawowej, bardzo ciężko jest im się odnaleźć wśród tak wielu osób.
Zaproponowaliśmy rozwiązanie, w którym samorządy najbardziej zagrożone kryzysem demograficznym i rozważające zamknięcie szkoły będą mogły ją zachować np. dla klas I–III, z przedszkolem lub żłobkiem. Chcemy, by mogły – przy zachowaniu głównej funkcji szkoły i bezpieczeństwa dzieci – przeznaczyć nieużywane miejsca w budynku na spotkania klubu seniora czy otwarcie biblioteki. Zgadzamy się na użycie budynków, bo do tej pory nie można było tego robić.
Zaproponowane rozwiązania to również zachowanie komfortu pracy nauczycieli. W momencie tworzenia zespołów szkół złożonych ze szkół podstawowych, gdzie przedszkole i klasy I–III byłyby jak najbliżej domu, a później samorząd zapewniałby dowóz dzieci do większej, wspólnej szkoły, dzieci będą miały na miejscu nauczycieli zatrudnionych na jeden etat. Nauczyciele będą wtedy bezpieczni, a samorządy zyskają możliwość inwestowania np. w infrastrukturę sportową. Dodajemy do tego laboratoria komputerowe STEM i AI dla szkół. Jak zatem widać, to kompleksowy pomysł na to, co zrobić, żeby nie stawiać lokalnych społeczności, samorządów i jakości kształcenia przed niezagospodarowanym problemem demograficznym.
PAP: Samorządy przyznają, że projekt ustawy jest krokiem w dobrą stronę, niemniej wyrażają swoje rozczarowanie przepisem pozostawiającym wiążącą opinię kuratora w przypadku zamiaru likwidacji szkoły. Włodarze uważają, że rząd powinien zaufać ich doświadczeniu. A jednak decyzja kuratora w tym przypadku pozostaje.
B.N.: W tym przypadku rzeczywiście nie zdecydowaliśmy się na zmianę. Ale, np. dzisiaj, chcąc przekształcić szkołę w szkołę filialną, trzeba ją najpierw zlikwidować, a dopiero potem drugą uchwałą powołać placówkę filialną. To w sposób oczywisty powoduje zamieszanie. Zatem zachowujemy konieczność wydania opinii przez kuratora, bo jego zadaniem jest zadbanie o warunki dla dzieci i nauczycieli. Ale okazaliśmy też zaufanie samorządom, zdejmując z nich konieczność przekształcania poprzez likwidację.
Dodaliśmy też jeszcze jeden istotny element. Dzisiaj należy poinformować rodziców o zamiarze likwidacji szkoły, wysyłając powiadomienia. To masa niepotrzebnej biurokracji, a skuteczność umiarkowana. Zaproponowany przez nas model jest o wiele bardziej partycypacyjny i pozwala na uniknięcie wielu problemów. Mówimy samorządom, by planując przekształcenie szkoły, nie wysyłały listów, tylko spotkały się z rodzicami i przedstawiły plan. Przecież nikt nie chce być likwidatorem szkoły, zarówno samorząd, jak i kurator. Ale taką współpracę mimo wszystko chcemy wymusić. Niestety są też z samorządowcy, którzy chcą wręcz zagładzać szkoły. Wstrzymują w nich remonty i inwestycje, a następnie zamykają je z powodu braku zainteresowania. To nie jest dobre, bo zaufanie jest tu kluczowe.
PAP: Samorządy podnoszą też kwestię oświaty niepublicznej i wskazują na problem konieczności wypłacania dotacji, podczas gdy same borykają się z problemami demograficznymi. Domagają się też zwiększenia ich możliwości kontrolnych w przypadku otwierania nowych placówek niepublicznych. Czy w tym zakresie planowane są jakieś zmiany?
B.N.: Środki idą za dzieckiem i z perspektywy państwa patrzymy na to, żeby każde dziecko, które zaczyna edukację, dostawało w niej wsparcie.
Oczywiście słyszę głosy samorządowców, którzy wskazują na wyzwania i niestety często na nieprawidłowości. Jedno z wielkich miast przez wiele lat dawało dotację przedszkolną dla placówek niepublicznych wyższą niż dla publicznych. Przyznaję, że ta konkurencja jest bardzo trudna. Z drugiej strony dla mnie, nie tylko jako ministra edukacji, ale też jako propaństwowca, najważniejsze są dobrej jakości przedszkola publiczne. Niestety problem pojawia się, kiedy dobre przedszkole publiczne musi konkurować z niezłym przedszkolem niepublicznym, gdzie dodatkowo pobierane są opłaty. Wtedy konkurencja robi się nierówna. Dlatego cieszę się, że zwiększyliśmy nakłady na oświatę. Z 65 mld zł, które przekazywano samorządom w 2023 roku, w tej chwili jest to prawie 115 mld zł. W systemie ujęte są też przedszkola.
Samorządy nie powinny opiniować powstawania nowych placówek niepublicznych przez zasadę konkurencyjności. Samorządy nie mogą nikomu zabronić działalności, w tym działalności gospodarczej. To, co należy zrobić, to starać się, by publiczne placówki były jak najwyższej jakości.
PAP: Pomocą w ratowaniu szkół był też program „Mała szkoła”. Czy planowana jest jego kontynuacja?
B.N.: To było wsparcie inwestycyjne dla niedużych placówek zagrożonych demografią. Na przyszły rok planujemy inwestycje w pracownie techniczne w szkołach i to będzie dostępne dla wszystkich. Duży program realizuje też Ministerstwo Cyfryzacji w ramach środków KPO, czyli pokrycie białych plam w dostępie do sieci. Mają powstać też programy Ministerstwa Klimatu i Środowiska dotyczące termoizolacyjnego dostosowania budynków oraz ewentualnej fotowoltaiki.
PAP: Tematem, który niestety wraca jak bumerang, jest finansowanie oświaty. I tu po jednej stronie stoją samorządy, które alarmują, że brakuje im pieniędzy na nauczycielskie pensje, a po drugiej nauczycielskie związki zawodowe, które wciąż walczą o podwyżki dla nauczycieli. Czy to da się pogodzić?
B.N.: Zależy nam na nauczycielach, bo to jest gwarancja dobrej edukacji i rozwoju. Nie ulega wątpliwości, że nauczyciele muszą być dobrze wynagradzani. Cieszę się, że ich pensje rosną, zwiększyliśmy też kwotę potrzeb oświatowych. Niektóre samorządy traktują edukację jako koszt, a inne jako inwestycję. Mądry samorząd doskonale wie, że edukacja jest mu potrzebna, bo to przyciąga ludzi. JST dostają też wsparcie z budżetu państwa na edukację. Finansujemy chociażby pracownie STEM i AI, dzięki czemu samorządy mogą zainwestować w inne potrzeby szkoły. To zapewnia też wysoką jakość edukacji.
PAP: Pojawia się postulat, by to rząd finansował wynagrodzenia nauczycieli, a nie samorząd
B.N.: To oznaczałoby kompletne przemodelowanie systemu finansowania oświaty, a w przypadku dużego kraju, jakim jest Polska, model, w którym to samorządy odpowiadają za edukację, jest o wiele sensowniejszy niż centralne zarządzanie. Samorząd, który traktuje oświatę jako inwestycję, rzadko kiedy mówi o luce edukacyjnej. To też kwestia ułożenia priorytetów. Samorząd jest dla mieszkańców, a najważniejszym elementem budującym wspólnotę jest istnienie szkoły.
PAP: Nauczyciele doczekają się większych podwyżek?
B.N.: W budżecie państwa na ten cel jest zagwarantowana 3-proc. waloryzacja wynagrodzeń nauczycieli. Oczywiście to, co satysfakcjonowałoby nas wszystkich, to wyższy wzrost płac i to jest nasze zobowiązanie – premiera Donalda Tuska, ministra finansów i moje. Nastąpi powiązanie pensji nauczycieli ze wskaźnikami w gospodarce.
PAP: Szczecin pozwał skarb państwa o poniesione wydatki oświatowe. Inni samorządowcy przyznają, że jeśli sąd przychyli się do tego pozwu, to czeka nas lawina podobnych spraw. Obawiają się Państwo takiego scenariusza?
B.N.: To pozew sprzed kilku lat i dotyczy starych czasów, gdy PiS rzeczywiście próbował zagłodzić samorządy. Właśnie dlatego zmieniliśmy sposób finansowania i postawiliśmy na wyliczanie potrzeb oświatowych. Teraz w szczególności małe samorządy realnie dostają większe środki. Ale oczywiście patrzymy z pewnym zaciekawieniem i nie ukrywam - z niepokojem na wyrok sądu, bo może on oznaczać bardzo duże skutki dla budżetu. Społeczne konsekwencje takiego wyorku z całą pewnością będą niekorzystne. Pragnę też przypomnieć, że oświata jest zadaniem własnym. Zmieniliśmy system finansowania, ale nie chciałabym, żeby dzisiejsza młodzież i dzieci ponosiły konsekwencje antysamorządowej polityki naszych poprzedników.
PAP: Całkiem niedawno padły też pytania o rekompensaty dla samorządów, które zdecydowały się sfinansować ze swoich środków dodatkową lekcję religii. Mogą na to liczyć?
B.N.: Jest jedna lekcja religii, a to, że ktoś chce finansować zajęcia dodatkowe, dowolne, nie stanowi podstawy do rekompensaty. Nie ma żadnej przestrzeni na rekompensaty za świadomą decyzję samorządów dotyczącą zorganizowania dodatkowej lekcji religii.
Rozmawiała
Małgorzata Orłowska
mo/